Informacja o plikach cookies

Nasz portal korzysta z plików cookies. Pozostając na Movies Room wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików i podobnych technologii. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
reklama-ama-artykuly-top

Jeżeli jakość filmów, jakie oglądamy podczas 70. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes będzie tylko rosnąć, nie wiem, jak wysoki poziom osiągniemy za dziesięć dni. Pierwsze konkursowe tytuły napawają bardziej niż optymistycznie. Także w ramach pokazów specjalnych warto poświęcić trochę czasu na krwawe kino.

loveless 01Fot. materiały prasowe / Loveless

Andriej Zwiagincew ze swoim Loveless (Nelyubov) trafił do canneńskiego konkursu niemal w ostatnie chwili, bo zdjęcia do produkcji ukończył na początku kwietnia, tylko kilka dni przed terminem zgłaszania filmów na festiwal. Doskonale się złożyło, bo autor jest jednym z najważniejszych twórców we współczesnym kinie, nie tylko rosyjskim. Lewiatan, za który to tytuł otrzymał w Cannes w 2014 roku nagrodę za scenariusz, był filmem równie dobrym - zatem jaki laur przypadnie jego najnowszemu dziełu?

Temat braku miłości, powierzchowności ludzkich relacji i samotności pojawia się u Zwiagincewa nie po raz pierwszy. Podobnie z krytycznym spojrzeniem na rodzimą Rosję, które tutaj jest raczej tłem, niż samym w sobie motywem. Bez tych wszystkich elementów Loveless byłoby zupełnie innym filmem, bo reżyser pracuje niczym perfekcjonista. Każdy wątek, słowo, ujęcie, ma znaczenie. Niby od niechcenia ustawia kamerę, ale po chwili dokonuje delikatnego najazdu, burząc statyczność. Kadry są przemyślane, nie ma w nich miejsca na przypadek. I jeżeli widzowi udało się coś wyłapać, na pewno ten drobny szczegół ma jakieś znaczenie.

loveless 02Fot. materiały prasowe / Loveless

Loveless opowiada o rozpadzie rodziny, takiej małej apokalipsie, która rozgrywa się na tle innych wydarzeń. Zhenya (Maryana Spivak) i Borys (Alexei Rozin) są w trakcie rozwodu. Oboje znaleźli sobie nowych partnerów, choć ciągle ze sobą mieszkają. Ich każda rozmowa to lista oskarżeń, żali, wylewanie żółci i oskarżenia o utracone lata życia. Ona spędza coraz więcej czasu ze starszym od niej, bogatym kochankiem, którego dorastająca córka uczy się za granicą. On ma młodszą kobietę, która już teraz oczekuje jego dziecka i wymaga coraz więcej uwagi. Oboje, podczas kłótni w mieszkaniu, starają przerzucić na siebie odpowiedzialność za dwunastoletniego syna. W mistrzowsko zaaranżowanej scenie widzimy, jak Alexey (Matvey Novikov) reaguje na usłyszaną rozmowę. Na twarzy chłopca widzimy niewysłowioną rozpacz, która niemalże łamie widzowi serce.

Ale niczego nieświadomi rodzice kontynuują swoje beztroskie życie. Zhenya poddaje się zabiegom kosmetycznym w salonie, w którym pracuje, przed spotkaniem z kochankiem, wspólnym wyjściem do wystawnej restauracji i spędzeniem u niego nocy. Borys zastanawia się, jak zachować w tajemnicy przed radykalnie chrześcijańskim szefem fakt, że będzie brał rozwód. Po czym spotyka się z ciężarną partnerką - ukoronowaniem tego jest namiętna scena seksu między tym dwojgiem.

W międzyczasie Alexey znika. Niedoszli rozwodnicy orientują się dopiero po dwóch dniach. Zgłoszenie na policje kończy się tylko wypisaniem raportu - państwowe służby nie mają czasu, żeby zajmować się szukaniem każdego wyrostka. Do pomocy zaangażowana zostaje pozarządowa, obywatelska organizacja, pomagająca w odnajdywaniu zagubionych nieletnich. Zgodnie z oczekiwaniami rodem z hollywoodzkich filmów, byłaby to okazja do pojednania obojga rodziców. U Zwiagincewa nie ma o tym mowy.

Tytuł filmu odwołuje się nie tylko do niekochanego syna głównej pary. Loveless jest opisem społeczeństwa, w którym wszelkie uczucia są powierzchowne, a dbanie o siebie i oportunizm są niczym klapki na oczy w patrzeniu na innego człowieka. Wszechobecne smartfony i notorycznie wykonywane selfies odwracają uwagę od drugiej osoby: to ego jest centrum uwagi, spychając na margines nawet najbliższych. Ta samolubność, podlana propagandowym sosem płynącym z mediów, wydaje się być według reżysera prawdziwą katastrofą, apokalipsą, której nikt inny nie jest w stanie zauważyć. Społeczeństwo tkwi w beznadziejnym, błędnym kole nienawiści, który Zwiagincew portretuje poprzez ukazanie stosunków między Zhenyą i jej matką oraz nowym związkiem Borysa, który jest niemalże lustrzanym odbiciem układu z jego obecną żoną. Toksyczny elementy już powoli dochodzą do głosu.

Film twórcy Powrotu ojca ogląda się niemal z zapartym tchem, niczym rasowy dreszczowiec, w którym nic nie jest do końca przewidywalne. Kiedy reżyser wstawia główną parę do kostnicy, do ostatniej chwili nie będzie jasna, czyje ciało bohaterowie zobaczyli na stole. Ulokowane w pierwszej połowie filmu, dziwne ujęcie z perspektywy tajemniczej postaci, proszącej o numer pewną dziewczynę, sugeruje fakt, że chłopiec został porwany. Jednak nawet to jest tylko sferą domysłów widza.

Perfekcyjnie zrealizowany, stylistycznie utrzymany w zimnych barwach film, jest doskonałym przykładem tego, że kino gatunku i artystyczne istnieć mogą w tym samym kadrze. Z napięć między nimi rodzą się prawdziwe perły.

Ocena: 90/100

wonderstruck 01Fot. materiały prasowe / Wonderstruck

Todd Haynes nie jest reżyserem, który łatwo rezygnuje z ulubionych aktorów lub motywów. Tym bardziej nie dziwi obecność w Wonderstruck Julianne Moore oraz wizualnego hołdu dla Nowego Jorku. Jego siódmy film, a trzeci pokazywany w Cannes (po Idolu i Carol), oparty jest na ilustrowanej powieści młodzieżowej Briana Selznicka. Nie jest to może najbardziej epickie dzieło reżysera, ale ciepły ton opowieści powinien przemówić do publiczności różnych pokoleń.

Prowadzona dwutorowo akcja przenosi nas z Minnesoty w 1977 roku do Nowego Jorku lat 20. W pierwszej opowieści Bohaterem jest Ben (Oakes Fegley), dwunastolatek który niedawno utracił matkę (Michelle Williams) i mieszka ze swoją ciotką. Za sprawą niezwykłego wypadku chłopiec traci słuch. Wiedziony pragnieniem poznania swojego ojca ucieka ze szpitala i udaje się do Nowego Jorku, by odnaleźć księgarnię, która jest jedyną poszlaką, jaką zostawiła mu nieżyjąca matka. W drugiej opowieści, zrealizowanej monochromatycznie i bez dialogów (jak na nieme filmy tamtych lat przystało), przyglądamy się historii Rose (Millicent Simmonds), która pragnie znaleźć się w Nowym Jorku, gdzie mieszka i pracuje jej matka, słynna aktorka Lillian Mayhew ( Julianne Moore). Obydwa wątki, prowadzone równolegle, zazębiają się coraz bardziej. W pewnym momencie jasne będzie, że dwoje bohaterów z różnych epok ma ze sobą bardzo wiele wspólnego.

wonderstruck 02Fot. materiały prasowe / Wonderstruck

Zrealizowana przez Amazon Studios produkcja momentami wydaje się pełnometrażową odpowiedzią na Stranger Things kanału Netflix. I ma z nią wspólne najlepsze cechy: bardzo naturalnych młodych aktorów, świetnych dorosłych w drugoplanowych rolach, poczucie magii i mistycyzmu (choć u Haynesa nie jest ono tak odjechane), ale też niezwykle budujący przekaz. O miłości, przyjaźni, potrzebie bliskości i zrozumienia. Fantastyczne walory produkcyjne i niemal bezbłędna ścieżka dźwiękowa, utkana kilkoma niezapominanymi hitami muzyki popularnej sprawią, że obejrzenie tego filmu będzie ogromną przyjemnością. Zamiłowanie do detali, odtworzenie Nowego Jorku lat 70, znów jest najwyższej jakości.

Ocena: 70/100

blade immortal 01Fot. materiały prasowe / Blade of the Immortal

Po Takashim Miike nie mogłem spodziewać się niczego innego, niż krwawego filmu akcji wypełnionego czarnym humorem. Blade of the Immortal jest dokładnie taki, choć momentami mamy wrażenie, że twórca Żywych lub martwych chce przebić sam siebie w ilości trupów ścielących się na ekranie. W będących klamrą sekwencjach walki samotni bohaterowie podejmują zmierzenia się z setką przeciwników. Nie zdradzę zbyt wielu szczegółów pisząc, że krew nie nadąża wsiąkać w ziemię, a postacie co jakiś czas poślizgną się na czerwonym gruncie.

Opowieść zawarta w Blade of the Immortal jest typową historią zemsty dziejącą się w feudalnej Japonii. Poznajemy wpierw Manjiego (Takuya Kimura), który bezskutecznie stara się uchronić swoją siostrę przed zemstą. Bohater, po widowiskowej walce, niemal ginie, ale za sprawą magicznych robaków podanych przez zakapturzoną postać, zyskuje nieśmiertelność. Pięćdziesiąt lat później zwraca się do niego z prośbą o pomoc młoda dziewczyna o imieniu Rin, której rodzinę zamordowali szerzący trwogę w okolicy zabójcy pod przywództwem androgenicznego Anotsu.

blade immortal 02Fot. materiały prasowe / Blade of the Immortal

Krwawa opowieść ma oczywiście wiele zabawnych motywów - Miike nigdy nie traktuje swoich postaci i opowiadanych historii do końca poważnie (np. jeden z bohaterów wyrzeźbił sobie z uciętej ręki i wystającej z niej kości broń). Nie popada jednak także w parodię. Trzeba jednak przyznać, że tryskające krwią kino japońskiego reżysera jest nie dla każdego i tylko miłośnicy nie do końca poważnej krwawej jatki poczują się się w stu procentach usatysfakcjonowani.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

 

Wiesz, co z tym zrobić


Radek Folta

Radek Folta

Redaktor

O mnie:

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".


Więcej informacji o:

Powiedz coś tutaj...
Odrzuć
Zaloguj jako ( Zalogować ? )
albo wyślij jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Be the first to comment.

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas

reklama-ama-artykuly-top

© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.