Informacja o plikach cookies

Nasz portal korzysta z plików cookies. Pozostając na Movies Room wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików i podobnych technologii. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Dokładnie w tym tygodniu do naszych kin wchodzi Mumia - najnowszy film z Tomem Cruisem, który przy okazji ma dać początek kolejnej serii filmów lekko połączonych, dziejących się w tym samym świecie, tak jak u superbohaterów Marvela. Tylko że zamiast Iron Mana i Thora to Frankenstein, wilkołak oraz potwór z Czarnej Laguny dostarczą widzom rozrywkę, choć raczej nie przy zbawianiu świata. Czy istnieje cień szansy, by Universal powtórzył sukces komiksowych produkcji? No w sumie – nie. Polegną po raz kolejny, a oto powody, dlaczego tak się stanie.

fot. Universal Pictures

Zobacz również: TOP 10 - najlepsze horrory ostatnich lat!

Zauważyliście w ogóle, że Universal wykorzystuje metodę spopularyzowaną w naszym kraju przez Jakóbiaka? Skoro nie wychodzi im stworzenie filmowego uniwersum, postanowili je wpierw zwizualizować. Stąd tyle gadania o nim. Dlatego też na początku Mumii wyświetlane jest logo Dark Universe, które obecnie nic przecież nie oznacza. Na samym dole również widać fotkę wszystkich aktorów, którzy mają się wcielić w najróżniejsze potwory. Wydaje się jednak, że do tego nie dojdzie. bo przecież monstra funkcjonują na zupełnie odmiennej zasadzie co superbohaterowie (mimo iż w świecie DC istniał niegdyś Frankenstein i miał własną serię komiksową, ale to temat na inny artykuł). 

Nie ma bowiem nic bardziej różnego od popkulturowej sytuacji postaci Marvela i Universalu. Warto pamiętać, że przez cały XX wiek jedynie DC Comics wypuściło kilka świetnych aktorskich filmów z superbohaterami i prócz tego nie było prawie nic (jeden Punisher średnio-dobry), a komiksy powstawały. Latami budowano bazę fanów marvelowskich bohaterów przez powieści graficzne, merchandising czy nawet seriale animowane i gry komputerowe. Apetyt podsycano przez dekady i taki Spider-man czy X-Mani, gdy pojawiali się na początku XXI wieku w formie wysokobudżetowych blockbusterów, debiutowali na kinowym ekranie, stanowili całkowitą nowość dla niezainteresowanego komiksami miłośnika popkultury, a jednocześnie przez fanów byli zjawiskiem wyczekiwanym od wielu lat. To wręcz odwrotna sytuacja do obecnego statusu potwora Frankensteina czy Draculi? Filmy z nimi regularnie dostajemy raz na kilka lat i rynek zwyczajnie został przesycony najdziwniejszymi alteracjami, różnymi wizjami i przede wszystkim kiepskimi kalkami. Klasyczne monstra Universalu nawet spotkały się niedawno we wspólnej fabule – serialowym Domie grozy czy komediowym Hotelu Transylwania, a o ilości pojedynczych filmów z ich udziałem nawet nie ma co wspominać. Nieprzypadkowo Mumia w reżyserii Stephena Sommersa w 1999 roku odniosła sukces. Tego potwora akurat od czasu wersji wytwórni Hammer z 1959 roku nikt nie odświeżał w widowisku za kilkadziesiąt milionów dolarów (40 lat przerwy), a i oryginał nie jest tak ikoniczny co Dracula czy Frankenstein. Może budowę najnowszego uniwersum też warto było rozpocząć od zapomnianego stwora jak chociażby potwór z Czarnej Laguny? Posmak odgrzewanego kotleta byłby bezapelacyjnie mniejszy niż przy tym notabene całkiem znośnym filmie z Tomem Cruise'em. 

fot. Universal Pictures

Nowa Mumia nie dostaje niestety najlepszych recenzji, mimo iż za szczególnie złe dzieło bym jej nie uznał. Historia pokazuje, że do rozpoczęcia łączonego uniwersum potrzeba sukcesu pierwszego dzieła. Rozpoczynanie serii od gniota typu Dracula: Historia nieznana to absurd. Teraz można już tylko gdybać, czy dostalibyśmy Avengers i Strażników Galaktyki, gdyby Iron Man przepadł w box office. Tak się jednak nie stało. Robert Downey Jr zniszczył system, brawurowo podbił kino superbohaterskie i dlatego widzowie mają ochotę zobaczyć dalsze losy postaci, którą pokochali. Marvel bezbłędnie trafił z praktycznie wszystkimi castingami bohaterów, którzy pojawiali się w pierwszych filmach. Nick Fury, Black Widow czy Thor zostali umiejętnie stworzeni i to z tego powodu chce się ich dalej oglądać. Gdy Edward Norton nie przekonał jako Hulk, podmieniono go bez żadnych sentymentów. Produkcje w ramach DC Extended Universe krytycy do niedawna miażdżyli regularnie, ale te artystyczne porażki się sprzedawały i kolejne ich odsłony mają sens, bo zawierają atrakcyjnie nakreślonych protagonistów jak Batman, Wonder Woman, Harley Quinn czy Deadshot, których kolejne przygody zapewne zainteresują kinomanów. Dobrych bohaterów zwyczajnie brakuje natomiast w badziewiach produkowanych przez Universal. Luke Evans jako Dracula i Aaron Eckhart jako „tak jakby Frankenstein” też się starali, ale przez tragiczny scenariusz oraz ogólnie niski poziom filmów z ich udziałem, nikt nie płacze po nocach, że nie dowiemy się, jaki los spotkał ich bohaterów. Najnowsza Mumia również wie, że dobra postać to podstawa i zaspoileruję wam bezczelnie, że ta produkcja to jeden wielki origin story, ale znów historia nie domaga w kwestii skrupulatnego przedstawienia zacnego protagonisty. Pytanie też, czy Tom Cruise nie jest zbyt ogranym już aktorem, mając przecież w planach kolejne części Mission: Impossible, Na skraju jutra i Top Gun, wcielenie się w mumię potrzebne mu jak łysemu szampon.

fot. Universal Pictures

Co oddaje całościowe podejście producentów do projektu – bezpiecznie, nijako, byle z rozmachem. Nie widać, aby najnowsza Mumia stanowiła owoc dobrego pomysłu, lecz wygląda na przemyślane i wyrachowane zagranie marketingowe, mające przynieść niebotyczny zysk jego autorom. Warto zauważyć, że wersję z 1999 roku napisał i zrobił twórca mający wówczas słaby dorobek, ale studio wybrało go, gdyż przedstawił ciekawą ideę, żeby z tego klasycznego horroru zmieszanego z dramatem zrobić film przygodowy w stylu Poszukiwaczy zaginionej Arki. Na ówczesne czasy było to nowatorskie i przede wszystkim świeże podejście, o którym nie ma mowy w przypadku rebootu, próbującego wykorzystać tę samą stylistykę, zmieniając jedynie scenerię i dorzucając elementy pozwalające nakręcić więcej sequeli. Co ciekawe, równie wydawałoby się świeżą wizję miał Stuart Beattie gdy w 2014 roku stworzył Ja, Frankenstein. Przeniósł postać z powieści Mary Shelley w czasy współczesne, dodał gargulce i tylko totalnie zawiodła realizacja tego obiecującego konceptu. Co pewnie uczy nas, że mimo iż Marvel kręci hit za hitem, nakręcenie dobrego blockbustera to jednak trudna sztuka. Zresztą nawet komiksowe studio władane przez Disneya udowodniło swoją elastyczność kasując sequel The Incredible Hulk, a i kształt trzeciej części Avengers uległ zmianom (chociażby na stołku reżyserskim), gdy Czas Ultrona zaliczył finansową wtopę.

fot. Universal Pictures

Nie musicie się zgadzać, lecz w moim bardzo osobistym odczuciu szef studia, który ogłasza jeszcze przed wypuszczeniem pierwszego obrazu, że tworzy całą masę filmów, wychodzi nieco na zbyt pewnego siebie buca. Jest to w jakimś stopniu zignorowanie gustu widza, gdy z góry go się informuje, że zostanie zasypany serią nostalgicznych, ale jednocześnie „fajowsko” podrasowanych blockbusterów i po tym jak Universal już dwukrotnie naciął się na takim podejściu aż dziw bierze, że po raz trzeci próbują tego samego podejścia. Wychwalany przeze mnie w tym tekście Marvel z początku wcale nie kusił widzów tym, że tworzy jeden wielki połączony superbohaterski świat. Pierwotnym zamysłem było przedstawienie kinomanom postaci, które nigdy wcześniej nie zagościły na dużym ekranie lub zrobiły to w żenujący sposób (Kapitan Ameryka). Wydaje się, że dobry kierunek obrano przy Dracula: Historia nieznana, gdy próbowano pokazać znaną postać z nowej perspektywy, tylko podobnie jak przy Ja, Frankenstein zawiódł scenariusz i wykonanie. Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że na początek trzeba nakręcić naprawdę dobry film, a później dopiero przychodzi czas myślenia o sequelach. Niestety, Universal nie uczy się na błędach, a na każdym kolejnym kroku popełnia nowe i dlatego z ich planów o filmowym uniwersum potworów znów nic nie wyjdzie. Szkoda tylko tych miłych, utalentowanych aktorów ze zdjęcia na dole. Mogli by poświęcić czas na lepsze role. 

Zobacz również: recenzja komiksu Deadpool 5: Wyzwanie Draculi!

fot. Universal Pictures

 

Wiesz, co z tym zrobić


Krzysztof Warzała

Krzysztof Warzała

Dziennikarz

O mnie:

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.


Więcej informacji o:

Say something here...
Cancel
Log in with ( Sign Up ? )
or post as a guest
Loading comment... The comment will be refreshed after 00:00.

Be the first to comment.

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.