
Wiek cienia to antologia osadzona w dystopijnym świecie noszącym ślady zagłady, najprawdopodobniej spod znaku atomu. Świat dzieli się na wyjałowiony i toksyczny Wielki Eksterior i miasta zamieszkane przez U-dzi. Brzmi to jak typowa postapokalipsa i Caza nie wstydzi się czerpać z utartych klisz gatunku, ale robi to po swojemu. Magia przeplata się tu z technologią. Eteryczne istoty z niezgrabnymi śmiertelnikami. Jest i otoczenie tak różne od tego, czego można się spodziewać po wyjałowionym świecie. Caza czaruje słowem i obrazem, choć jego zaklęcia są tutaj szybkie i czasem ich efekt wydaje się być niezauważalny.
Świat Arkadiego opowiedziany był w monumentalnym, ale wciąż przygodowym stylu. Wiek cienia idzie inną ścieżką. Tu nie ma protagonisty. Nie ma nawet stałych bohaterów, a szczegóły świata przedstawionego ujawniane są oszczędnie. Motywem przewodnim jest upadek cywilizacji U-Dzi i wzrost społeczności Innych. Ci pierwsi to trzymane pod technologicznym kloszem istoty, rozlazłe w swej fizjonomii i stylu bycia. Inni stanowią większą zagadkę. Są baśniowo eteryczni, ale jak bywa z na poły magicznymi istotami, kryją w sobie mroczny pierwiastek. Nie ma tu otwartych starć między dwoma nacjami. Choć kolejne miasta padają, autor ukazuje głębszy aspekt. Mówiąc brutalniej - każda metropolia obrywa czymś innym. I jakoś nie szkoda mi zblazowanej społeczności U-Dzi.

Opowiadania są krótkie, ale nie polecam wchłaniać ich szybko. Caza to nie autor lekkostrawnych powiastek i choć gabarytowo nie ma tu imponującej historii, to na kwiecistej miejscami narracji, pełnej literackiej fantazji, tworzy soczysty, artystyczny koktajl. Nie wszystko jest wyłożone jasno. Przenosimy się z miejsca do miejsca, bez wspominania o poprzednich wydarzeniach. Pojawiła mi się w głowie myśl, że całość wygląda jak wstęp do czegoś większego, ale ostatecznie to jedynie antologia. Złota w fantazji i wizji świata, ale skromna w swym fabularnym rozwinięciu.
Snute przez autora opowieści pozwalają mu na ogromną fantazję artystyczną. Wiek cienia nie ukazuje nam ponurego świata po zagładzie. To raczej kraina złamanego fantasy, gdzie magiczna barwność kontrastuje z chylącymi się ku upadkowi miastami. Obła pokraczność U-Dzi zderza się z baśniowością Innych, a technologia z nieznanymi siłami obracającymi w perzynę ostatnie bastiony dawnej ludzkości. Przede wszystkim jednak prace Cazy to misternie tkana opowieść, klejnot komiksu europejskiego, w której dostrzec można tą samą moc, co w pracach Moebiusa czy Druilleta. Tu nie potrzeba wielu słów, obraz mówi sam za siebie. Należy podchodzić do niego z ostrożnością. Nie żreć jak kolejnego liniowego komiksu z peleryniarzami, a degustować niczym najlepszy mazagran późnym latem.

Wiek cienia to pozycja równie widowiskowa co Świat Arkadiego, ale przez swą formę (i to, co z niej wynika), zdecydowanie cięższa w odbiorze. Caza kładzie akcenty w innych miejscach, choć świat po zagładzie nosi te same blizny. Mamy upadające ośrodki zblazowanej cywilizacji. Dzikie i niebezpieczne pustkowia, na których mimo to kwitnie żywotne społeczeństwo. W tym wszystkim jest też nuta boskości, choć subtelna. Pozycja obowiązkowa dla miłośników komiksu europejskiego wykraczającego poza rozrywkowe ramy. Stąd też lektura wymaga pewnej cierpliwości i docenienia kunsztu autora. Philippe Caza ma na swoim koncie niemało prac i liczę, że to nie ostatnie słowo w kwestii jego twórczości.

Tytuł oryginalny: L'Age d'Ombre
Scenariusz: Philippe Caza
Rysunki: Philippe Caza
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawca: Lost In Time 2025
Liczba stron: 112
Ocena: 75/100
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.