UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na "zrozumiałem" na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • niebawem również
  • Połącz z Facebook

5 animacji Studia Ghibli wartych obejrzenia (niekoniecznie dla młodszych widzów)

Myśląc o japońskich animacjach, wielu przychodzi na myśl między innymi słynny sympatyczny stwór Totoro. Znany nie tylko z produkcji, w której jest tytułowym bohaterem, ale też z logo Studia Ghibli – które w zeszłym miesiącu – 15 czerwca – obchodziło swoją 30. rocznicę. I właśnie między innymi z tej okazji postanowiliśmy przedstawić listę pięciu najbardziej znanych obrazów japońskiego studia, które warto obejrzeć – a niekoniecznie są pozycjami dla młodszych widzów…

 1. „Mój sąsiad Totoro” (1988)

Sztandarowa pozycja zarówno Studia Ghibli, jak i samego twórcy, Hayao Miyazakiego. W raz z dwiema siostrami zagłębiamy się w okolicę pełną magicznych stworzeń, w tym tytułowego Totoro. Bardzo pozytywna animacja, niezbyt skomplikowana, niewymagająca wielkiego myślenia, idealna zarówno dla młodszych, jak i dla starszych widzów – oraz oczywiście wspaniale rozrysowana charakterystyczną kreską i przyjemnymi, ciepłymi kolorami. Przypomina nam beztroskie czasy dzieciństwa, szczęśliwie kończące się historie, swojski klimat…
Niektórzy fani doszukują się w filmie głębszego sensu, mrocznej tajemnicy ukrytej za animacją – co oczywiście zostało oficjalnie zanegowane przez studio. „Tonari no Totoro” to prawie bezfabułowy obraz świata oczami dziecka (i oczami Miyazakiego z dziecięcych lat). Śmiało mogę polecić jako pozycję „must see” z japońskich animacji.

2. „Grobowiec świetlików” (1988)

Powiedzmy sobie szczerze – to nie jest kolejna bajka o miłych stworzeniach, tylko film o prawdziwym, brutalnym świecie. Animacja reżyserii i scenariusza Isao Takahaty, powstała na kanwach półautobiograficznej powieści Akiyukiego Nosaki o tym samym tytule, opowiada o losie dwójki dzieci po bombardowaniu Kobe w 1942 roku w ramach pierwszego nalotu na Japonię w czasie II wojny światowej. Mimo charakterystycznej, może nienaturalnej kreski, widzowie odczują przekaz filmu, a i niejedna łza może zostać uroniona. Wojna, głód, walka o przetrwanie, śmierć – to film ku pamięci i ku przestrodze. Uznany za jeden z najlepszych i najbardziej mocnych filmów wojennych – mimo, że oficjalnie Takahata zaprzeczył, jakoby dzieło to miało antywojenny charakter. Nawet jeżeli, jako historia o społecznym odrzuceniu rodzeństwa, pełen niejasności i niejednoznaczny moralnie, również skłania widza do myślenia – zarówno tego starszego, jak i trochę młodszego. Obraz jest trudny, lecz z gatunku tych, które warto i wypada znać. Ale kto powiedział, że anime to tylko słodkie stworki lub superbohaterowie?

 

3. „Spirited Away: W krainie bogów” (2001)

Ta nagrodzona między innymi Oscarem animacja Hayao Miyazakiego to kolejna pozycja na liście najlepszych filmów studia. I nie należy się dziwić – animacja jest praktycznie bezbłędna, w każdym jej aspekcie. Historia toczy się wokół Chihiro, która musi pracować w łaźni dla bóstw pod rządami czarownicy Yubaby, by wydostać się ze świata bóstw i uratować swoich rodziców (zamienionych za karę w świnie).
I z tym filmem wiąże się swoisty „mit” – tym razem potwierdzony przez Miyazakiego. „Spirited away” może być brany za film o prostytucji – gdzie główna bohaterka zostaje zmuszona do pracy w domu publicznym, a jedno z bóstw chce ją kupić.
Film z wielorakimi odwołaniami do japońskiej kultury i mitologii (chociaż nie tylko – pojawia się też odniesienie m.in. do japońskiej bańki spekulacyjnej z lat 80.), różnorakimi postaciami (bardzo zróżnicowanymi, acz – jak to już u Miyazakiego – bez czysto czarnych postaci) jest magiczną opowieścią z wieloma przesłaniami, która na pewno wielu zachwyci.

 

4. “Księżniczka Mononoke” (1997)

Kolejna pozycja, “Mononoke Hime”, nie należy to dzieł, które należy polecać dzieciom (chociaż teoretycznie takowym jest). Nie tylko ze względu na niektóre dosyć brutalne sceny, ale też niełatwy odbiór animacji o księciu Ashitace dotkniętego przez demona klątwą. Ponownie nie mamy tutaj czystego podziału dobrzy-źli, a nawet nie nasuwa się tak łatwo, jak w przypadku innych animacji, morał. Po każdej ze stron konfliktu (zresztą też nie tak wyraźnego) – natura, bóstwa lasu, duchy i zwierzęta oraz cywilizacja z jej mieszkańcami i przywódczynią – nie ma czysto dobrej i czysto złej postaci. Sam koniec – bez stereotypowego happy-endu, z nauką o kompromisach i – a jakżeby inaczej – z proekologicznym i pacyfistycznym wydźwiękiem.
Pod względem technicznym kolejne małe arcydzieło, uznawane oczywiście za jedno z najlepszych animacji Ghibli. Kolejna wspaniała baśń także dla tych dorosłych, przepełniona moralnymi dylematami.

 

5. “Szkarłatny Pilot” (1992)

Miałam sporo wątpliwości, który jeszcze film umieścić w tym zestawieniu. Wybór padł na „Szkarłatną Świnię” – bo tak można przetłumaczyć oryginalny tytuł „Kurenai no buta”. Pozycja mniej znana niż poprzednie, ale idealnie pasująca do niniejszego zestawienia. Dlaczego? Po pierwsze, film nie jest typową baśnią, bajką, opowieścią dla dzieci – raczej dla starszej młodzieży czy dorosłych. Historia o pilocie, weteranie I wojny światowej, który został zamieniony w świnię – i to dosłownie – z jednej strony wydaje się lekko opowiedziana (z, między innymi, zabawnymi piratami na czele), z drugiej zaś poruszone tematy skłaniają do myślenia i melancholii. Po drugie, różne żarty, sytuacje mogą być różnie odebrane, jak na przykład relacja Fio z Porco. I wreszcie po trzecie – film tworzony był w czasach europejskich konfliktów (m.in. Jugosławia, Dubrownik), a sama fabuła osadzona jest na okres międzywojenny, przez co ma polityczny wydźwięk. Standardowo Miyazaki umieścił w swej animacji antywojenne przesłanie - przykładowo, główny bohater w jednej scenie wypowiada słowa (nomen omen!) „Wolę być świnią niż faszystą”. Pozytywny film z lekką goryczką, idealny na rozluźnienie i ucieczkę do czasów dzieciństwa.

 

Wiesz, co z tym zrobić


Aleksandra Machnowska

Aleksandra Machnowska

Dziennikarz

O mnie:

Korektorka MR. Miłośniczka dobrego filmu, książki, muzyki i Japonii. Nałogowa czytelniczka mang. Na co dzień grammar nazi i studentka prawa.


Dodaj komentarz

Zaloguj się i przejdź na naszą stronę mocy! Komentuj bez weryfikacji, oceniaj, twórz własną społeczność i odkryj potęgę mocy Movies Room!

Kod antyspamowy
Odśwież

 

ZNAJDZIESZ NAS NA:
WSPÓŁPRACUJEMY Z :
  • logo1
  • logo2
  • logo3
  • logo4
  • logo5
  • logo6
  • logo7
  • logo8
  • logo9
  • logo18
  • logo-cenega
  • logo-ama
  • logo10
  • logo11
  • logo12
  • logo-netflix
  • logo14
  • logo15
  • logo16
  • logo17
  • logo18
  • logo18
  • logo-enemef
  • logo-cd-pro-red
  • logo-snap-book
  • logo19
  • logo20
  • logo21
  • logo22
  • logo23
  • logo-samsung
  • logo25
  • logo-universal
  • logo rebis
  • logo-sony-music
  • logo-techland

© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Wykonanie strony: Tomasz Szymański, projekt: Tomasz Rewers