Informacja o plikach cookies

Nasz portal korzysta z plików cookies. Pozostając na Movies Room wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików i podobnych technologii. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
reklama-ama-artykuly-top

Spis treści

Tekst ten pojawia się trochę później niż powinien, ale lepiej późno niż za późno! Na Valeriana wybierałem się wszakże bez większych oczekiwań i byłem w pełni świadom, że Luc Besson najlepsze lata ma za sobą, a tę swoją artystyczną przeszłość gdzieś tam zakopuje szpadlem blockbusterowej trywialności. No cóż, w końcu każdy orze jak może, trudno z tego powodu wieszać na artyście psy... Ale tu niestety psie głowy polecą, albowiem w najnowszym filmie twórcy Leona Zawodowca, Nikity oraz Piątego elementu ukazało się mym oczom coś, czego nie można pozostawić bez komentarza. A mianowicie krzyk. Krzyk artysty pragnącego zwrócić uwagę widza na swoją niedolę. Niedolę zarówno artystyczną, czyli niemożność stworzenia czegoś nowego, brak weny, inspiracji, osiągnięcie szczytu własnych możliwości oraz niejako powiązaną z nią niedolę zwykłego człowieka, tęskniącego za starymi, dobrymi czasami i niemogącego odnaleźć się w aktualnej rzeczywistości. Besson nakręcił bowiem film z lat 90. Valerian operuje na tych samych schematach, na tych samych zależnościach i na tych samych paradygmatach, na których pod koniec ubiegłego wieku wyłonił się i ukształtował filmowy postmodernizm. Jest to więc dzieło na wskroś klasyczne, ale nie przystaje do dynamicznie zmieniających się wymagań zglobalizowanego odbiorcy. Innymi słowy, gdyby Valerian rzeczywiście powstał w miejsce (tak jak Besson wspominał) Piątego elementu, to cieszyłby się taką samym kultem oraz renomą, co nie oznacza, że stworzenie takiego filmu dzisiaj gwarantuje jednakowy sukces. To wygląda bowiem tak, jakby przez te 20 lat twórca nie zmienił nawet jednego słowa w scenariuszu, a jak w końcu nadarzyła się okazja do jego zrealizowania, to tylko strzepnął z niego kurz i kręcił z pamięci. Rozumiecie? Besson nakręcił film niemy 20 lat po przełomie dźwiękowym...

Zobacz również: Valerian i Miasto Tysiąca Planet - recenzja filmu Luca Bessona!

Jednak, choć rzeczywiście problem Bessona tkwi w korzystaniu z przestarzałych metod kreacji, a mówiąc ściślej: w niemożności dostosowania klasycznych metod kreacji do zmieniającej się rzeczywistości, to w samej swej istocie i na przekór wszystkiemu, Valerian stanowi podręcznikowy przykład ponowoczesnego dzieła filmowego. Gdybyście chcieli zobaczyć film, który w trochę ponad dwie godziny omawia wam całą historię i wszystkie charakterystyczne elementy tego kinematograficznego nurtu, to nie znajdziecie lepszej pozycji od tej właśnie, czyli od najdroższej produkcji powstałej poza granicami Hollywood. Przyjrzyjmy się więc, w jaki sposób na łamach Valeriana i miasto tysiąca planet francuski reżyser realizuje założenia tradycyjnego postmodernizmu.


Cytat, cytaty i więcej cytatów!

Kino oraz wszystkie inne dziedziny artystyczne, które weszły w tzw. okres pokontestacyjny, doszły do wniosku, że sztuka się skończyła, wyczerpała i już nic nowego nie może nikomu zaoferować. Stąd zamiłowanie postmodernistów do nagminnego korzystania z elementów już wcześniej przez sztukę opatentowanych i wymaglowanych. Rzutuje to, rzecz jasna, na oryginalność takich dzieł, a efekt déjà vu może nam towarzyszyć częściej niż oczekiwaliśmy, ale nie o nią tutaj chodzi. W zamyśle bowiem takie filmy miały być wielkimi sapowiskami cytatów, które - zebrane na jednym planie - skutkowałyby powstaniem specyficznego efektu intertekstualności. To znaczy u widza, który dostrzeże owe nawiązania, uruchamiają się skojarzenia, które znowuż umożliwiają mu interpretowanie obserwowanych zdarzeń poprzez pryzmat oryginału. Na przykład: jeśli w filmie A bohater spoglądający na zachód słońca zostaje uchwycony przez kamerę z pewnego dystansu od tyłu i w filmie B widzimy identyczną kompozycję kadru, to wiemy, że w filmie B bohater ten przeżywa identyczne emocje co bohater w filmie A. W Valerianie aż roi się od tego typu nawiązań, a chyba najbardziej prozaicznymi i wręcz okładającymi widza po twarzy są cytaty estetyczne z Piątego elementu. Scenografia, kostiumy, kompozycja kadru – to wszystko zostało żywcem wyjęte z opus magnum Bessona i tylko potwierdza to, czym pierwotnie miał być Valerian.

The Fifth Element 1Fot. kadr z filmu Piąty element

Bardzo duży wkład w ostateczny kształt filmu Bessona miały również Gwiezdne Wojny George'a Lucasa z – wydaje mi się – szczególnym uwzględnieniem trylogii prequelowej. I nie, nie mam na myśli komiksowego oryginału Pierre'a Christina, z którego podobno Lucas również korzystał, lecz same Gwiezdne Wojny. Te natomiast przejawiają się w Valerianie jako swoista rewaloryzacja kina nowej przygody i nadają mu bardziej komplementarnego charakteru. Besson próbuje bowiem, podobnie jak popularne "prequele", zbudować na kanwie filmu całe uniwersum, przedstawić nam masę zależności społeczno-politycznych zachodzących w świecie przedstawionym i osadzić w nim dziejową rolę jednostki. Efekt końcowy pozostawia oczywiście wiele do życzenia, co nie zmienia faktu, iż właśnie to było jego celem.

Głównym protagonistą jest natomiast awanturnik, łotr i kobieciarz w jednym (pamiętacie jeszcze tego starego wygę Hana Solo?), a protagonistką Le... to znaczy kobieta twarda, mająca swe przekonania i dziarsko stojąca w ich obronie, lecz równocześnie zadurzona w swym partnerze (no tak, tu chodziło o Leię). Gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę, iż parę tę stanowi młodzież, to zaraz zapali nam się lampka o nazwie Gra Endera, gdzie to także ludzie młodzi stanowili o prawdziwej sile rażenia. Francuz wyciąga też sporo dobrego z animowanego amerykańskiego filmu Tytan z 2000 roku, zapożyczając koncept rasy (tu Perły, tam Ludzie) niemal wyniszczonej przez kontrolowany kataklizm (tu operacja wojskowa w przestrzeni kosmicznej, tam inwazja obcych). Podobieństwa można również dostrzec w konstrukcji międzyplanetarnej stacji Alpha, która na myśl przywodzi galaktyczne centra towarzyskie z wymienionej animacji. Widzimy więc, że Besson jasno określił przedmiot swojego zainteresowania i starał się ułożyć Valeriana według klucza tych bardziej i mniej klasycznych przedstawicieli gatunku sci-fi. Innymi słowy, Valerian i miasto tysiąca planet to przekrój współczesnego kina science fiction.

unnamedFot. kadr z filmu Tytan - Nowa Ziemia

Wiesz, co z tym zrobić


Tomasz Małecki

Tomasz Małecki

Redaktor

O mnie:

Najbardziej tajemniczy członek redakcji. Nikt nie wie, w jaki sposób dorwał status redaktora współprowadzącego dział publicystyki i prawej ręki rednacza. Ciągle poszukuje granic formy. Święta czwórca: Dziga Wiertow, Rene Clair, Luis Bunuel i Stanley Kubrick.


Więcej informacji o:

Powiedz coś tutaj...
Odrzuć
Zaloguj jako ( Zalogować ? )
albo wyślij jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Be the first to comment.

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas

reklama-ama-artykuly-top

© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.