
Mimo wszystko Essex to geniusz, ale i szaleniec. Wielki wizjoner z jeszcze większym ego. Gillen rozszerza jego historię i choć nosi to znamiona komiksowego nadmuchiwania przeszłości bohatera, w tym przypadku nadaje to wszystkiemu ciekawych odcieni. Do tego dochodzą Destiny i Moira. Ta druga może nie osobiście, ale jej duch przenika wyspę i przede wszystkim szalony umysł Sinistera na wskroś. W międzyczasie dostajemy uzupełnienie wydarzeń z Sądnego dnia. I tu oficjalnie odwołuje swoje pretensje o skróconą zawartość albumu prezentującego event. Do tego forma podzielenia go na tie-iny sprawdza się o wiele lepiej, choć co bardziej zapominalscy czytelnicy pewnie będą musieli się do niego cofnąć.
Autor Die daje też czas innym bohaterom. Exodus odkrywa osobistego mesjasza. Destiny i Mystique grają w swoją grę, a reszta bohaterów nieco niknie w ich cieniu. Zaskakująco dobrze radzi sobie tu Nightcrawler, od dawna spychany na drugi plan w świecie mutantów. Do tego dochodzi Orchis, która zyskała w oczach ludzi udziałem w walce z Protoplastą. Antymutancką atmosferę podgrzewa fakt, że nieśmiertelność mutantów wyszła na jaw i zachłanna ludzkość też tak chce… Gillen wzorowo uniósł dziedzictwo Hickmana i choć niektóre przetasowania były na wyrost, szykuje się niezły finał Ery Krakoi. Co jest pocieszające, ale i smutne.

Dlaczego znowu lamentuję nad tym, że Era Krakoi to jedynie etap w historii mutantów Marvela, a nie wieczysty porządek? Mieliśmy już setki przygód około-superbohaterskich z X-Men w roli głównej i jeszcze więcej kryzysów, o czym świadczy choćby cykl X-Men. Punkty zwrotne. Tym razem dostaliśmy coś świeżego. Ukonstytuowanego i odległego od reszty peleryn Domu Pomysłów, ale zarazem będącego na tyle blisko, by ukręcić razem coś ciekawego. Hickmanowi nie dane było dokończyć wszystkich planów, a zainteresowanych odsyłam do wywiadów z autorem. Cieszmy się jednak Krakoą, póki trwa. A może i kiedyś powróci, gdy Dom Pomysłów doceni solidnych scenarzystów ponad wykonawców taśmowych fabułek?
Za niemal wszystkie tytuły z X-Men czasów Krakoi odpowiadają rysownicy typowi dla klimatów superbohaterskich. Tu jednak mają większą szansę się wyszaleć. Essex to generator dziwacznych sytuacji. Od swej genezy w XIX wieku, aż po próby eliminacji Cichej Rady. Bywa nawet groteskowo zabawny, jeśli nie zwróci się uwagi na jego ludobójcze zapędy. Zanim jednak zajrzycie do środka, spójrzcie na okładkę. Przedstawia fragment pierwszego zeszytu Immortal X-Men, a inspiracja jest iście renesansowa i symboliczna, za co szacunek dla jej autora.

Przeznaczenie X: Nieśmiertelni X-Men to zaawansowane stadium Ery Krakoi. Idee założycielskie spotkały się z rzeczywistością. Społeczna jedność zaczyna nosić ślady podziałów, a ojcowie tego wszystkiego powoli tracą władzę na rzecz dyletantów. Jakby to była Polska. To też wstęp do historii Sins of Sinister, w której Essex odegra kluczową rolę. Era Krakoi nie pozwala się nudzić i szkoda, że Hickmanowi nie dane było rozwinąć swej wizji w pełni. Na szczęście sporo jeszcze przed nami.

Tytuł oryginalny: Immortal X-Men by Kieron Gillen vol.1, Immortal X-Men by Kieron Gillen vol.2
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Michele Bandini, Lucas Werneck
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2025
Liczba stron: 271
Ocena: 80/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.