Advertisement
Advertisementpixel

South Park: The Fractured But Whole – recenzja przygód Szopa i przyjaciół!

Od lat mówi się, że prędzej Ben Affleck będzie Batmanem, Kevin Spacey zostanie gejem, a James Franco dostanie Oscara (…The Disaster Artist…?), niżeli uda się stworzyć dobry film na podstawie gry. W drugą stronę, na szczęście, jest znacznie lepiej. Połowa egranizacji, przynajmniej w ostatnich 10 latach, należała raczej do kategorii mało ambitnych gierek akcji, które próbowały pojechać na plecach znanej marki. Druga połowa zaś, proszę państwa, to prawdziwe perełki, które wpisały się w poczet najlepszych gier tego wieku. Batman Arkham Asylum, Obcy: Izolacja, Metro 2033nasz rodzimy Wiedźmin 3 czy wreszcie South Park: Kijek Prawdy. Ten ostatni tytuł powraca z częścią drugą – tym razem już nie w realiach fantasy, ale w klimatach czysto superbohaterskich!

W South Park masowo zaczęły ginąć koty. Szop i przyjaciele starają się odnaleźć jednego z zagubionych czworonogów, by odebrać nagrodę w wysokości 100 dolarów. Za znaleźne, chłopcy chcą… stworzyć swoje superbohaterskie uniwersum filmowo-serialowe. Na tym temacie też głównie skupia się humor w The Fractured But Whole; Trey Parker i Matt Stone robią sobie popkulturowe jaja zarówno z Marvela jak i z DC oraz całej mody na produkcje z superbohaterami. Na szczęście znalazło się też miejsce dla wyśmiania kilku innych, bardziej kontrowersyjnych tematów, w typowym dla Miasteczka South Park stylu. Nie ma tu jednak takiego natężenia żartów i chorych akcji a’la martwe, nazistowskie płody zombie jak w poprzedniej części. Fabuła nieco zawodzi i przypomina schematem to, co było już w Kijku, a pod koniec historii, gracz naprawdę traci zainteresowanie tym, w jakim kierunku to się dalej potoczy – winię brak ciekawszych twistów fabularnych i dobrze przemyślanej opowieści.

South Park The Fractured But Whole

Zobacz również: Gran Turismo Sport – recenzja pierwszej odsłony na PS4 legendarnej serii wyścigów

Naprawdę dużą zmianą w porównaniu do Kijka Prawdy, przeszedł system walki oraz rozwoju postaci. Zacznijmy od tego pierwszego – koniec ze staniem w miejscu! System turowy wciąż jest obecny, ale tym razem walka nabrała więcej dynamizmu i myślenia taktycznego. Przez pojawienie się siatki (coś na wzór tej z Heroes of Might & Magic III chociażby), możemy poruszać się po polu bitwy. Tu z kolei dochodzą wszelkiej maści ataki naszego bohatera o różnorakim zasięgu – na przykład obrażenia dostają tylko przeciwnicy po skosie czy po bokach. Zaraz na początku całej historii, musimy wybrać swoją klasę (Cartman opowiada przy tym dość smutne i tragiczne origin story naszego bohatera), która będzie determinowała styl naszej walki. Starczy powiedzieć, że później do klasy podstawowej, będziemy mogli dobrać jeszcze kilka innych klas, więc możemy stworzyć naprawdę uniwersalnego bohatera i nie musimy ograniczać się tylko do walki w zwarciu czy na odległość.

Na wielki plus zaliczają się walki z bossami. Nie polegają one wyłącznie na pokonaniu przeciwnika – często dochodzi do tego cel dodatkowy, jak unikanie niektórych pól czy nawet ucieczka z budynku. W walkach pomaga nam maksymalnie trzech sidekicków, z czego każdy ma unikalny zestaw ciosów. Rozwój postaci natomiast porzucił stroje i bronie podnoszące statystyki, a zastąpił je artefaktami (nie zdziwi nikogo, jakiego typu są to przedmioty – dildo mamy, kompendium piersi czy fidget spinner), które ulepszają staty Nowego. Wbijanie następnych leveli, odblokowuje sloty na kolejne artefakty. Staje się do stosunkowo szybko, przez co walka staje się o wiele mniej wymagająca pod koniec historii. W grze pojawiają się również mini-gierki, polegające najczęściej na pierdzeniu lub korzystania z toalety – trudno, żebym je mógł pochwalić, bo szybko stają się nudne, a już na pewno nie wywołują banana na twarzy.

South Park The Fractured But Whole 3

Zobacz również: Destiny 2 – recenzja wojny w imię Światłości i Podróżnika!

Czy nowy South Park to zawód? Chłopaki przy Kijku Prawdy dokonali rzeczy niewiarygodnych, zawiesili sobie poprzeczkę niewyobrażalnie wysoko, tworząc – przynajmniej moim zdaniem – najzabawniejszą grę w historii elektronicznej rozrywki. Z The Fractured But Whole jest trochę jak z młodszym potomkiem – lubisz go, może nawet kochasz, ale czujesz, że wszystko co najlepsze, wycisnąłeś już przy pierworodnym. Niemniej, warto zapoznać się z kontynuacją przygód Cartmana i spółki, w szczególności, jeśli nie mieliście styczności z częścią poprzednią – w pudełku z grą powinien znajdować się kod na Kijek Prawdy.

Na koniec ciekawostka: The Fractured But Whole nie doczekało się oficjalne polskiego tytułu, ale w internetach można natknąć się na dwa polskie tłumaczenia, które świetnie oddają nieprzetłumaczalny na język polski, oryginalny tytuł. Pierwszy to Podzieleni ale zRzyci, drugi zaś – W tył ku akcji. Genialne, prawda?

Ilustracja wprowadzenia: ubisoft.com

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?