Informacja o plikach cookies

Nasz portal korzysta z plików cookies. Pozostając na Movies Room wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików i podobnych technologii. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Świat stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego zostanie przeniesiony do nowego medium. We wrześniu na scenie trójmiejskiego teatru będziemy mogli obejrzeć musical opowiadający o zmaganiach Geralta z Rivii. Adaptacji losów Wiedźmina podjął się odznaczony brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” reżyser teatralny Wojciech Kościelniak, mający już na swoim koncie sceniczne wersje takich powieści jak Lalka, Frankenstein, Chłopi czy ostatnio Solaris. Pod koniec castingów i jeszcze przed pierwszymi próbami do swojego najnowszego spektaklu twórca zgodził się opowiedzieć nam o tym, jak postrzega Wiedźmina, oraz czego będzie można się spodziewać po przygotowywanym przez niego musicalu.

Jak dobrze zna pan Wiedźmina?

Zależy, co się rozumie pod zwrotem „dobrze znać”. Czy to znaczy przeżyć w sercu? Lubić? Czy chodzi o taką wyrywkową znajomość każdego tekstu? Mogę powiedzieć, że przeczytałem Wiedźmina. Niektóre części kilkukrotnie, szczególnie te, które będę przenosił na scenę. Pierwszy raz zetknąłem się z sagą pana Sapkowskiego bodajże z 10 lat temu. W każdym razie, zanim podjąłem decyzję o robieniu tego tytułu, był mi on już znany.

Z grami średnio jestem zaznajomiony. Widziałem trochę, ale nie za dużo i powiem szczerze, że to nie jest tak, że ten świat mnie nie interesuje, tylko on się rządzi na tyle innymi prawami niż teatr, że wiele bym z niego nie zyskał. Dla mnie książka stanowi medium zdecydowanie bliższe teatrowi. Aczkolwiek gra komputerowa sama w sobie jest ciekawa. Jednakże przy moim spektaklu pierwowzorem była oczywiście nie gra a książki.

Jeśli zaś chodzi o film z 2001 roku, jego ocenianie musiałoby być wielopłaszczyznowe. Począwszy od budżetu, jaki twórcy mieli do dyspozycji. Może nie filmy, ale przecież sam tworzę, więc wiem od jak wielu czynników zależy proces adaptacji. Ocenianie jest zawsze łatwe, można wieszać na kimś psy. Także mówiąc w skrócie, uważam, że to nie było udane dzieło. Natomiast Michał Żebrowski wiele dobrego wniósł do rozumienia samej postaci. To nie mój wzorzec, ale szanuję bardzo jego pracę. Serial jako całość uważam za nieudany. Wiele rzeczy tam przedstawiono, które moim zdaniem nie zażarły, kolokwialnie mówiąc.

Czy spotkał się pan osobiście i rozmawiał z Andrzejem Sapkowskim?

Nie udało się. Prosiłem pana Sapkowskiego o spotkanie, ale on jest tak niesłychanie zajętym człowiekiem, że niestety nie udało mu się wygospodarować czasu i nie mam o to żalu.

Na pewno jednak odniósł się do pomysłu teatralnej adaptacji jego prozy w takim znaczeniu, że wyraził na nią zgodę. Uznał, że można to zrobić jako musical. Natomiast konkretnie do mojego scenariusza się nie odnosił, bo nie miałem szansy mu go przekazać.

Dlaczego wybrał pan na temat Wiedźmina? Jakie motywy w sadze Sapkowskiego pana przekonały, żeby podjąć się tego przedsięwzięcia?

Wiedźmina na pewno rozumiem po swojemu. To ciągły proces poznawania i wygryzania się w tę wielowarstwową powieść. Mamy warstwę baśniową, gdzie są potwory, walki na miecze, królewny, jeże itd. Wiadomo, że jest też warstwa metaforyczna i pod nią trzeba rozumieć coś ludzkiego, normalnego. Z zasady najgłębiej docierają te rzeczy, które oparte są o zwykłe, codzienne życie. Fantastyka działa, jeśli opisuje nas samych. I wydaje mi się, że panu Sapkowskiemu się to udało. Jego twórczość opisuje dzisiejszy świat, samotność człowieka, dążenie do samodoskonalenia, potrzebę bliskości i trudność w jej osiągnięciu. Opisuje trudne relacje z kobietami, podejmuje kwestię przeznaczenia, czy coś takiego w ogóle istnieje i na ile sami je kształtujemy. Wiele tego typu tematów wydaje mi się każdy człowiek a szczególnie mężczyzna podejmuje, kiedy próbuje przejść przez życie w sensowny, ważny sposób. Pod spodem tkwią również pytania o kwestie ekologiczne, o politykę, moralność, społeczeństwo, o relacje z pozoru bardzo silnie zakorzenione we współczesnym świecie.

To, co jest ciekawe w Wiedźminie, to że jest to rodzaj naszego polskiego, czy wschodnio-europejskiego, jakby to powiedzieć takiego samuraja, ronina bez pana. Mnie to fascynuje, bo takiego bohatera nie mieliśmy. W podaniach ludowych dominują czarownice, kobiety. Natomiast mężczyzna czarownik w naszej kulturze tak mocno nie zafunkcjonował. Przynajmniej ja nie umiem sobie za wielu takowych przypomnieć. Był pan Twardowski, prawda? Ale to było tak zanurzone w innej estetyce, że wypadło mniej atrakcyjnie. Tutaj natomiast figuruje człowiek, który operuje magią, operuje świetnie mieczem i jest co by też nie mówić superbohaterem. Ciekawe. Warto się temu przyglądać.

fot. CD Projekt RED

Tylko czy warto przyglądać się w zaproponowanej przez pana formie? Czy ma sens przerabianie dark fantasy na musical?

Wydaje mi się, że właśnie szczególnie musical przyjmuje literaturę, którą jednak określamy jako lekką. Wiedźmin to literatura popularna, jakkolwiek by tego nie rozumieć. Więc mam wrażenie, że tego typu proza szczególnie nadaje się do przeniesienia na deski teatru, który ma tysiąc miejsc na widowni. Ta barwna, piękna otoczka ma pomóc przedstawieniu trafić do szerokiego widza.

Musical kojarzy się głównie z wesołymi motywami, a w Wiedźminie dominuje raczej ponura estetyka.

Nie zgodził bym się, że musical jest tylko związany z wesołym śpiewaniem. Chociażby w Skrzypku na dachu nostalgicznie i smutno wypada połowa piosenek. Wydaje mi się, że trzeba sobie inaczej zadać pytanie. Czy muzyka jako medium jest w stanie opowiadać tylko wesołe rzeczy? Według mnie - nie. Muzyka potrafi opowiedzieć każdą emocję i chyba dlatego warto w to pójść. Muzyka może opisywać to co wesołe, to co tragiczne, to co dołujące, to co złośliwe i to co głupkowate. W zależności od potrzeb. Według mnie musical jest uniwersalnym medium, które tak samo może opisywać rzeczywistość jak komiks. Ktoś może nie lubić komiksu, rozumiem, natomiast trudno powiedzieć, że nie mógłby powstać komiks Wiedźmina. Podobnie jak można stworzyć rzeźbę z Wiedźmina, która jakimś skrótem będzie opisywała to, co chcemy opowiedzieć. Wszystko stanowi kwestię podejścia. Dziesięciu twórców zrobi inny spektakl i każdy będzie dobry, choć każdy może wyglądać zupełnie inaczej.

Pytanie więc brzmi, czy wybrany przez pana sposób...

Czy się spodoba? Tego nie wiem. Bufonadą jest twierdzić, że na pewno się uda stworzyć dobry spektakl. Tego nigdy się tak do końca nie wie. Natomiast mogę powiedzieć, że bardzo chcę to zrobić. Marzę o tym, by stworzyć dzieło, które przypadnie ludziom do gustu. Zadajemy sobie te same pytania, co gdy robiłem Lalkę. Mnóstwo ludzi mówiło, że powieść Bolesława Prusa to tak śmiertelnie nudny tekst, że się z tego nie da zrobić musicalu. Jakoś się udało. W przypadku Chłopów było jeszcze gorzej, ale też wyszło, jednak nie umiem powiedzieć, czy teraz też się uda. Wydaje mi się, że teatr muzyczny jest medium, które może temu podołać. Natomiast jeśli ktoś oczekuje, że przychodząc na spektakl wyjdzie na to samo, co czytając całą sagę, no to od razu mówię, tego nie oczekujmy.

Z myślą o kim pan tworzy ten spektakl? Czy przyciągnie widzów, którzy na co dzień nie chodzą do teatru?

W tym pytaniu już jest zawarta taka teza, że jak zrobię przedstawienie dla jednych, to znaczy nie zrobię dla tych drugich, którzy chodzą. Staram się tworzyć tak, żeby zrodziło się komunikatywne dzieło, ze świadomością, że jest tysiąc miejsc na widowni. Jednocześnie nie mogę zrezygnować z tego, żeby to było coś, co lubię robić, żeby to było wartościowe, żeby to było sensowne, żeby to było piękne, żeby to było ważne. Pytanie, co to znaczy dla szerokiego widza? Czy to znaczy, że trzeba robić pod publiczkę, czy że trzeba zrobić coś dobrego? Nie wiadomo, co się bardziej spodoba. Takie wątpliwości zostają rozwiane, jeśli dzieło jest szczere. Oczywiście ma pan rację, że Wiedźmin jest związany z tak szczególną miłością fanów, którzy dyskutują o szczegółach ubioru, detalach walki, rodzajach cięcia mieczem. Z natury rzeczy teatr nie jest w stanie wszystkiego oddać. Podobny sposób wykorzystaliśmy przy Chłopach, gdzie opisy przyrody Reymonta są tak piękne, ujmujące i istotne. Myśmy ich nie zawarli, natomiast sama plastyka gdzieś je opisywała. Dla mnie jest ważne, żeby widz dostał ciekawe widowisko na temat Wiedźmina, które opowie mu część historii i mam nadzieję, że będzie to dobre uzupełnienie książek, a nie ich zastępstwo. Zastąpić dzieł pana Sapkowskiego się nie da. Myślę, że wszystkie dobre dzieła, które są adaptacjami, to gra z oryginałem a nie jego kopia.

Jeśli chodzi o skalę produkcji, jak wielkie jest to przedsięwzięcie w porównaniu z pana poprzednimi spektaklami? Czy robicie hit?

Tak, staram się, żeby to był hit. Chcemy, żeby muzyka była komunikatywna, żeby ludzie bili brawo, byli zadowoleni, a nie żeby siedzieli i się zastanawiali, po co to zrobiliśmy. To za duża produkcja, żeby z niej tworzyć hermetyczne dzieło. Mamy do czynienia z zupełnie inną estetyką niż przy moim poprzednim spektaklu, Solaris.

Czy Wiedźmin może pochwalić się większym budżetem niż pana poprzednia sztuka?

Wydaje mi się, że tak, że jest budżetowo większy. Sporych rozmiarów powinna być sama oprawa multimedialna. Zastosowane zostaną zupełnie nowe technologie. Właśnie one mogą bardzo wesprzeć to, co jest związane z popularnym rozumieniem fantasy. Wdrożyliśmy rozmaite technologie pozwalające projektorom nadążać za aktorem tam, gdzie on akurat się znajduje i wyświetlać projekcje na ruchomej scenografii. Już nie trzeba zafiksować projektora w jedno miejsce, tylko można go zsynchronizować. Specjalne czujniki projektorów, które mogą znajdować się w kostiumie aktora czy scenografii, wychwytują sygnały i lokują obraz tam, gdzie akurat my chcemy i taki jak my chcemy. Może być interaktywny w taki sposób, że machnięcie ręką Yennefer ukaże czary dające wrażenie, że bohaterka ma siły magiczne. Nie chcemy za dużo na tym polegać, bo może to odczłowieczyć spektakl, aczkolwiek warto skorzystać, tak długo jak nowinki technologiczne nie dominują nad całością. Wiele elementów trzeba będzie sprytnie połączyć, żeby nie zmarnować tego potencjału, który Wiedźmin w sobie ma, czyli swoistej duchowości i nieoczywistości, ale ukazanej w przejrzystej fabule.

Zobacz również: Wiedźmin 3: Dziki Gon - zwiastun edycji gry roku

Informacje o projekcie pojawiają się od 2015 roku. Czy trudno było dotrzeć do tego etapu, na którym teraz jest projekt?

Przez tyle czasu dzieje się wiele rzeczy – czytanie książek, zbieranie materiałów, potem pisanie scenariusza. Po napisaniu trzeba wysłać ten scenariusz, żeby powstały utwory. Proszę pamiętać, że w takim skrypcie musi być wszystko wymyślone naraz, to znaczy piosenki muszą być tak skonstruowane, żeby aktor miał o czym śpiewać, miał powód do emocji. Druga rzecz, żeby był powód do choreografii, przynajmniej czasem. Nawet najpiękniejsza piosenka, gdy nie ma powodu do show, to w którymś momencie robimy musical pozbawiony pewnej silnej części wyrazu, jaką jest też chociażby choreografia. Całość musi zawierać również moim zdaniem jakieś nowe, świeże spojrzenie na ten materiał, w nim powinien być pomysł scenograficzny. Także na dzisiaj mamy 31 wersję scenariusza. Nad nim już teraz została zakończona praca, natomiast wcześniej tekst co kilka tygodni, a nawet dni ulegał radykalnym zmianom.

Rozumiem, że jest pan zadowolony z efektu końcowego prac nad scenariuszem?

Zadowolony oznacza, że przestaję pracować nad nim, a tego nie chcę powiedzieć. Dzisiaj odpoczywam, żeby jutro znowu do niego zajrzeć, żeby rozwiązać ewentualne luki i spojrzeć, co mógłbym ukazać lepiej. To trochę tak, jakby pan powiedział, że z własnego syna jest pan zadowolony. Nie znaczy, że przestanie pan nad nim pracować, uczyć i sprawdzać, czy jego zachowanie jest dobre. Spektakl jest jak człowiek, pozostaje w rozwoju nawet po premierze. Bywa tak, że premiera jest udana, a ileś dni później przedstawienie zaczyna umierać i odwrotnie.

Czy wybrany już został odtwórca tytułowej roli?

Mamy kilku ludzi, których bierzemy pod uwagę, ale jeśli chodzi o Wiedźmina to jeszcze szukamy. To strasznie trudna rola do udźwignięcia, gdyż aktor nie schodzi ze sceny przez 3-4 godziny i musi spełniać określone warunki fizyczne. Niezależnie, czy szczupły, czy tak zwany „kafar”, istotne, żeby był wiarygodny. Opiera się na nim cała historia, więc ważne, żeby to był ktoś, w kogo uwierzymy, ktoś kto będzie dobrze wyglądał z białymi włosami. Pewne rzeczy, które znosi rysunek czy powieść, na żywo nie muszą tak dobrze się prezentować. Białe włosy u któregoś aktora będą wyglądały idiotycznie. Wtedy mamy kłopot, bo jak Wiedźmina pokazać bez nich? Słabo. Z drugiej strony powinien sportretować tę postać aktor, który umie się świetnie ruszać albo być w stanie poddać się kilkumiesięcznemu szkoleniu w sztukach walki. Następnie powinien to być człowiek fantastycznie śpiewający, dobrze grający i charyzmatyczny.

fot. CD Projekt RED

Czy nie za wiele pan wymaga? Nie tylko odtwórca głównej roli musi umieć tańczyć i bić się, ale też inni aktorzy. Czy są w ogóle odtwórcy do takiej sztuki?

Nie nauczymy człowieka wzrostu, bo albo go ma, albo nie. Śpiewać nie nauczymy, albo ktoś dobrze śpiewa, albo nie. Aktorstwo można w dużym stopniu poprawić, otworzyć człowieka na dobre granie. W znacznym stopniu można kogoś nauczyć przynajmniej na potrzeby spektaklu choreografii walk. To są rzeczy, których można nauczyć. Pewnych aspektów nie. Czy nie za dużo wymagam? Tego nie wiem. Chcę sprostać wyobrażeniom fanów. Sam bym się czuł źle, gdybym w roli Wiedźmina obsadził wybitnie śpiewającego człowieka, który jest na przykład bardzo niskiego wzrostu. Ktoś mądry kiedyś powiedział – nie masz Hamleta, nie rób Hamleta.

Kiedy planowane jest rozpoczęcie prób?

Zaraz po ogłoszeniu obsady rozpoczną się próby sztuk walki i akrobacyjne, bo to są codzienne ćwiczenia. Będą też akrobacje, więc na wyćwiczenie niektórych rzeczy potrzeba pół roku. Od początku kwietnia zaczynają się próby reżyserskie ze mną i takie przygotowawcze choreograficzne dla tancerzy, żeby wyćwiczyć trochę sprawność i kondycję. Od czerwca się zaczną próby pełne i choreograficzne oraz oczywiście będą kontynuowane reżyserskie. Potem następuje miesiąc przerwy na wakacje w lipcu i mamy cały sierpień oraz połowę września do premiery.

Wspomniał pan, że scenariusz opiera się na pięciu opowiadaniach?

„Kwestia ceny”, „Coś więcej”, „Okruch lodu”, „Ostatnie życzenie”, „Miecz przeznaczenia”.

Całkiem epickie zestawienie. Nie chciał pan jak chociażby to w komiksach miało miejsce, przedstawić jedynie pojedynczy przypadek?

Te pięć opowiadań to zaledwie wycinek całej sagi. Skupiliśmy się na wątku Ciri i do jego opowiedzenia potrzeba właśnie tych pięciu historii.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych wątków w wiedźmińskiej sadze.

Dla mnie tak. Najbardziej poruszający. To tak ciepło, mądrze i dobrze napisana relacja, wieloznaczna relacja mężczyzny, ojca, adoptowania dziecka, czy prawdziwego dziecka, które zostało kiedyś porzucone. Tam wpleciono dużo rzeczy, których można się tylko domyślać. Ciri jest tak jak to wprost w książce napisano, dzieckiem Pavetty i Duny'ego Jeża i tak należy to rozumieć w pierwszej warstwie podstawowej. Można również próbować dokopywać się głębszych znaczeń chociażby w opowieści „Miecz przeznaczenia”, gdzie Geralt odnajduje swoje zagubione dziecko i dowiadujemy się, że kiedyś Wiedźmin był blisko z jedną z driad, z córką Eithne. Dlatego kto wie, czy to nie jakieś zapomniane dziecko. Oczywiście to domysły funkcjonujące wyłącznie w sferze podprogowej, a nie tych pierwszych skojarzeń, które są faktami. Ale one budują relacje, a ta relacja między Wiedźminem a Ciri jest relacją ojciec – córka, gdzie rodzic zapomniał lub nie wiedział o swoim dziecku. Tu właśnie rodzi się dużo ciekawych tematów.

fot. CD Projekt RED

Na przykład tak jeszcze powiem, że stosunki pomiędzy Calanthe a Geraltem, ale też znajomość Eithne i Wiedźmina jest trochę jak między teściową a zięciem. Przypomina tego typu relację. Oczywiście nie będę jej w ten sposób realizował, bo byłoby to grube nadużycie, ale władza tych kobiet dojrzalszych budzi zainteresowanie. Dlatego też w spektaklu znajdzie się miejsce dla wielu żeńskich bohaterek jak Eithne, Yennefer, Calanthe czy Pavetta.

Jakiego typu muzyki możemy się spodziewać?

Nie chcielibyśmy za dużo regionalizmów. To by było powtarzanie się po Chłopach. Natomiast trochę skojarzeń folkowych wykorzystaliśmy, ale jest przede wszystkim muzyka orkiestrowa i chóralna, raczej starająca się podnieść tę opowieść do rangi moralitetu, takiej ponadczasowej, uniwersalnej opowieści.

Czy przy całym uniwersalizowaniu opowieści będą też elementy polskości, swojskości?

Ja ich nie wyczytałem u Sapkowskiego. Znaczy czasem akcja się dzieje na wsi i na pewno tak rozumiana swojskość występuje. Jaskier jest trochę rubaszny, ale czy on jest taki czysto polski? Może. Jaskier to po prostu pogodny, wesoły facet. Trochę łobuz, trochę świr. Mam nadzieję, że elementy komediowe zaistnieją, natomiast trzeba znaleźć też właściwe proporcje.

Czyli miłośnikom muzyki mainstreamowej jak i klasycznej utwory przypadną do gustu?

Jak najbardziej. To znaczy jeśli muzyka jest zbyt łatwa lub zbyt trudna, ludzie ją odtrącają. Szukamy złotego środka. Gdybym spytał, jaka muzyka jest we Władcy pierścieni? Mainstreamowa czy klasyczna? Awangardowa czy nie? To świetnie napisana muzyka klasyczna. Takie skojarzenie zresztą jak na polskie warunki i polski teatr brzmi zasadnie. Staramy się zrobić rodzimy odpowiednik superprodukcji jak Władca pierścieni. W tych realizacjach zarówno w każdym filmie jest warstwa atrakcyjna dla widzów, że chce się to oglądać, ale z drugiej strony, są tam też ciekawe relacje między bohaterami, opowieść o przyjaźni, opowieść o dążeniu do prawdy.

Zobacz również: tak powstawała muzyka do gry Wiedźmin 3: Dziki Gon!

Dlaczego zdecydował się pan na Teatr Muzyczny w Gdyni?

Po pierwsze, budynek daje ogromne możliwości techniczne. Gdynia jest miejscem, które kocha musicale, chce realizować musicale i na tym wygrywa. Jest z tego znana w całej Polsce. Druga rzecz, świetny zespół. Niewiele jest miejsc w kraju, gdzie można próbować zrealizować tak trudny i złożony musical. Gdynia na pewno do nich należy.

Musical jest zjawiskiem, które w Polsce dopiero kiełkuje i ciągle próbujemy odkryć go na nowo. Wiadomo, że ten gatunek funkcjonuje na naszej scenie od kilkudziesięciu lat, ale mamy do czynienia z nowością, kiedy mowa o jego poziomie wykonawczym, reżyserskim i realizatorskim. Ciągle się uczymy, jesteśmy na dorobku. Jak się spojrzy chociażby na rynek amerykański, gdzie istnieje sto teatrów i tysiące najlepszych aktorów z całego świata, no to musimy gonić. Musimy ciągle starać się nadążać za nimi i mieć coś własnego do powiedzenia. Nie mówić tego, co jest ważne w Nowym Jorku, tylko powinniśmy traktować o rzeczach, które nas tutaj zaciekawią.

Akurat Wiedźmin dzięki grze stanowi tytuł rozpoznawalnym na całym świecie. Mam wrażenie, że dzięki temu mamy szansę nie być zamknięci hermetycznie jedynie w polskiej kulturze. Ona jest głównym tworzywem, ale też to, co już mówiłem w wywiadach, że bardzo mi się podoba skojarzenie Wiedźmina z Japonią, mimo że pamiętać trzeba, że to przede wszystkim słowiańska dusza. Ale gdy wypowiadają się fachowcy od sztuk walki mieczem, mówią że opisy pana Andrzeja Sapkowskiego dotyczące walk ewidentnie mówią o tym, że to japońska sztuka walki, że Wiedźmin musiał umieć walczyć niczym samuraj. Jest jakby roninem bez pana.

Mówimy, że istnieje kodeks wiedźmiński, który zabrania mu to czy tamto. Później okazuje się, że żadnego kodeksu nie ma, tylko Wiedźmin posiada swoją własną moralność. Przypomina to nasz średniowieczny europejski kodeks rycerski. Czytam też kodeks Bushido, jest bardzo interesujący. Traktuje o niepopularnych dzisiaj cechach u mężczyzny, takich jak dbałość o porządek, dbałość o ciało, dbałość o rozwój duchowy, fizyczny, o samokontrolę, o bycie wiecznie gotowym na śmierć. Tak, żeby ta śmierć była ważna. Trochę kuriozalnie brzmią zdania, mówiące że samuraj codziennie rano powinien czyścić sobie pięty i obciąć paznokcie, bo inaczej się staje byle jaki. Ale czy człowiek nie powinien dbać o siebie zawsze a nie tylko od święta? Czy dobrymi i porządnymi ludźmi powinniśmy być tylko czasami? Żyjemy w czasach, gdzie bardzo często dajemy sobie na luz - odpoczywajmy, bawmy się, bądźmy. Natomiast mam wrażenie, że nadchodzą czasy, które znowu będą od nas wymagały takiego porządku, skupienia się na byciu mistrzem samemu wobec siebie. Bardzo dziwnie dzisiaj brzmią samurajskie wymogi etykiety. Tam etykietę stawiano na pierwszym miejscu. Po co nam ona? Czy to nie starość i przeżytek? W Bushido piszą, że etykieta jest ćwiczeniem duchowym, ćwiczeniem samokontroli i wiecznym wyrażaniem proporcji w świecie. Piękne podejście, podoba mi się. Żyjemy w świecie bez etykiety, a według mnie ona jest potrzebna. W jakimś stopniu. Nie chodzi o to by nagle przywrócić etykietę dworską.

Więc co pan wnosi do Wiedźmina? Jaka będzie pana wartość dodana?

Nie wiem, czy to będzie zadowalająca odpowiedź na pytanie. Dla mnie Wiedźmin jest przede wszystkim interesujący jako sposób na poszukiwanie w nas odwagi. Ktoś kiedyś powiedział, że w życiu potrzebne są trzy rzeczy, żeby dobrze funkcjonować: odwaga, odwaga i odwaga. Trzeba mieć odwagę w mówieniu „nie”. Odwagę w mówieniu „tak”, odwagę w miłości i każdej mierze. Odwaga jest bardzo silnym przeciwstawieniem się strachowi, który jest transcendentalny, wieczny i zawsze będzie człowiekowi towarzyszył. Więc tak rozumiem Wiedźmina – jako podróż po swoją własną odwagę. Tego od niego oczekuję. Natomiast czy to jest tak, że ja zamierzam na nowo go odczytać i pokazać, żeby widz go zrozumiał inaczej, niż jest rozumiany w książce? To nie jest moim celem. Celem moim jest nadążyć za książką, a nie pokazać go w inny sposób niż funkcjonuje w zbiorowej świadomości społecznej, bo funkcjonuje fajnie. Podoba mi się Wiedźmin tak, jak został wymyślony. Jest wieloskładnikowy i nieoczywisty. Ma poczucie humoru, ale jest jednocześnie poważny. Jest bardzo odważny, ale miewa elementy zwątpienia. To ktoś, kto bardzo kocha, ale też postrzega się jako osoba nieczuła. Bardzo niejednoznaczna, ciekawa postać i mam nadzieję, że taką ją widzowie odnajdą w moim spektaklu.

witcher, musical, wiedzmin, cosplayfot. facebook.com/maulcosplay/

Zobacz również: Wiedźmin wczoraj i dziś - wywiad z Januszem Bocianem na temat efektów specjalnych w polskim kinie

 

Wiesz, co z tym zrobić


Krzysztof Warzała

Krzysztof Warzała

Dziennikarz

O mnie:

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.


Więcej informacji o:

Say something here...
Cancel
Log in with ( Sign Up ? )
or post as a guest
Loading comment... The comment will be refreshed after 00:00.

Be the first to comment.

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.