UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na "zrozumiałem" na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • niebawem również
  • Połącz z Facebook
Harry Potter - materiały prasowe

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.  

Seria zajęła aż dziesięć lat, osiem filmów, czterech reżyserów, dwóch Dumbledore’ów, prawie dwa tysiące na nowo malowanych blizn na czole Radcliffe’a oraz 160 par jego słynnych okularów. Nasi bohaterowie dojrzewali, a wraz z nimi kolejne części przygód. Raz jeszcze więc przenieśmy się w świat magii i czarodziejstwa. Poniższy ranking przedstawia subiektywny wgląd w ekranizacje powieści J.K. Rowling. 


8. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I

Długo zastanawiałem się nad tym, czy rozbicie ostatniego tomu na dwie części to faktycznie dobry pomysł. Z jednej strony mamy świetną sekwencję w Ministerstwie Magii, która zapewne nie byłaby tak efektowna gdyby całość była zawarta w jednym filmie. Z drugiej jednak, cała reszta wypada mało ekscytująco. Głównie dlatego, że w połowie seansu zdajemy sobie sprawę, że te najlepsze rzeczy na które wszyscy czekają, będą dopiero w kolejnej części. Wszystko tu wydaje się jednym wielkim, rozciągniętym preludium do oczekiwanego przez wszystkich finału. Trochę tak jakby materiał książki był za duży na jeden film, ale za mały na dwa oddzielne. Jako, że ostatni tom różni się nieco od poprzednich, w samej strukturze i klimacie, byłby to dobry moment na zmianę reżysera. Yates już nawet w swoim pierwszym dziele nie wprowadził zbytnio rewolucji do serii. Stylistycznie jest tu bardzo podobnie, wszystkie jego produkcje praktycznie zlewają się w jedno. Pod wieloma względami Insygnia Śmierci są świetnie zrealizowane, sporo tu nostalgicznych momentów i klimatycznych scen. Na dobrą sprawę nie da się obrazowi zbyt wiele zarzucić, po prostu gdybym miał odświeżać serię, najprawdopodobniej bym go pominął.

insygnia smierci cz 1Fot. Materiały prasowe


7. Harry Potter i Książę Półkrwi 

Najbardziej charakterystyczną sceną, którą z pewnością zapamięta każdy, jest moment śmierci Dumbledore'a. Niestety na tym kończy się unikatowość tej części serii, gdyż jest ona najmniej symptomatyczna ze wszystkich. Gdzieś tam pod przykrywką mroczno-zielonkawej kolorystyki i wątków miłosnych kryje się interesująca treść książki. Jednak zbyt duży nacisk nałożony jest na miłosne perypetie Rona i Harry’ego. Sama kolorystyka jest trafnym zabiegiem, daje poczucie nieuchronnie zbliżającego się końca. Ogólnie jest tu bardzo zielono, zwłaszcza w retrospekcjach Toma Riddle’a które, dla wyróżnienia, są nawet bardziej zielone. Mimo wszystko jest to rozdział, w którym poniekąd ideologia Slytherinu góruje, więc jego kolorystyka jest jak najbardziej wskazana. Szkoda tylko, że brakuje balansu pomiędzy wątkami socjalnymi, a tym o co tutaj tak naprawdę się rozchodzi. Dopiero kiedy Snape pod koniec wyznaje, iż to on był Księciem Półkrwi, przypomniałem sobie, że faktycznie był tu jakiś jego podręcznik. Głupi ja, myślałem, że ten film jest o ekscesach miłosnych Harry’ego. Książka znalazła sposób, aby podtrzymać czytelnika w tajemnicy, skupiając się równolegle na odkrywaniu podręcznika Księcia oraz przeszłości Voldemorta. Tutaj wydaje się to być zachwiane i fabuła po prostu płynie, rzucając w nas wybranymi wątkami z książki. Na uwagę zasługuje sama końcówka, a konkretnie zniszczenie przez Harry'ego i Dumbledore'a jednego z horkruksów. Jeden z lepiej zrealizowanych sekwencji w Potterowskim portfolio Yates'a

ksiaze polkrwiFot. Materiały prasowe


6. Harry Potter i Czara Ognia

Jest to pierwsza część, w której zaczęły się problemy typowo związane z ekranizacją książki. Po raz pierwszy twórcy zetknęli się z obszernym, prawie 800 stronicowym tomem. Niemożliwym jest więc zawrzeć wszystko w 150 minutach. Czara ognia w dużej mierze kładzie spory nacisk na akcent humorystyczny, którego jest tutaj sporo, zwłaszcza w pierwszej połowie. Jednak można momentami odnieść wrażenie, że struktura całości jest tutaj dosyć zaburzona. Poza głównym turniejem, którego na szczęście jest najwięcej, cała reszta wydaje się być bardzo poszatkowana. Jedne wątki wydają się na szybko wciśnięte, inne znów rozciągają się niepotrzebnie. Jak np. sekwencja z balem, jest na tyle długa i podkreślona, że przez chwilę można wręcz zapomnieć, że ogląda się film o magii i czarodziejstwie, a nie komedię dla nastolatków. Brakuje w tym wszystkim zrównoważenia, czy jakegoś płynniejszego połączenia wątków, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Mike Newell stosunkowo mało wniósł do serii, nie ma tu zbyt wiele kreatywnych rozwiązań. Strzałem w dziesiątkę za to był Brendan Gleeson jako Szalonooki Moody. Koniec końców to udana produkcja, brakuje jednak solidniejszej struktury która sprawi, że większość scen nie sprawia wrażenia zlepionych najlepszych fragmentów zwiastuna.

czara ogniaFot. Materiały prasowe


5. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II

Dopiero teraz jesteśmy w stanie zrozumieć decyzję o rozdzieleniu ostatniej książki na dwie części. Oczywiście pomijając kwestie tego, że twórcy zarobili na nas podwójnie Już niemalże od początku jesteśmy wrzuceni w wir akcji, która trwa praktycznie do samego końca. Biorąc pod uwagę proporcje czasu trwania seansu do zawartości, którą miał sprezentować, ciężko tutaj o ścisk. Na wszystko twórcy dali sobie sporo czasu, więc margines błędu był wyjątkowo mały. Tym bardziej, że Yates raczej starał się rozegrać swoje ekranizacje bezpiecznie, bez zbędnego ryzyka. Tak naprawdę jedynym moim zarzutem co do tej produkcji jest brak jakichkolwiek widowiskowych walk. Po obejrzeniu końcówki czwartej części, gdzie Harry wdał się w przeciąganie liny magicznymi promieniami z Voldemortem, każdy był ciekaw jak będzie wyglądać ich filmowa ostateczna potyczka. Rozczarowujący jest fakt, że wyglądała niemal identycznie. Sama rzecz tyczy się również całej reszty. Na ekranie sporo się dzieje, ale na dobrą sprawę nie dzieje się nic konkretnego. Ostateczne oblężenie to niestety nie Helmowy Jar, aczkolwiek Insygnia śmierci jako całość i zarazem zakończenie serii prezentuje się dobrze. Myślę, że żaden z fanów nie był rozczarowany  

insygnia śmierci cz. 2Fot. Materiały prasowe


4. Harry Potter i Zakon Feniksa

Odkąd pamiętam, Zakon wydawał mi się jednym z najsłabszych z serii. Doszedłem jednak do wniosku, że ta opinia była w sporej części sugerowana porównaniem do książki. Obraz sam w sobie prezentuje się zaskakująco dobrze. Stylistycznie bardzo przypomina Więźnia Azkabanu, jest nawet podobna kolorystyka do dzieła Cuarona. Widać jednak spory postęp względem Czary Ognia. Przede wszystkim przypomina pełnometrażową produkcję, który ma ręce i nogi. Przy tak obszernej książce, straty były oczywiste. Szkoda jednak tych listów do Syriusza, które budowały relację między nim a Harrym. W filmie nieustanne przerywniki w formie wewnętrznej narracji cytującej treść listów oczywiście by nie wypaliły. Jednak sama postać Syriusza była dość powierzchownie potraktowana w ekranizacjach, przez to też jego śmierć ma mniejsze przebicie dla widzów, którzy nie zaznajomili się z lekturą. Pomijając już fakt, jak absurdalna jest scena jego ekranowej śmierci. Zakon Feniksa przede wszystkim miał coś, czego nie dane nam było chyba zobaczyć w żadnym innym filmie z cyklu. Namiastkę prawdziwej walki czarodziejów. Starcie Voldemorta z Dumbledorem było jednym z lepszych momentów kinowej serii. Brak jakiejkolwiek muzyki dodatkowo podsycał powagę sytuacji. Szkoda tylko, że reszta segmentu w ministerstwie wypadła raczej mało kreatywnie. Tym bardziej biorąc pod uwagę jak rozległe była opisana w powieści.

zakon feniksaFot. Materiały prasowe


3. Harry Potter i Kamień Filozoficzny

Ten, który wszystko rozpoczął. Nie zapomnę, jakie wrażenie na mnie zrobił pierwszy raz oglądany w kinie za młodego. Pierwszy raz też miałem okazję porównać ekranizację z wcześniej przeczytaną książką. Na dobrą sprawę jest to najważniejsza część serii, gdyż to ona wykreowała cały świat książki, w którym później kolejne filmy mają miejsce. Nic więc dziwnego, że prawie pierwsze 90 minut seansu skupia się głównie na przedstawieniu świata. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób, ogląda się go tak dobrze jak 15 lat temu. Absorbujemy cały ten kreatywny świat widząc go po raz pierwszy, solidaryzując się w dziwieniu z Harrym. Nawet komputerowe efekty, które dzisiaj już nie robią takiego wrażenia (co jest domeną większości produkcji, które powstały we wczesnych 2000), nie zestarzały się fatalnie. Głównie za sprawą tego, że są zręcznie wymieszane z praktycznymi. Sporo scen, jak już wyżej wspomniałem, ma cel nie inny jak po prostu przedstawienie magicznego zaplecza. Ciężko im odmówić jednak uroku, to po prostu wygląda dobrze. Baśniowy wręcz klimat i familijna oprawa sprawia, że magiczny świat urzeka.

kamien filozoficznyFot. Materiały prasowe


2. Harry Potter i Komnata Tajemnic 

Drugie i ostatnie dzieło w reżyserii Chrisa Columbusa. Ciężko cokolwiek dopisać względem poprzednika, stylistycznie są bardzo podobne. Wciąż jest baśniowo i familijnie. Sama historia jest odrobinę mroczniejsza, co przełożyło się oczywiście na ton filmu. Jest to w zasadzie jedyny powód dla którego stawiam go wyżej nad Kamieniem filozoficznym. Zarówno książka jak i ekranizacja już nie skupiają się tak na pokazaniu nam wszelkich magiczności, tylko akcja postępuje zdecydowanie bardziej progresywnie. Jest tu swoisty balans między wizualnym rozmachem z poprzedniej części, a solidną narracją. Również efekty, zwłaszcza jak na tamte czasy, są godne zachwytu. Narzekać można na brak ryzykownych rozwiązań, ale myślę, że mimo wszystko jest to pozycja która może się podobać zarówno dorosłym jak i tym młodszym. Zwłaszcza tym drugim, gdyż to oni stanowią docelową audiencję.

komnata tajemnic Fot. Materiały prasowe


1. Harry Potter i więzień Azkabanu

Pod względem klimatu już nie jest tak familijnie jak w poprzednich częściach. Ogólnie widać spory przeskok względem poprzedników. Kolorystyka i nastrój są zdecydowanie bardziej ponure. Jak to na Cuarona przystało, dominuje tu zielonawo-niebieska kolorystyka, a przynajmniej jej wszystkie posępne odcienie. Twórca popchnął serię o krok dalej, przechylając szalę na wątki dramatyczne. Cechą, która sprawia, że jest to najlepszy z filmów o przygodach Harry'ego Pottera, jest wszechobecne poczucie miejsca i czasu. Cuaron starał się rozbudować Hogwart, aby sprawiał wrażenie miejsca, które faktycznie istnieje. Użył w tym celu sporej ilości scen przejściowych, w których bohaterowie biegną korytarzami, wychodzą na błonia, czy błąkają się w długich pasażach. Łączą one bardziej znamienne miejsca tworząc iluzję prawdziwego budynku. Świetnym zabiegiem są też przejścia między poszczególnymi porami roku. Za każdym razem jest to scena która ukazuje Wierzbę Bijącą i jej dostosowanie się do kolejnej, nadchodzącej pory roku. Te i wiele innych zabiegów składają się na to, dlaczego Więźnia Azkabanu ogląda się tak dobrze.  

wiezien z azkabanuFot. Materiały prasowe


 Krótko o reżyserach

Chris Columbus – Zaraz po tym jak Warner wygrał licytację o prawa do marki Harry Potter, otwarła się debata kogo by tu obsadzić jako reżysera w pierwszym części. Nawet Steven Spielberg był brany pod uwagę, jednak jego wizja nie przypadłą zbytnio do gustu J.K. Rowling. Ostatecznie zatrudnili Columbusa, reżysera znanego wszystkim chociażby z filmu Kevin sam w domu. Początkowo planowano, aby Columbus nakręcił wszystkie części serii. Stwierdził jednak, że zabierze mu to zbyt dużo czasu i ominie go spora część dorastania jego własnych dzieci. Ostatecznie wydaję mi się, że wyszło na lepiej. Już pod koniec drugiej części można było trochę odczuć, że baśniowa forma się przejadła. Potrzebne były zmiany.

columbusFot. Materiały prasowe


Alfonso Cuaron – Zdecydowanie najlepszy spośród czwórki reżyserów. Dziwi też fakt, że również nie był pierwszym wyborem. Pod uwagę brani byli M. Night Shyamalan oraz Guillermo Del del Toro. Co ciekawe, Cuaron przystępując do projektu nie czytał ani jednej z książek oraz nie widział poprzednich filmów. Poprosił więc trójkę głównych aktorów aby napisali eseje o swoich bohaterach, aby ten mógł się z nimi zaznajomić. Emma Watson dzielnie wczuwając się w postać napisała 16 stron wypracowania o Hermionie. Radcliffe wybrnął z jednostronicowym podsumowaniem postaci Harry’ego. Rupert Grint natomiast nie przyniósł nic, tłumacząc, że Ron zrobiłby to samo. Reżyser, nie trudno się dziwić, był zachwycony podejściem i doborem obsady. Cuaron aż wydawać by się mogło, że przez przypadek nakręcił najlepszego Pottera. Biorąc pod uwagę jego późniejsze produkcje jak Ludzkie dzieci czy Grawitację, Więzień azkabanu wydaje się być jedynie kropelką w morzu jego osiągnięć.

cuaronFot. Materiały prasowe


Mike Newell – Niewątpliwie ciężko było mu przeskoczyć poprzeczkę ustawioną przez Alfonso Cuarona. Generalnie Newell nie jest złym reżyserem, ale wydaje mi się, że po prostu nie wstrzelił się w świat Harry’ego Pottera. Tym bardziej, że Czara Ognia nie była najłatwiejszą książką do przełożenia na film. Momentami widać było, że nie wiedział od której strony ją ugryźć. Sporo kwestii uchwycił zręcznie, jak np. dorastanie naszych bohaterów. Przy innych znów, było sporo trudności.

newellFot. Materiały prasowe


David Yates – Wydaje się, że to reżyser który najlepiej współpracował z J.K. Rowling. Widać to przede wszystkim w jego dość wiernych przekładach książek na ekrany kin. Sporo rzeczy zostało dodanych również na potrzebę filmu, jak scena w Zakonie Feniksa, w której dane jest nam obejrzeć drzewo genealogiczne Syriusza namalowane na ścianie. Rowling specjalnie dla produkcji rozrysowała owych członków rodziny, uwzględniając nazwiska, których nie było w powieści. Pomimo wierności w przekładzie, Yates’owi zabrakło jednak trochę własnego stylu. Jest to reżyser niepodważalnie zręczny w filmowym rzemiośle, brakowało jednak odrobiny ryzyka, wyjścia poza tą formę, którą już przerobił w poprzedniej ekranizacji. Dlatego też gdyby nie fabularne kamienie milowe, ciężko byłoby odróżnić od siebie jego dzieła.

yatesFot. Materiały prasowe


To całkiem udana franczyza, nie ma tu tak naprawdę słabych filmów. Nawet te, które umieściłem na na dole rankingu mają sporo zalet, które sprawiają, że są to pozycje warte uwagi, w mniejszym lub większym stopniu. Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że nadchodząca seria, czyli Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, okaże się równie pomyślna co poprzednia. Na koniec krótkie podsumowanie z przymrużeniem oka.

Koniec psot.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

 

Wiesz, co z tym zrobić


Patryk Sławicki

Patryk Sławicki

Stały współpracownik

O mnie:

Entuzjasta seriali, coś tam wie o filmach.


Dodaj komentarz

Zaloguj się i przejdź na naszą stronę mocy! Komentuj bez weryfikacji, oceniaj, twórz własną społeczność i odkryj potęgę mocy Movies Room!

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

kerava
+2 # kerava 2016-11-17 20:26
Zgadzam się z Tobą w 100%, co do słowa. Zupełnie, jakbyś czytał mi w myślach. Nie jestem, nie byłam i nigdy nie będę kimś na styl die hard Potterhead, no i w moim odczuciu Insygnia śmierci I i Książę Półkrwi są na tym samym miejscu... Ale numerem 1 na zawsze będzie Więzień Azkabanu - za tę muzykę, za klimat i za to, że był jedynym Potterem, który wbił mnie w fotel w kinie. Dosłownie.
Odpowiedz

 

ZNAJDZIESZ NAS NA:
WSPÓŁPRACUJEMY Z :
  • logo1
  • logo2
  • logo3
  • logo4
  • logo5
  • logo6
  • logo7
  • logo8
  • logo9
  • logo18
  • logo-cenega
  • logo-ama
  • logo10
  • logo11
  • logo12
  • logo-netflix
  • logo14
  • logo15
  • logo16
  • logo17
  • logo18
  • logo18
  • logo-enemef
  • logo-cd-pro-red
  • logo-snap-book
  • logo19
  • logo20
  • logo21
  • logo22
  • logo23
  • logo-samsung
  • logo25
  • logo-universal
  • logo rebis
  • logo-sony-music
  • logo-techland

© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.

Wykonanie strony: Tomasz Szymański, projekt: Tomasz Rewers