Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Koszmarne komando - recenzja komiksu

Autor: Piotr Pocztarek
13 lutego 2026
Koszmarne komando - recenzja komiksu

Opowieści publikowane w ramach linii DC Horror bywały do tej pory bardzo nierówne. Szczerze liczyłem więc, że Koszmarne komando, wydane chyba tylko z okazji ciepłego przyjęcia serialu animowanego z platformy HBO Max, zmieni trochę ten stan rzeczy. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze – wszak nieco szalona drużyna składająca się z samych potworów to coś, co ma prawo wypalić, szczególnie w gatunku horroru akcji. Tym razem jednak tak się nie stało. 

Strona komiksu Koszmarne komando

Pierwszą lampkę ostrzegawczą wzbudził u mnie już opis okładkowy, który… w sumie nie mówi nic i skupia się na zwrotach takich jak „pazury są gotowe do ataku” czy „krew leje się strumieniami”. I nie dziwię się, bo w albumie Koszmarne komando niespecjalnie jest miejsce na jakąś opowieść. No dobrze, formuje się tu oddział przypominający nieco Suicide Squad, tylko zamiast rasowych przestępców mamy wampira, wilkołaczkę, gorgonę, przerośniętego potwora podobnego do Frankensteina etc. Do tego dorzućcie działającego zakulisowo złola ze świata DC, prosto z panteonu przeciwników Supermana, który w sumie głównie gada stojąc przed ścianą monitorów i macie mniej więcej cały obraz. 

Strona komiksu Koszmarne komando

Podobnie jak miało to miejsce przy Sierżant Rock i armia trupów, tak i do tego komiksu scenariusz napisał amerykański aktor – tym razem był to David Dastmalchian. I chociaż gwiazdor Late Night with the Devil, Diuny czy Oppenheimera romansował już wcześniej z Darkhorse, Image czy wielką dwójką, to jednak na ekranie idzie mu zdecydowanie lepiej niż na fotelu komiksowego scenarzysty. Niby stara się przemycić szczyptę humoru i nakreślić tarcia pomiędzy członkami drużyny, ale charaktery poszczególnych postaci są tak słabo nakreślone, że w sumie czytelników niespecjalnie obchodzą te zależności. Może więc Koszmarne komando akcją stoi?

Ano stoi, tylko jest to akcja tyleż nieustanna, co miałka i bezpłciowa. Albo raczej sprawia takie wrażenie, bo rysunki Jesusa Hervasa (Cyberpunk 2077, Świat Akwilonu) są po prostu mało wyraziste. To o tyle dziwne, że jego prace z wyżej wymienionych komiksów prezentowały się lepiej. Tu są chaotyczne i nawet jeśli udało się stworzyć w miarę ciekawe projekty postaci, to całość i tak nie zapada w pamięć, bo ciągła rozpierducha zlewa się w jedno. Zresztą potworna drużyna to nawet nie pomysł Hervasa – Creature Commandos zadebiutowali w 1980 roku za sprawą J. M. DeMatteisa i Pata Brodericka. Dolary przeciwko orzechom, że oryginalną, chociaż już wiekową serią bylibyśmy bardziej zachwyceni. 

Strona komiksu Koszmarne komando

Koszmarne komando utrzymane jest w konwencji kina klasy B, albo i C. Nie ma zaskakiwać, nie ma nawet straszyć, po prostu ma być „fajne”. I wierzę, że komuś taki miks skupiający się na akcji podejdzie, bo całość czyta się bardzo szybko, ale to sztuka dla sztuki. Wszystko jest tu sztampowe, toporne i przewidywalne, a pokazanie, że prawdziwymi potworami są ludzie, bo zachowują się gorzej niż nasi bohaterowie wyglądają, to w sumie nic nowego. Nie ma tu chociaż jednego zaskakującego punktu, oryginalnego spojrzenia mogącego ożywić tak wyświechtaną koncepcję. Wielka szkoda. 


Tytuł oryginalny: DC Horror Presents: Creature Commandos
Scenariusz: David Dastmalchian
Rysunki: Jesus Hervas
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2025
Liczba stron: 144
Ocena: 40/100

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.