• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • niebawem również
  • Połącz z Facebook
Pod Ostrzałem #17 - Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie

Przed Wami siedemnasta już odsłona naszej autorskiej serii Pod Ostrzałem! Tym razem na tapet bierzemy spin-off serii filmów o Gwiezdnych Wojnach - Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie! Naszą recenzję przedpremierową znajdziecie, klikając TUTAJ. Tymczasem zapraszamy Was do zapoznania się z opiniami pozostałych członków redakcji Movies Room, którzy mieli już przyjemność (bądź nie) obejrzeć film Garetha Edwardsa. Nasze opinie i oceny uporządkowaliśmy w kolejności od najbardziej pozytywnych do mniej entuzjastycznych. W tekście mogą znaleźć się lekkie spoilery! Uwaga, zaczynamy!


Kamil Serafin - Dziennikarz

Ocenia na: 95/100 <3

Disney to zrobił. Osiągnął to, w co tak wielu wątpiło przed i po premierze Przebudzenia Mocy - stworzył najlepszy film z uniwersum Gwiezdnych Wojen od czasów Imperium kontratakuje. Z nieznanymi nam wcześniej głównymi bohaterami. Bez walk na miecze świetlne. Bez Skywalker’ów. Bez Mocy. Łotr 1 wyróżnia się na tle pozostałych siedmiu filmów jako najbrutalniejszy, najpoważniejszy i najbardziej dojrzały film osadzony w świecie wykreowanym przez Lucasa, w którym jednak nie brakuje komizmu i humoru (K2SO i Chirrut  Îmwe kradną każdą scenę w jakiej się pojawią). To przede wszystkim opowieść wojenna, pełna dylematów i sprzeczności, konfliktów i rozejmów. Opowieść o nadziei i cenie, jaką trzeba za nią zapłacić. Opowieść, która na nowo zdefiniowała Star Wars. Jako fan, jestem całkowicie spełniony. Liczne odniesienia do pozostałych tytułów, zwłaszcza do Nowej Nadziei sprawiły, że poczułem, iż Łotr 1 jest filmem stworzonym przez osoby, które kochają Gwiezdne Wojny, dla takich właśnie osób. Wciągająca od samego początku historia, ani na chwilę nie pozwalająca oderwać oczu od ekranu sprawiła, że do tego filmu będę wracać jeszcze nie jeden raz, by ponownie przyglądać się zmaganiom Rebelii z Imperium, konsumowanemu przez wewnętrzne spory. By ponownie przeżyć najlepszą finałową bitwę w historii całej serii. By jeszcze raz poczuć dreszcz na plecach, gdy na ekranie pojawią się TE postacie. By po raz kolejny zobaczyć Vadera, który przez zaledwie kilka minut obecności zdołał uczynić z tego filmu swój najlepszy występ. Wygląda na to, że znalazłem kolejny ulubiony film do swojej kolekcji. Na takie Gwiezdne Wojny czekałem! Gareth Edwards zasłużył na gromkie oklaski. Na stojąco.

P.S. Disney, proszę, nie twórzcie już animacji zmarłych kilkadziesiąt lat temu aktorów, dopóki nie nauczycie się jak robić to tak, by widzów nie bolały oczy...

Dominik Karczyński - Stały współpracownik

Ocenia na: 92/100 <3

W pewnym momencie oczekiwałem Łotra 1 bardziej niż zeszłorocznego Przebudzenia Mocy. Do kina szedłem z pewnością, że to będzie bardzo dobry film. Nie pomyliłem się. To, w jaki sposób Gareth Edwards wpasował się w znaną nam już historię i świat, pokazało, że można stworzyć film bez ingerowania w główny wątek Skywalkerów. Mamy tutaj nowych bohaterów oraz epizody znanych już nam wcześniej postaci. Cała produkcja stoi na wysokim poziomie. Wszyscy aktorzy to strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o casting. Grają oni w sposób naturalny i nieprzerysowany. Oczywiście dla mnie przed szereg wychodzą postacie takie jak K-2SO, którego zagrał Alan Tudyk oraz Dyrektor Orson Krennick, świetnie wykreowana postać przez Bena Mendelsohna. Warstwa audiowizualna filmu stoi jak zawsze na najwyższym poziomie. Efekty praktyczne, jak i komputerowe - świetne. Muzyka stworzona przez Michaela Giacchino idealnie oddaje ducha utworów skomponowanych przez Johna Williamsa, ale dodając coś nowego również od siebie. Tak jak nas zapewniano przed premierą, to nie jest kolejny film z serii Gwiezdnych Wojen z miłą, grzeczna i łagodną historią. Dostajemy surowy, brutalny oraz poważny świat. Oczywiście trzeba wspomnieć o pojawianiu się najważniejsze postaci dla całego uniwersum - Darth Vader. Jak dla mnie mógłby on się trochę dłużej pojawić na ekranie. Sugerowały nam to zwiastuny, mimo to kilka scen z jego udziałem nie pojawiło się w ostatecznej wersji. Ostatnia scena na pewno przejdzie do historii kina. Nic więcej nie trzeba dodawać. Gwarantuję, że fani Gwiezdnych Wojen będą bardzo zadowoleni z tego, co stworzył Gareth Edwards. Już nie mogę się doczekać, aby obejrzeć jednocześnie Łotra 1 oraz Nową Nadzieję.

AN1FF013fot. Materiały prasowe

Dominik Dudek - Redaktor

Ocenia na: 90/100 <3

Po obejrzeniu Łotra 1, fortunnie jestem zmuszony odwołać moje słowa hejtu na Disneya, kiedy to ogłoszono powstanie spin-offa gwiezdnowojennej sagi, a ja nie wahałem się spisywać go na straty.  No bo przecież Łotr opowiada nam historię, której finał jest nam znany od 1977 roku, więc czy był sens żeby ten film powstał? Jednocześnie Edwardsa i spółkę czekało nie lada wyzwanie, jako że musiał on nie tylko odpowiednio podejść do kanonu, ale także przedstawić nam zupełnie nową historię z nieznanymi widzom bohaterami. Łatwo zatem można to było spieprzyć, co całe szczęście się nie stało i w związku z tym otrzymujemy naprawdę niesamowite widowisko, które ma swoje wady (jaki tegoroczny blockbuster ich nie posiada?), ale toną one w morzu jego zalet. Na plus na pewno temu uniwersum wyszło nadanie zdecydowanie dojrzalszego tonu, co nie oznacza, że musi być przesadnie poważnie, bowiem żarty w wykonaniu świetnego K-2SO pomagają produkcji zachować równowagę. Kolejną zaletą Łotra jest obsada, która z jednym wyjątkiem spisała się naprawdę na medal. Mimo, że Michael Giacchino nie miał dużego zasobu czasowego do skomponowania ścieżki dźwiękowej, to udało mu się stworzyć muzykę, z której nawet Williams mógłby być zadowolony. Można narzekać, iż pierwsze pół godziny filmu jest chaotyczne, postacie i ich motywacje nie do końca rozwinięte, Tarkin wali CGI'em po oczach, a Whitaker ociera się lekko o parodię, ale to wszystko jest nieważne, kiedy przenosimy się na Scarif. Wtedy po prostu dzieje się tyle, że mamy w dupie minimalne niedociągnięcia pierwszej połowy i z zapartym tchem częstujemy się każdym pojedynczym kadrem, jakie twórcy nam zaserwowali, aż do finału, w którym obecność Vadera jest najsmaczniejszą wisienką na torcie o jakiej nawet nie marzyliśmy. Łotr 1 pokazuje nam, że w dobie spin-offów, remaków, rebootów i innych przejawów braku oryginalności Hollywoodu, można stworzyć coś tak niesamowitego z szacunkiem dla pierwowzoru. To może teraz przeniesiemy się do Starej Republiki?

Patryk Supeł - Redaktor

Ocenia na: 80/100

Kiedy dowiedziałem się, że Disney ma plan stworzenia spin-offu ze świata Gwiezdnych Wojen, nie tyle byłem negatywnie nastawiony co nie byłem do końca pewien sukcesu efektu końcowego. Okazało się, że Łotr 1 to niezwykle dojrzałe i poważne kino, które nieco różni się od głównej sagi prowadzonej od roku 1977, zachowując przy tym umiarkowany humor wprowadzony z wyczuciem. Felicity Jones wywiązała się ze swojej buntowniczej, lecz dominującej roli, prowadząc w bój tytułową eskadrę. Wszelkie nawiązania do głównej sagi Gwiezdnych Wojen wprowadzają niesamotny klimat, zachęcając po raz kolejny do powrócenia i przeżywania na nowo losów bohaterów z dwóch poprzednich trylogii. Choć wiem, że Michael Giacchino miał niespełna kilka tygodni na stworzenie ścieżki dźwiękowej do filmu, to po pierwszym zwiastunie, gdzie motyw przewodni został lekko zmieniony, miałem nadzieję, że cały album będzie niezwykle klimatyczny. Niestety, nie do końca dostałem to, czego oczekiwałem od kompozytora, ale doceniam dobrze skrojoną ścieżkę. Mając świadomość, że Łotr 1 nie wpisuje się w kryteria arcydzieła, polecam go serdecznie każdemu fanowi jak i osobom mniej zainteresowanym światem Star Wars, gdyż jest to kino typowo rozrywkowe, które spełnia rolę spin-offu, dając nam historię wąsko skrojoną ale kompletną i ciekawie poprowadzoną.

P.S. Wielkim plusem produkcji są sceny z Darthem Vaderem.

rogue one a star wars story felicity jones diego lunafot. Materiały prasowe

Tomasz Małecki - Dziennikarz

Ocenia na: 80/100

Kto czytał moje newsy, czy artykuły, ten wie, że nie pałam sympatią do polityki Disneya względem uniwersum Gwiezdnych Wojen. Dlatego też do Łotra 1. podchodziłem z dużą dawką sceptycyzmu. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się jednak, że jeśli gigant z Burbank, wraz ze swoją “agentką” w Lucasfilm Kathleen Kennedy, popuści nieco pasa filmowcom, to są oni w stanie stworzyć naprawdę kawał solidnego widowiska. Gareth Edwards odważnie postawił na zmianę tonacji oraz kolorystyki, co z pewnością odświeża nieco zmurszały już styl prowadzenia akcji w niniejszym uniwersum. Oczywiście nie zrewolucjonizował on Gwiezdnych Wojen, lecz nadał im nowego smaku. A jeśli już o smakach i smaczkach mowa, to nie sposób nie wspomnieć o epizodzie na Scarif - nie powiecie mi chyba, że pierwszym waszym skojarzeniem po ujrzeniu Cytadeli nie była Świątynia Przodków Rakatan ze Star Wars: Knights of the Old Republic? Inspiracja ta zasłużyła sobie na moje najwyższe uznanie, podobnie jak cameo Dartha Vadera - scena na rebelianckiej korwecie z dumą może ustawiać się w kolejce po miano legendy. Szkoda tylko, że nowe postacie nie wywoływały podobnych emocji. Orson Krennic miał ku temu predyspozycje, ale ostatecznie wypadł tak, jak jego śmierć - bezceremonialnie. O Jyn Erso powiem natomiast tyle, że była i to jest jej największy wkład w produkcję. Najbardziej jednak zabolał mnie stworzony po łebkach soundtrack. Rozumiem, że skomponować w nieco ponad miesiąc pełną ścieżkę dźwiękową dla takiego hitu jak Gwiezdne Wojny nie jest łatwo, ale mieszanka klasycznego motywu The Force Theme z Across the Stars z Ataku klonów, nikomu nie wyszła na dobre - ani Michaelowi Giacchino, ani widzom/słuchaczom. A no i napisy początkowe? Co oni zrobili z napisami początkowymi? … Niemniej jednak, Łotr 1. powinien pogodzić mainstreamowych fanów oryginalnej trylogii z ekstrawaganckimi zwolennikami prequeli (tak, to ja), co samo w sobie jest osiągnięciem. Teraz tylko proszę o to, aby ktoś wpadł na pomysł stworzenia podobnego filmu w okresie Wojen Klonów lub Starej Republiki! (albo obu - kto bogatemu zabroni marzyć?)

Bartosz Tomaszewski - Redaktor prowadzący działu Recenzje

Ocenia na: 78/100

Reżyser Gareth Edwards zapowiadał swój nowy film, jako kino wojenne, osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Czy udało mu się dotrzymać obietnicy? Myślę, że tak. Łotr 1 posiada bowiem w swoim zanadrzu prawdopodobnie najlepsze sceny bitewne z całej sagi. Niestety na tej widowiskowości ucierpieli bohaterowie. Ciężko jest się bowiem z nimi zżyć, a w efekcie ich los jest nam zupełnie obojętny. Zdecydowanie brakuje tu lepszego wprowadzenia ich do historii. Z jednej strony otrzymujemy bowiem przepiękny wizualnie film, a z drugiej - trochę nijakich bohaterów. Widać tu zmarnowany potencjał, a w szczególności w postaci granej przez Bena Mendelsohna i karykaturalnego Foresta Whitakera. Łotr 1 charakteryzuje się też poważniejszym niż Przebudzenie Mocy tonem, który na szczęście łagodzi postać droida K-2SO. Chyba nikt nie wyobraża sobie śmiertelnie poważnych Gwiezdnych Wojen, nawet w postaci spin-offu, prawda? Pomimo kilku mniejszych, czy większych wad, film Edwardsa bardzo przypadł mi do gustu i uważam go za naprawdę dobre dopełnienie historii stworzonych przez George’a Lucasa.

rogue one star wars trailer buzz stormtroopersfot. Materiały prasowe

Łukasz Kołakowski - Dziennikarz

Ocenia na: 76/100

Nienaturalnym wręcz było dla mnie, jak mały był mój hype na ten film, porównując z tym co działo się ze mną rok wcześniej. Niby już zaraz kolejne Gwiezdne wojny, a jednak nie Gwiezdne wojny, więc i ekscytować się tak samo nie umiałem. I podobnie miał chyba Gareth Edwards, bo tak bardzo w tym filmie chciał wyeksponować tą odmienność, że troszkę się wyłożył na tym, co zawsze w sadze było na poziomie. Między innymi na czarnych charakterach. Byłem jednym z niewielu absolutnych zwolenników Kylo Rena, tutaj ten cały Krennic już mi zupełnie nie siadł. Jest Vader, ale przecież nie po to żeby robić za głównego złego, jednakże dla mnie jako widza mającego alergię na samo słowo cameo, jego występ wypadł nieźle. I o ile cały film ogląda się świetnie, o tyle końcówka i to zejście w stronę kina batalistycznego to już zdecydowane zapomnienie o bohaterach na rzecz nieco sztampowej bijatyki. Dla fanów Star Wars film będzie jednak absolutnie satysfakcjonującym widowiskiem, które tylko potwierdza, że uniwersum jest w dobrych rękach. Jak przed seansem tak i teraz, wszystkim spin-offom mówię umiarkowane tak, ale nigdy nie będą tak oczekiwane jak główne części sagi.

Szymon Góraj - Redaktor prowadzący działu Publicystyka

Ocenia na: 75/100

Gdy usłyszałem deklaracje, jakoby pierwszy filmowy spin-off Gwiezdnych Wojen miał być pełnokrwistym widowiskiem wojennym w realiach kultowego uniwersum, niespecjalnie w nie wierzyłem, szczególnie po ostatnim dużym zwiastunie, który niespecjalnie przypadł mi do gustu. Ale proszę - oto mamy produkt, który wywarł na mnie o wiele większe wrażenie niż chociażby Przebudzenie Mocy (którego aż boję się obejrzeć raz jeszcze). Chyba najmocniejsza gwiezdnowojenna historia, jaką ukazano w kinie - i nie ma się co dziwić, w końcu jesteśmy w okresie, gdy Imperium (świetnie zobrazowane  wbrew pozorom dopiero się kształtuje, a znana nam z prequel trilogy Galaktyka wciąż jeszcze się miota (czy raczej - dogorywa)  pod butem mocarnego tyrana.Okresie, który zdaje się nie pozostawiać maluczkim żadnej nadziei. I to Łotr 1 ukazał znakomicie. Oglądamy to wielkie, międzyplanetarne zamieszanie z perspektywy nie generałów czy wielkich wojowników - oni są zaledwie tłem - tylko osobników próbujących jakoś się znaleźć w zrujnowanej rzeczywistości. Co więcej, wyjaśniono jedną z największych fabularnych głupotek z Nowej nadziei (co konkretnie, nie powiem, ale fani powinni to wyłapać). O Vaderze nie będę się rozpisywał, bo wystarczająco dobrze zrobili to za mnie inni - po prostu klasa. Szkoda tylko, że tak wiele istotnych rzeczy położono. Postacie na ten przykład są strasznie jednowymiarowe i wykreowane bardzo biednie, nie licząc więc tak naprawdę K2SO i jego wkład humorystyczny, niewiele w ogóle można o nich powiedzieć. A szkoda, bo potencjał był znacznie większy. Da się także chwila odczuć nieco chaosu w produkcji czy narobione na szybko wątki, które niespecjalnie interesują. Z tych też względów długo myślałem nad ostateczną oceną. Koniec końców, wygrała siła dostarczonych emocji i nostalgii. Oraz oczywiście fakt, iż podjęto w jakimś stopniu udaną próbę podania nam czegoś więcej, dodanie pomostu pomiędzy dwiema trylogiami bez uczucia, że jest to coś doklejonego.

Screen Shot 2016 08 08 at 9.56.19 PMfot. Materiały prasowe

Konrad Stawiński - Dziennikarz

Ocenia na: 70/100

Film Garetha Edwardsa to tylko i aż widowisko filmowe pierwszej klasy. Tylko, bo Łotr 1 miał wszystkie możliwości, aby stać się najlepszym filmem gwiezdnowojennym i w znakomity sposób wyróżniać się na tle innych blockbusterów. Jednak swoją szansę wykorzystuje fragmentarycznie. Dzięki zielonemu światłu na powstanie samodzielnej i zamkniętej historii maksymalnie wyciśnięto cytrynę braku ograniczeń związanych z kształtowaniem losów bohaterów. Jednak w związku z tym, że na suspens nie można było liczyć, gdyż stawka i rezultat są znane widzom od wielu lat, to głównym zadaniem twórców powinno być stworzenie bohaterów, których losami moglibyśmy się bardziej przejmować i żałować rozstania. Niestety ważniejsze okazuje się „jak”, a nie „kto” i „dlaczego”. Postaci są głównie pionkami przerzucanymi z jednego miejsca na drugie, gdzie muszą pokonywać kolejne przeszkody, przez co brakuje scen wzajemnych interakcji, a przemiany dokonują się wyłącznie  z obowiązku scenopisarskiego. Jednak Łotr 1 nadrabia te niedociągnięcia pogłębieniem filmowego uniwersum, łączeniem poważnego nastroju z humorem,  wizualną perfekcją (design, lokacje, zdjęcia), brakiem patosu oraz brakiem nadmiernego celebrowania śmierci, która podczas bitwy przychodzi w samotności i niespodziewanie.  Fani będą również zachwyceni ilością nawiązań i smaczków z oryginalnej trylogii, które pojawiają się w Łotrze 1. Scena w wąskim korytarzu z Darthem Vaderem zostanie przez wielu otoczona kultem, lecz moim zdaniem, pomijając kwestie etyczne,  za duże cameo, jak na swój wpływ na pogłębienie charakterystyki Krennica, otrzymuje postać Tarkina.

Bartosz Kęprowski - Redaktor prowadzący działu Z ostatniej chwili

Ocenia na: 65/100

Łotr 1. to film zwyczajnie przeciętny, idealnie wpisujący się w grono letnich, niewyszukanych fabularnie blockbusterów. Aż dziw bierze, że jego premiera odbyła się wczesną zima, a nie w trakcie gorącego lata, podczas którego wyłączamy szare komórki, ponieważ, jeśli tylko zacznie się rozmyślać nad prezentowanym przez wytwórnię Disney filmem, traci on cały swój urok, a zaprezentowana historia rwie się samoistnie, bez naszej pomocy. Drażni przede wszystkim brak zdecydowania, co do ostatecznego wyglądu produkcji i niespójna konwencja obrazu. Z jednej strony mamy do czynienia z lekkim kinem akcji pełnym udanych akcentów humorystycznych, z drugiej zaś z łzawym dramatem, na którego widok przewraca się oczami. Ten brak spójności prowadzi do wielu kuriozalnych sytuacji. Raz bohaterowie są praktycznie niezniszczalni, wychodzą cało z każdej opresji, co charakterystyczne jest dla kina akcji, by potem zginąć od zbłąkanego promienia lasera. Za przykład może posłużyć niewidomy rebeliant - na początku kosmicznego spektaklu niczym Neo z Matrixa omijał pociski, a na samym końcu nagle opuściły go wszystkie jego filmowe zdolności - lub scena z Darthem Vaderem. Powiecie, że widowiskowa i pełna napięcia? Owszem, ale skrajnie idiotyczna. Kultowy antagonista popisuje się swoimi talentami kładąc po kolei marne płotki, zamiast odzyskać istotne dane, co mógł zrobić za pomocą swoich telepatycznych zdolności. Takich absurdów nie brakuje w Łotrze i budzą one jedynie zażenowanie wśród odbiorców. W parze z brakiem logiki idzie sztampowa i nudna historia. Disney zamiast wprowadzić jakieś intrygujące wątki poboczne, podąża dobrze znaną fanom tego uniwersum historią, a przecież wszyscy wiemy, jak muszą się potoczyć ukazane naszym oczom wydarzenia. Mamy więc mało przekonującą opowiastkę o wyjętej spod prawa autsajderce, która pod wpływem jednego impulsu staje się zapalczywą wyznawczynią Rebelii - serio? Nie mówcie, że kupiliście taką bajkę. Dorzucić do tego należy mdłego jak wczorajsze, odgrzewane ziemniaki antagonistę, który został zbudowany na podstawie jednej cechy i jedynie poprawne efekty specjalne. 15-minutowy finał nie wyróżnia się niczym szczególnym, przedstawione sekwencje akcji mogliśmy już zobaczyć znacznie wcześniej i niekiedy nawet w lepszym wydaniu. Mimo to, nie wszystko jest tutaj złe. Świetny humor, sympatyczne postacie niemal z miejsce pozyskujące naszą sympatię i kilka innych drobiazgów czynią ten film zjadliwym, ale nie oszukujmy się, Łotr 1 to zdecydowanie rozczarowanie i muszę przyznać, że w zestawieniu z najnowszym Star Trekiem, wypada wręcz tragicznie blado, zarówno pod względem fabularnym, jak i audiowizualnym.

rogue one a star wars story imagefot. Materiały prasowe

Robert Krakowski - Stały współpracownik

Ocenia na: 65/100

Najgorszym momentem w ocenianiu filmu jest ta chwila w której trzeba się zatrzymać i rozdzielić obiektywne spoglądanie na obraz, a patrzenie na niego oczami wielkiego fana. Tak też było z Łotrem 1. Ale do rzeczy. Ekipa pracująca nad Łotrem odwaliła kawał dobrej roboty, ale niestety nie uniknęła wielu wpadek. Na ogromną pochwałę zasługują lokacje w jakiś dzieje się film. Są łagodne dla oka, dopracowane w każdym szczególe a wygląd planety na której dzieje się ostatnia bitwa zapiera dech w piersi. Nie można też przejść obojętnie obok wielu nawiązań do innych dzieł spod szyldu Gwiezdnych wojen. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Jeśli na sali znalazłaby się osoba, która nie oglądała Nowej nadziei i nie wie czym jest Gwiazda śmierci, nie ma ona najmniejszych szans by zrozumieć początek filmu. W sumie to nawet zagorzali fani mogą pogubić się w natłoku serwowanych nam nowych nazwisk i wydarzeń. Jednak gdy z czasem, zaczyna się rozróżniać kolejnych bohaterów po ich imionach czy nazwiskach, zauważa się że chwilami są oni nijacy i poza niektórymi wyjątkami nie przykuwają uwagi. Ostatnim bastionem, który mógłby bronić film jest muzyka. Niestety ten bastion poległ na całej linii. Próba zmodyfikowania utworów stworzonych przez Johna Williamsa zamiast je ulepszyć, pogorszyła. Jednak w końcowym rozrachunku, wspaniałe krajobrazy, fenomenalne sceny z Vaderem, nawiązania do innych filmów czy seriali sprawiają, że Łotr trzyma poziom. Nie zmienia to jednak faktu, że Łotr 1 to film zdecydowanie dla fanów Gwiezdnych Wojen.

Krzysztof Warzała - Dziennikarz

Ocenia na: 64/100

Przebudzenie mocy to szczyt oryginalności w porównaniu z Łotrem. Disney okazuje się być zachowawczy do granic możliwości i opowiada historię, którą znamy już prawie 40 lat. Uwaga, spoiler, rebelia wykradła plany Gwiazdy śmierci i jest to broń masowego rażenia. Nowe elementy po prostu nie działają. Rebelia wygląda na bandę sadystów i psychopatów, także za nic nie chce się im kibicować, a Imperium wypada tak słabo i żałośnie, że aż żal się ich robi. Szturmowcy nigdy jeszcze nie strzelali tak źle. O mocy wszyscy gadają, ale nic jej w tym filmie nie ma, a ogólnie wszystko co dobre, to nawiązania właśnie do innych filmów. Felicity Jones wygląda konkretnie, lecz brak jej buńczuczności, którą miała chociażby w Inferno. Reszta obsady to bieda. Tylko nowy robot faktycznie wypada super i z automatu przebija BB8 pod względem bogactwa osobowości. Do tego wstawianie komputerowo osób wypadło gorzej niż w Terminatorach. Czekam na poprawienie Tarkina w edycji specjalnej. Co jeszcze warto wspomnieć, ogólnie wszyscy zgadzają się, że najlepsza jest scena z finału z mieczem świetlnym i to chyba mówi samo za siebie, że Łotr 1 nie dostarcza tej fajności, o którą tyle nic nie robiliśmy.

Rogue One A Star Wars Story Masked fighterfot. Materiały prasowe

Aleksandra Czekaj - Redaktor

Ocenia na: 60/100

Największym zarzutem jaki mam do filmu to nieustannie panujący chaos. Film jest źle zmontowany, niektóre ujęcia są niepotrzebne, a początek jest strasznie niedopracowany i pocięty. Co więcej, ludzie wygenerowani przez komputery wyglądają nierealistycznie co psuje sceny w filmie. Muzyka filmowa nie zachwyca jak w pozostałych Gwiezdnych Wojnach, a K-2SO i jego odzywki są mało śmieszne. Co do obsady to Forest Whitaker i Diego Luna wyszli sztucznie, a Ben Mendelsohn w ogóle nie budzi grozy (Generał Hux był lepszy), ale za to każda scena z Darth Vaderem jest epicka. Widać, że Edwards najbardziej przyłożył się do scen z Vaderem, które są niesamowite i pieczołowicie nakręcone. Gdyby z taką precyzją podszedł do reszty filmu, produkcja byłaby o wiele lepsza. Innymi plusami filmu są liczne easter eggi oraz sceny batalistyczne, które są niezwykle widowiskowe. Scenariuszowo też nie jest źle chociaż, momentami wydawało mi się, że dialogi są ułożone specjalnie dla dzieci. Do Łotra 1. podchodziłam sceptycznie i dobrze, że się tak stało bo i rozczarowanie było mniejsze. Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy wciąż pozostaje dla mnie najlepszym filmem z tego uniwersum.

Patryk Sławicki - Stały współpracownik

Ocenia na: 60/100

Mimo, że psioczyłem na wiele rzeczy przy Przebudzeniu Mocy, po seansie Łotra 1, zacząłem go jednak doceniać. Nie jest to w żaden sposób zła produkcja, po prostu są pewne aspekty kina na które zwracam uwagę bardziej, jak np kadrowanie, narracja czy ekspozycja postaci. I właśnie to ostatnie zawiodło w filmie najbardziej.. Tarkina czy Vadera nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, członkowie załogi Łotra pojawiają się jednak na ekranie po raz pierwszy. Byłoby miło, gdybym mógł opisać ich w więcej niż paru słowach. Tym bardziej, że cała pierwsza połowa powinna być przeznaczona na rozbudowę tych postaci. Zamiast tego, śledziłem losy osób, które kompletnie mnie nie obchodzą. Nacisk był tu bardziej nałożony na ciąg wydarzeń, które zmierzają do finału, który wszyscy znają od 40 lat. Ostatnia sekwencja faktycznie zwala z nóg i śmiało można by finałową walkę uznać za jedną z najlepszych w sadze (jak nie najlepszą). To jednak za mało, aby wybaczyć całą resztę, która była dla mnie po prostu nudna. Już od początku jesteśmy atakowani scenami dziejącymi się na różnych planetach, które są szczątkowei sprawiają wrażenie wyrwanych z kontekstu. Stopniowo z biegiem filmu maleje zaangażowanie w to, co dzieje się na ekranie. Proporcjonalnie wzrasta też wyczekiwanie na nieuchronny koniec i epicką rozróbę. Ostatecznie, sporo rzeczy się tutaj udało, zwłaszcza uchwycenie ducha starej trylogii. Samym tonem przypomina bardzo Imperium Kontratakuje. Szkoda tylko, że nie ogląda się tak dobrze.


Podsumowując! Średnia ocen naszej redakcji to 75/100! Takim oto sposobem Łotr 1 o dosłownie dwa oczka przegrywa z Przebudzeniem Mocy, które pod ostrzał wzięliśmy rok temu. A czy Wy już oglądaliście film Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie? Jeśli tak, to jak Wam się podobał? Jaką byście mu wystawili ocenę?

 

Wiesz, co z tym zrobić


Bartosz Tomaszewski

Bartosz Tomaszewski

Redaktor

O mnie:

Miłośnik kina, gier wideo i komiksów. Online 24/7. Redaktor prowadzący działu recenzje.


Dodaj komentarz

Zaloguj się i przejdź na naszą stronę mocy! Komentuj bez weryfikacji, oceniaj, twórz własną społeczność i odkryj potęgę mocy Movies Room!

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

SłońSamotnikJeden
# SłońSamotnikJeden 2016-12-25 01:29
Niektóre recenzje są totalnie z tyłka i brzmią, jakby Łotra w ogóle nie oglądano.

,,Przebudzenie mocy to szczyt oryginalności w porównaniu z Łotrem." - xDDDDDDDDD kalka Nowej Nadziei z totalnymi głupotami to oryginalność w porównaniu do pierwszego w pełni wojennego filmu z serii? Warzała, plis.

" Już od początku jesteśmy atakowani scenami dziejącymi się na różnych planetach, które są szczątkowe i sprawiają wrażenie wyrwanych z kontekstu."

Wszystko jest jak najbardziej uporządkowane, choć przedstawiono to krótko i szybko (może za krótko). Jyn po wielu latach jest więźniem w imperialnym obozie pracy. W międzyczasie na Jedha dezerteruje ziomek, który twierdzi, że Imperium buduje broń zdolną niszczyć planety. Dowiaduje się o tym wywiad Rebelii. Po informacji, ze pilota wysłał Erso, a przechwycił go Saw, docierają do Jyn, która jest osobowym łącznikiem tych dwóch osób i w ten sposób może pozwolić na weryfikację słów pilota. Akcja właściwa zaczyna się toczyć na Jedha. No nie wiem, czego tu nie rozumieć.

,,Ben Mendelsohn w ogóle nie budzi grozy " - nie taka była jego rola. To przecież inżynier, postać uwypuklająca technokratyzm Imperium, zżeranego od środka przez osobiste ambicje poszczególnych oficjeli. Czasy były jakie były, a karierę trzeba było robić. Poza tym gość bez mrugnięcia okiem rozwala miasto, a był gotów zniszczyć cały księżyc. To ja już nie wiem jak miałby budzić grozę. W Powrocie Jedi mamy moffa Jerjerroda, któremu na widok Vadera trzęsą się łydki, a jednak to on nominalnie dowodzi II Gwiazdą Śmierci. W porównaniu do niego, Krennic i tak pokazuje charakter naskakując na Tarkina i broniąc swojej pozycji. Nie wszyscy w Imperium muszą być Vaderami, są też ludzie, którzy w systemie widzą szansę realizacji swoich osobistych ambicji. Gadka o zaprowadzeniu porządku i pokoju w Galaktyce na początku filmu doskonale to pokazuje.
Odpowiedz

 

ZNAJDZIESZ NAS NA:
WSPÓŁPRACUJEMY Z :
  • logo1
  • logo2
  • logo3
  • logo4
  • logo5
  • logo6
  • logo7
  • logo8
  • logo9
  • logo18
  • logo-cenega
  • logo-ama
  • logo10
  • logo11
  • logo12
  • logo-netflix
  • logo14
  • logo15
  • logo16
  • logo17
  • logo18
  • logo18
  • logo-enemef
  • logo-cd-pro-red
  • logo-snap-book
  • logo19
  • logo20
  • logo21
  • logo22
  • logo23
  • logo-samsung
  • logo25
  • logo-universal
  • logo rebis
  • logo-sony-music
  • logo-techland

© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Wykonanie strony: Tomasz Szymański, projekt: Tomasz Rewers