Informacja o plikach cookies

Nasz portal korzysta z plików cookies. Pozostając na Movies Room wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików i podobnych technologii. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
  • Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Artykuł jest bezpośrednim przekładem anglojęzycznego wywiadu autorstwa Evana Saathoffa dla strony birthmoviesdeath.com. Osoby zainteresowane oryginalną wersją mogą się z nią zapoznać klikając w ten link. Poniżej natomiast znajduje się polski przekład rozmowy.

Dziś mam zaszczyt dyskutować ze Scottem Adkinsem, gwiazdą niektórych z najlepszych filmów akcji przeznaczonych na rynek domowy. Wywiad miał za zadanie promować Hard Target 2, ale skończyło się zachwytami nad Uniwersalnym żołnierzem: Dniem odrodzenia. Zazwyczaj tak się dzieje, gdy rozmawiam z ludźmi, nie tylko ze Scottem Adkinsem.

Myślę, że wielu było zaskoczonych na informację o powstaniu sequela Nieuchwytnego celu. Jak się zaangażowałeś w ten projekt?

Zaledwie dwadzieścia lat później, nie? Coś koło tego. Sam też byłem zaskoczony. Jestem wielkim fanem oryginału. Jean-Claude to mój ulubiony aktor. John Woo był moim ulubionym reżyserem w tamtym czasie. Zafascynowałem się Nieuchwytnym celem od dnia premiery. Wziąłem nawet udział w konkursie, bo bardzo chciałem zobaczyć go wcześniej i udało się, widziałem film na długo przed masą innych osób.
Nie miałem wtedy pojęcia, że kiedyś wystąpię w Hard Target 2. Poznałem Johna Woo w wieku 16 lat. Jeszcze zanim nakręcił swoje amerykańskie filmy, miał wtedy na koncie Kulę w łeb i Płatnego mordercę. Ten drugi obok Dzieci Triady wciąż pozostaje moim ulubionym tytułem.
Kiedy nadarzyła się okazja zagrać w sequelu, miałem obawy, bo nie chciałem, by wyglądało, że tylko spijam śmietankę po sukcesie Van Damme'a. Tak mogą pomyśleć hejterzy i złośliwi ludzie. To jednak czysty zbieg okoliczności. Mogłem odmówić, ale po przeczytaniu scenariusza poczułem, że to odpowiednia rola dla mnie. A skoro jestem takim fanem oryginału, to czemu nie spróbować?

Druga część znacząco różni się od pierwszej.

Bardzo. Nakręcono ją dla innej publiki, tylko tyle mogę powiedzieć.

Zobacz również: zwiastun filmu Hard Target 2!!!

Tajlandzkie krajobrazy prezentują się przepięknie. Jakie to uczucie tam kręcić?

Cały film dostarczył mi sporo radości, bo każdy dzień wyglądał inaczej. Pędziłem łódką, płynąłem z nurtem rzeki, walczyłem na moście, przedzierałem się przez dżunglę i oczywiście dochodzi do tego jeszcze helikopter. To była ciężka praca, ale każdego dnia zdjęcia wyglądały inaczej. Zupełnie nowa przygoda.

Kręcisz wiele filmów. Czy świeżość jest jednym z tych aspektów, które cię interesują?

Tak. Każdego dnia nagrywaliśmy w innym miejscu, a ogólnie praca w Tajlandii sprawia dużo radości. Piękne miejsce, a ekipa ciężko pracowała. Wypruwali sobie żyły. Tak jak i my wszyscy. Reżyser Roel Reine sam sobie robi za zdjęciowca i operatora kamery. Nikt nie pracował ciężej od niego, no może prócz mnie. On nie wykonuje sam wszystkich walk. Każdy poważnie podszedł do swoich zadań. Zdjęcia trwały jakieś dwadzieścia dni, szalona liczba.

Naprawdę?

Tak, to niesamowite, co Roel osiągnął w takim czasie. Jest bardzo efektywnym reżyserem i kamerzystą. Praca z nim to przyjemność.

Szczególnie po filmach z Isaaciem Florentine jesteś znany z bardzo ciężkich fizycznie choreografii walk w jednym, nieprzerwanym ujęciu. Czujesz ulgę, kiedy patrzysz w harmonogram i widzisz, że dzisiaj masz tylko strzelaninę?

Jasne, walka wręcz to dla mnie najtrudniejsza rzecz pod względem fizycznym. Kompletnie wymęcza. Kiedy kręcisz film w dwadzieścia dni nie można uniknąć sytuacji, by walki nie były kręcone wtedy co i sceny dramatyczne. Czasami jest się tak wycieńczonym po fizycznych rzeczach, że wpływa to na twój występ aktorski, brakuje wtedy już energii.
Pracuję na najwyższych obrotach, bo chcę zaoferować publice to, na co mają ochotę. Pragnę, by te filmy się wyróżniały. Kocham to, co robię, i mam zamiar to kontynuować, stąd daję z siebie wszystko. Filmy kręcone są coraz szybciej, a ludzie coraz mniej chcą za nie płacić. Szalona sytuacja, żeby podnosić sobie poprzeczkę w krótszym czasie i za mniejsze pieniądze. Ale wiesz, walczymy i dajemy z siebie wszystko.

Jaki miałeś wpływ na choreografię w tych filmach?

Jestem bardzo zaangażowany. Nie najlepszy ze mnie choreograf. Wolę, żeby inni to robili i lubię pracować z ludźmi, z którymi już wcześniej miałem styczność. Szczerze mówiąc, w tym filmie nie miałem takiej opcji, ponieważ wcześniej dostałem angaż do Doktora Strange'a i nastąpił konflikt terminów. Porozmawiałem jednak z Marvelem i zgodzili się mnie puścić. Nie mogłem jednak wziąć ze sobą moich kumpli choreografów. Pracowałem z tajlandzką ekipą. Byli świetni, wręcz wspaniali. Pozwalali naprawdę się kopać i w ogóle. Normalnie lubię jednak współpracować z choreografami, których sam wybieram.
Bardzo angażuję się w to, gdzie umiejscowiona jest kamera. Ciężko jest stać przed nią. Muszę zaufać wtedy innym. Niezależnie jednak od okoliczności myślę, że wykonaliśmy godną podziwu robotę.

doctor strange, making of, marvelfot. materiały prasowe

Jak długo byłeś na planie Doktora Strange'a?

Jakieś pół roku.

Występujesz w wielkich filmach oraz niskobudżetowych akcyjniakach. Są jakieś korzyści robienia czegoś przy mniejszym budżecie?

Cóż, w samym Doktorze Strange przez pięć dni kręciliśmy tę samą scenę na tym samym planie. Pozwolę sobie powiedzieć, że było to dość nudne. Aczkolwiek finalny efekt jest wtedy o wiele bardziej podrasowany. Kręcąc tak sceny akcji ma się więcej czasu na ich dopracowanie. Taki styl pracy preferuję.
Jednakże kręcenie czegoś szybko i spontanicznie również posiada zalety. Robisz coś i żyjesz z konsekwencjami tego, nie mogąc nic zmienić. Trudno jest w dzisiejszych czasach kręcić te niezależne akcyjniaki. W pewnym sensie wolałbym je robić w latach 80. lub wczesnych 90.

Zobacz również: TOP10 - niszowe filmy akcji!

Niektóre jednak są o wiele lepsze. Na przykład Uniwersalny żołnierz: Dzień odrodzenia, w przeszłości nie dałoby się go nakręcić tak dobrze.

Uwielbiam ten film. Problem z nim jest taki, że ludzie, do których trafił, naprawdę go nie zrozumieli. Chcieli czegoś, przy czym mogli wyłączyć myślenie. "Nie rozumiem tej fabuły, to jakaś bzdura". To może nie pal tylu dżointów podczas seansu. Jestem dumny z tej historii. Sprawdza się na obu poziomach. To zasługa Johna Hyamsa, nie moja. Ludzie powinni o wiele bardziej szanować ten film.

Przyznaję, że za pierwszym razem nie zrozumiałem, o co chodzi. Dopiero po dwukrotnym obejrzeniu całkowicie mnie przekonał.

W jakiej innej produkcji myślisz, że protagonista, którego losy śledzisz, jest bohaterem, a pod koniec zdajesz sobie sprawę, że to złoczyńca. Czy to nie fajne?

Inna seria, którą wszyscy kochają, to Undisputed. Wkrótce wychodzi kolejna odsłona. Możesz nam coś o niej powiedzieć?

Jestem z niej dumny. Naprawdę zadowolony. Walki i historia stoją na poziomie Undisputed 3. Nie mówię o Undisputed 2, gdyż myślę, że w trójce walki wypadły o wiele lepiej. Uważam, że udało nam się stworzyć godnego następcę serii, która pojawiła się niespodziewanie i wszyscy ją pokochali. W sequelu do filmu z Wesleyem Snipesem grałem Boykę, podczas gdy Michael Jai White wcielił się jakby w postać Snipesa. Daliśmy z siebie wszystko i nie spodziewaliśmy się, że to tak wyjdzie. Ludzie kochają tę postać. Ja kocham go grać. To całkiem skomplikowana osobowość. Wiele się z nim dzieje, szczególnie w najnowszym filmie, gdzie postawione mu zostanie nowe wyzwanie.
Oczywiście zaszeleliśmy również ze scenami akcji. Nie mogę się doczekać, aż ludzie je zobaczą. Film zapewne pojawi się w pierwszym kwartale przyszłego roku.

undisputed, yuri boyka, championfot. kadr z filmu Undisputed 3: Redemption reż. Isaac Florentine

Kilka lat temu widziałem ciebie na panelu podczas Fantastic Festu. Ktoś zadał pytanie, z kim najbardziej chciałbyś się zmierzyć na ekranie. Odpowiedziałeś, że z Donnie'em Yenem. Czy to marzenie jest bliższe spełnieniu?

Nie lubię kusić losu, ale chrzanić to. Skoro już rozmawiamy, czemu nie powiedzieć tego głośno w internecie. Może fanom się spodoba i dojdzie do sktku. Na pewno istnieje taka możliwość.

To by było niesamowite.

Marzę by to zrobić. Chciałbym pracować z Donnie'em Yenem. Marzę o tym. Wiesz co? Nie czuję się za bardzo w stanie zagrać w filmie z Hong Kongu i mieć walkę jeden na jeden z gwiazdą tamtejszego kina. Prawie nam się to udało z Wu Jingiem w Wolf Warrior, ale niestety, nie starczyło czasu. Chętnie jednak przeżyłbym coś takiego. To bardzo trudna rzecz. Wiele od ciebie wymagają. Jestem jednak gotowy na to wyzwanie i niesamowitego Donnie Yena. Więc chodź, Donnie, urzeczywistnijmy to.

Film Hard Target 2 już wkrótce w Polsce do kupienia na DVD i obejrzenia w serwisach VOD.

źródło: birthmoviesdeath.com / ilustracja wprowadzenia: kadr z filmu Uniwersalny żołnierz: Dzień odrodzenia reż. John Hyams

 

Wiesz, co z tym zrobić


Krzysztof Warzała

Krzysztof Warzała

Dziennikarz

O mnie:

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.


Więcej informacji o:

Say something here...
Cancel
Log in with ( Sign Up ? )
or post as a guest
Loading comment... The comment will be refreshed after 00:00.

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.