Już 4 lutego w AXN będzie można obejrzeć serial Doktor Larsen. Tymczasem przeprowadziliśmy wywiad z producentami wykonawczymi Barbie Kligman i Hankiem Steinbergiem.
Opiszcie nam pokrótce, o czym jest Dokto Larsen?
Barbie: Główną bohaterką jest dr Amy Larsen – ordynatorka interny w szpitalu Westside Hospital w Minneapolis. W wyniku wypadku samochodowego doznaje urazu mózgu, co powoduje wymazanie z jej pamięci ośmiu lat życia. Musi zatem zacząć od zera, mierząc się jednocześnie z konsekwencjami swojej amnezji.
W jakim stopniu inspirowaliście się pierwotną wersją serialu Doc – Nelle tue mani oraz jak bardzo trzymaliście się jej fabuły?
Hank: Pomysł padł ze strony Sony – firma wykupiła prawa do włoskiej wersji serialu, która zresztą została fantastycznie wyprodukowana i odniosła olbrzymi sukces w Europie. Sam nie mogłem się od niej oderwać. Była wspaniała, poruszająca, pełna emocji. Pomyślałem wtedy: „Czy da się to przełożyć na amerykańskie realia? Czy udałoby się nam zrobić własną wersję tego serialu?”. Połączyłem siły z Barbie. Znamy się od lat, lecz mimo to do tej pory nie mieliśmy okazji ze sobą pracować. Barbie ma olbrzymie doświadczenie w pracy nad serialami o tematyce medycznej, a na dodatek jej ojciec był lekarzem. Najpierw próbowaliśmy odpowiedzieć na pytania: „Jak stworzyć tę wersję po swojemu?” oraz: „A co, gdyby główną rolę zagrała kobieta, a nie mężczyzna?”. Dokonaliśmy zatem tej zmiany, lecz pozostawiliśmy inne elementy, takie jak trójkąt miłosny, który jest również w wersji włoskiej. Zmodyfikowaliśmy go jednak nieco za sprawą innych czynników. Zmniejszyliśmy obsadę i skupiliśmy się na najważniejszych relacjach. W każdym odcinku będącym kontynuacją historii Amy znajdują się ujęcia retrospektywne, których nie ma w pierwotnej wersji. Zachowaliśmy zatem to, co podobało nam się we włoskim serialu – jego ducha i emocjonalny „rdzeń” – po czym wykreowaliśmy własną, w pełni amerykańską wersję, dzięki czemu włoscy widzowie mogą obejrzeć także nasz serial i uznać: „To też jest super. To jest inne. Świetna sprawa. Oba seriale są świetne”.
Wspomnieliście, że serial jest bardzo amerykański, lecz czy widzowie z innych części świata również znajdą w nim motywy, z którymi będą mogli się identyfikować?
Barbie: Zdecydowanie. To zabawne – mówimy o naszej wersji „amerykańska”, żeby odróżnić ją od „włoskiej”, lecz w gruncie rzeczy są to po prostu dwie wersje tego samego serialu. Jedna jest po włosku, a druga po angielsku. Jeden z moich celów był następujący: „Zróbmy to, a potem sprzedajmy to Włochom. Niech oni też zechcą to obejrzeć”. Myślę, że udało nam się go zrealizować. Mieliśmy podobne wytyczne, niemniej gdy główny bohater jest innej płci, zmienia się dynamika trójkąta miłosnego, charakter postaci, a co za tym idzie, obraz całego serialu, który zaczyna żyć swoim życiem.
Hank: Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy, jest to dość uniwersalna historia – w końcu włoska wersja trafiła do Francji, a następnie do reszty Europy. Uważam zatem, że nasza wersja też odbije się szerokim echem. Mamy do czynienia z uniwersalną opowieścią o miłości, stracie, pamięci, tożsamości, rodzinie i dawaniu drugiej szansy – myślę, że wszyscy mogą utożsamiać się z tymi motywami. Dlatego właśnie historia ta rezonuje z różnymi rodzajami publiczności.
W jaki sposób zmiana płci głównej postaci – z męskiej na żeńską – wzbogaca ten serial?
Barbie: Dochodzą ciekawe wątki. Jestem kobietą, obserwuję kobiety i wiem, jak są postrzegane. Trudno jest być twardą i sprawczą, nie sprawiając wrażenia przytłaczającej lub, za przeproszeniem, jędzowatej. Jesteś w rozkroku, gdy próbujesz wykreować postać świetnej kobiety, a jednocześnie nie wywołać u widzów błędnych skojarzeń, które często łączone są z kobietami posiadającymi władzę. Niesamowity był moment, w którym Molly Parker wkroczyła do gry. Mogliśmy obserwować kogoś niezmiernie uzdolnionego w swoim fachu, kto potrafi na wielu różnych poziomach doskonale odegrać rzeczy, o których nawet nie mieliśmy pojęcia. Widz ma wyzwanie, gdy widzi Amy sprzed wypadku, jej sposób bycia, i wciąż trzyma za nią kciuki. Molly bezbłędnie wywołała ten efekt.
Hank: Molly dodaje tej postaci złożoności – i nie chodzi o to, że potrafi odtworzyć wszystkie cechy bohaterki – ona potrafi je ożywić. Nawet w chwili obecnej ludzie z przeszłości mają wpływ na jej życie. To w pełni zintegrowana, dobrze wykształcona postać. Gdy mężczyzna traci dziecko, stawia emocjonalny mur, nie radzi sobie z żałobą – tak postrzegamy typowe reakcje mężczyzn– rzadko widzimy takie zachowania u kobiet. Pomyśleliśmy, że to będzie ciekawe, jeśli pokażemy, że kobiety również potrafią w taki sposób reagować na tragedię. Taki był nasz zamysł – okazuje się, że widzowie również odbierają to jako ciekawe. Mężczyźnie zwykle na sucho uchodzi tłumienie emocji, napady złości, dziwne zachowania – ludzie wybaczają mężczyznom takie rzeczy, natomiast od kobiet wymaga się opanowania, przetrawienia żałoby i poradzenia sobie z nią. Oczywiście dochodzi tutaj kwestia „jej romans z młodszym mężczyzną” kontra „jego romans z młodszą kobietą” – coś nowoczesnego, świeżego i prawdziwego. Na pewno kobieta bałaby się tego, co powiedzą ludzie.
Czy w fazie preprodukcji oraz kręcenia korzystaliście z pomocy konsultantów medycznych?
Barbie: Cały czas dzwoniliśmy do lekarza! Mieliśmy wspaniałego konsultanta, który jest neurochirurgiem w Duke University Hospital. Bardzo nam pomógł podczas wymyślania fabuły, pisania scenariusza oraz na wielu etapach produkcji. Gdy potrzebowaliśmy, aby na czyimś ekranie pojawił się obraz z rentgena, nasz konsultant dbał o to, by był to właściwy obraz. Na planie była również osoba, która pilnowała, by wszystko zostało poprawnie nakręcone – zależało nam na realizmie. Oczywiście czasami trzeba nagiąć rzeczywistość na rzecz dramatyzmu, lecz tam, gdzie to było możliwe, stawialiśmy na autentyczność.
Opowiecie nam o wizualnej stronie serialu?
Hank: Postawiliśmy sobie wyzwanie, by akcja rozgrywała się w dużej mierze w szpitalu. W zależności od odcinka szpital stanowił od 70% do 80% scenerii – chcieliśmy, by nasze środowisko serialowe wyróżniało się na tle innych szpitali. Nasz wspaniały projektant wraz z kierownikiem produkcji obmyślili wyjątkowy plan oświetlenia – tak, by wydawało się nowoczesne, a zarazem przyjazne. Mimo że w szpitalu znajduje się mnóstwo chorych, umierających ludzi, masz ochotę w nim przebywać. Eksperymentowaliśmy trochę z głębią między korytarzami – jeden korytarz jest nieco zakrzywiony, co różni go od klasycznych, prostych korytarzy. To, co wyróżnia ten szpital, to elementy wizualne oraz detale – jest mnóstwo szkła, sporo głębi – ponieważ szpital kryje mnóstwo tajemnic – często można więc odczytać czyjąś mowę ciała przez szybę, nie słysząc słów, które wypowiada ta osoba. Chcieliśmy wykorzystać te elementy do podkręcenia suspensu oraz napięcia między postaciami.
Jak wyglądał proces wyboru muzyki do serialu?
Barbie: Muzyka filmowa i piosenki to dwie różne rzeczy. Mamy świetnego kompozytora, Jamesa Levine’a. Hank ma swego rodzaju dar, jeśli chodzi o sprawy muzyczne. Nie potrafię porozumiewać się terminologią muzyczną, nie rozumiem wszystkich słów – mówię czasem coś w stylu: „Chcę, żeby to miało taki klimat”. Na szczęście dobry kompozytor potrafi przełożyć tego typu wskazówki na muzykę. Hank rozumie język muzyki, w związku z czym żywo zaangażował się w proces tworzenia ścieżki dźwiękowej, dbając o to, by odzwierciedlała to, co chcieliśmy zobrazować. Jest jedna piosenka, Another Love, która zawsze mi się podobała, i okazało się, że idealnie pasuje do pilota. Jeśli chodzi o inne utwory, mieliśmy wspaniałą kierowniczkę muzyczną, która układała muzykę we współpracy z montażystami. Montażyści czasami zerkali, co przygotowała, po czym opierali się na tym – wykonali świetną robotę.
Hank: Przez pięć lat współpracowałem z Jamesem nad The Last Ship, co znacznie ułatwiło sprawę. To bardzo utalentowany człowiek. Przez lata pracował przy serialach Ryana Murphy’ego – robił tam świetną robotę. Jeśli zaś chodzi o naszą kierowniczkę muzyczną Yvette Metoyer, pracowałem z nią przy For Life – dobrze mieć w zespole sprawdzonych ludzi. Ma dobre ucho do muzyki, niezależnie od gatunku. To, co znajduje, potrafi zaskoczyć i wywołać emocje. Nieraz są to niezbyt znane utwory, jednak bardzo przyjemne w odbiorze. Yvette przeważnie przekazuje playlistę montażystom, a oni wybierają utwory, które z kolei przekazują nam. W 70% przypadków akceptujemy wybór montażystów i kierowniczki dźwięku, chociaż czasami musimy poszperać i poszukać czegoś innego. Muzyka stanowi ważny, emocjonalny aspekt serialu.
Co przydarzy się dr Amy Larsen w drugim sezonie? Które wątki fabularne planujecie kontynuować?
Barbie: Wątek drugiej szansy Amy doczeka się rozwinięcia. Podczas gdy w pierwszym sezonie lekarka skupiała się głównie na naprawianiu tego, czego nie pamięta, tak w drugim zajmie się tym, co pamięta. Nieco bliżej poznamy także inne postaci, ludzi z otoczenia Amy, a także przyjrzymy się zmianom w relacjach oraz ich rozwojowi.
Czy pojawią się ujęcia retrospektywne, ukazujące jej dawne relacje z synem?
Barbie: Dużo o tym rozmawiamy. Chcielibyśmy, by każda opowiedziana przez nas historia była powiewem świeżości. Nie chcemy odtwarzać czegoś, co już zrobiliśmy. Jeśli zatem okaże się, że jest jakiś niedopowiedziany wątek dotyczący Danny’ego, dokończymy go. Musimy zbadać, czy wszystko zostało już powiedziane.
Hank: Ujęcia retrospektywne to ważny element serialu, bowiem umożliwiają widzom porównanie Amy z dziś z tą sprzed wypadku. Wymazano jej osiem lat życia – na przestrzeni sezonu pokazujemy wiele różnych wątków. Nie wszystko jednak zostało ujawnione, co możemy wykorzystać na wiele sposobów, jako przeciwwagę dla teraźniejszości. Retrospekcja z pewnością się pojawi, zresztą widzowie to uwielbiają, ponieważ pozwala im to na lepsze zrozumienie zarówno Amy, jak i pozostałych postaci.
Molly otacza wspaniała obsada. Co ci aktorzy wnoszą do serialu?
Barbie: Są niesamowici. Mamy mnóstwo szczęścia. Gdy obsadziliśmy Molly, serial wskoczył na zupełnie inny poziom. Dla mnie, dla Hanka i pozostałych ważne było, by pozostali aktorzy dorównali jej poziomem. Wszystkim się udało. Może bardziej zależało na tym mnie, a nie widzom. To przekochani ludzie. W ekipie są sami zawodowcy. Zdeterminowani, by wykonać świetną robotę, stworzyć wspaniały serial. To nie takie częste.
Hank: Zdecydowanie to nie jest bardzo częste. Mieliśmy szczęście. Oboje pracowaliśmy już ze Scottem Wolfem, który zagrał zaskakującą, jak na siebie, rolę antagonisty. Omar Metwally jest silny, stateczny, empatyczny i wrażliwy, co nie pozbawia go energii samca alfa. To taki wymarzony mąż – zastanawiasz się: „Jak ja mogłam go odrzucić?”. John Ecker stanowi świetną przeciwwagę dla Omara. Obaj mężczyźni emanują zupełnie inną energią. Mimo że znajdują się na innych etapach życia, obaj są dla bohaterki atrakcyjni jako partnerzy – i to właśnie czyni ten serial ciekawym.
Barbie: Zawsze interesowało nas to, co właściwie definiuje kogoś jako osobę. Ona nie pamięta ośmiu lat swojego życia – ile wspomnień trzeba mieć, by wciąż być tą samą osobą? Ile miłości, którą kogoś darzysz, oparte jest na wspomnieniach, a ile na czymś, czego nie da się opisać? No i dochodzi do tego klasyczna kwestia: Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Czy to w ogóle możliwe? Czy to zadziała?
To bardzo ciekawa sytuacja, ponieważ pojawia się tyle różnych czynników, że nie wiadomo, po czyjej stronie stanąć.
Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.