Ash of Gods: Redemption – Recenzja turowego RPG od Aurum Dust

Niedawno, w zakrywającym cały rynek gier komputerowy cieniu premiery Far Cry 5, miała miejsce dużo mniej huczna premiera taktycznego turowego RPG pod tytułem Ash of Gods: Redemption. Zapewne większości graczy w momencie czytania tego tekstu po raz pierwszy słyszy o propozycji od studia Aurum Dust, gdyż tego typu gry w dzisiejszym świecie gamingowym stanowią gatunek niszowy. Ash of Gods czerpie całymi garściami z innego tytułu, który kilka lat temu został bardzo pozytywnie odebrany przez graczy – The Banner Saga. Jednak czy robi to dobrze? Czy przewyższa wykonaniem i jakością swój pierwowzór albo choć trochę mu dorównuje?

Gra została osadzona w uniwersum stworzonym przez Siergieja Malickiego na potrzeby książki o tym samym tytule. Terminium, bo taką nazwę nosi świat, w którym rozgrywa się historia, jest wzorowany na Europie z czasów średniowiecznych. Pokój, którym cieszą się mieszkańcy Terminium już od ponad 700 lat, nagle zostaje zaburzony, ponownym przybyciem obcej rasy zwanej Żniwiarzami. Mroczni przybysze pragną unicestwić wszelkie napotkane życie, a naprzeciw im staje jedynie garstka śmiałków.

AoG sc3

Zobacz również: Far Cry 5 – recenzja gry

Zacznijmy od samego początku. Przed rozpoczęciem swojej przygody gracz może wybrać dwa sposoby opowiadania historii: Classic Mode i Story Mode. Pierwszy z nich utrudnia rozgrywkę, przez co trzeba skupić się nad tym, jakie czynności się wykonuje i jakie decyzje podejmuje, gdyż gra będzie nam się „odwdzięczać”. Drugi tryb jest jakimś nieporozumieniem, z pewnego bardzo kluczowego powodu, o którym wspomnę nieco później. W ramach Story Mode mamy zdecydowanie ułatwioną rozgrywkę, łatwe starcia, oraz możliwość użycia automatycznego sterowania podczas bitwy. Wszystko po to, aby gracz mógł skupić się na fabule.

Po wybraniu odpowiadającego Mode’a przechodzimy do właściwej rozgrywki. Gra prowadzi kampanię w bardzo charakterystyczny sposób, dobrze znany fanom The Banner Sagi, gdyż składa się ona z trzech elementów: turowej walki, cutscenek z dialogami, lub bez i brzydkiej brązowej mapy.

Omówmy zatem te trzy elementy, a zacznijmy od cutscenek i dialogów. Ci, którzy mieli do czynienia już z grami tego typu wiedzą, iż gra ta opiera się w głównej mierze o czytanie ze zrozumieniem. Nie jest to oczywiście żadna wada, a nawet przeciwnie, gdyż dobrze jest czasem poćwiczyć umysł czytając, jednak fakt ten jasno wskazuje na to, że próżno szukać w tym tytule rozbudowanych animacji i ciekawych zabiegów reżyserskich. Najważniejsze w cutscenkach są dialogi, które w przypadku Ash of Gods są wręcz katorgą. Nie są one ani wciągające, ani ciekawe i przede wszystkim bardzo sztuczne. Często również są one chaotyczne i mało zrozumiałe. Powodem tego zapewne jest fatalne tłumaczenie gry na język angielski. Tak więc wspominałem, iż Story Mode jest nieporozumieniem i to właśnie tutaj leży sęk tego stwierdzenia: cutscenki i dialogi są  głównym źródłem fabuły w grze, a skoro rozmowy bohaterów przyprawiają one o mdłości, to po co je jeszcze uwydatniać?

AoG sc5

Przejdźmy do następnego elementu: turowej walki. W tym przypadku Ash of Gods wypada naprawdę dobrze. Potyczki nie są skomplikowane pod względem mechaniki: w walce może wziąć udział kilku bohaterów, z których każdy ma 2-3 umiejętności. Samych championów (w przypadku kampanii) odblokowujemy wraz z progresem wątku głównego. Posiadają oni swego rodzaju klasy: jedni leczą, inni zadają obrażenia, tutaj dodatkowo można rozróżnić tych zadających obrażenia w zwarciu, na dystans oraz w średnim zasięgu, a jeszcze inni stanowią osłonę dla reszty towarzyszy. Dodatkowo podczas walki gracz może używać magicznych kart. Są to zaklęcia, które znacząco wpływają na przebieg potyczki, mogą one leczyć, zadawać obrażenia lub wzmacniać bohaterów. Walka potrafi być bardzo wciągająca, jednak ma ona mały mankament: słaby balans. Ów balans dotyczy liczby championów, którymi sterujemy podczas bitwy, gdyż im mniej ich mamy, tym lepiej. Gracze wykonują swój ruch na zmianę kolejno różnymi bohaterami. Jeśli mamy ich mniej, to wtedy szybciej będziemy w stanie użyć znów tę samą postać i, dla przykładu, zadać w krótkim odstępie czasu dość spore obrażenia. W przypadku, gdy mamy więcej postaci stracimy ruch choćby nawet na przemieszczenie ich w odpowiednie miejsce.

W tym momencie warto również wspomnieć o tym, iż gra posiada system rozwoju poszczególnych postaci. Jest on prosty, przejrzysty i znacząco podnosi walory gameplay’owe tego tytułu.

AoG sc2

Zobacz również: A Way Out – recenzja gry ze świeżym podejściem do kooperacji

Ostatni element to mapa. Tak jak wspominałem wcześniej jest ona brązowa i brzydka. Nic szczególnego na niej nie znajdziemy. Podróżowanie po niej ma zaimplementowaną pewną mechanikę, która podobno ma urozmaicać grę – ochronne kamienie Strixes. Chronią one przed czarną magią i gracz musi posiadać ich odpowiednią ilość, aby w ogóle móc poruszać się po mapie. Niestety w praktyce utrudnia to dość znacząco rozgrywkę, gdyż zdobywanie tych kamieni nie wiąże się z żadną szczególną aktywnością, która mogłaby zaciekawić, a zmusza czasami do zaprzestania progresowania i szukania sposobu ich zdobycia.

Na samym końcu omówienia części fabularnej warto wspomnieć o tym, że podczas odgrywania kampanii gracz ma wpływ na jej przebieg wybierając odpowiednie opcje dialogowe. Czasem opcje te są jasne i zrozumiałe, przez co w późniejszym czasie mają miejsce adekwatne i oczekiwane konsekwencje, a czasem z pozoru błache wybory mają ogromny wpływ. Przykład trafia się już w pierwszym rozdziale przygody, gdy po przybyciu do magicznego runicznego kamienia odnajdujemy ślady krwi. Po interakcji z nimi mamy możliwość wezwania jednego z naszych towarzyszy do zbadania razem z nami tego znaleziska. [SPOILER] Okazuje się, że ten członek drużyny, którego wybraliśmy wtedy, parę chwil później ginie w pierwszym spotkaniu ze Żniwiarzami [KONIEC SPOILERA]. Komentować dodatkowo tego zdarzenia chyba nie trzeba. Z drugiej strony ciekawym też zabiegiem jest wpływ podejmowanych decyzji na morale całej drużyny i lojalność poszczególnych jej członków. Lojalność i morale przekładają się później na wartości bitewne bohaterów, dlatego warto czasem zastanowić się nad podejmowaniem odpowiedniej decyzji, a nasi kompani będą walczyć zacieklej.

AoG sc4

Ash of Gods oprócz kampanii posiada również tryb rozgrywki sieciowej i naprawdę chwała twórcom za to. Jest on bardzo prosty i przyjemny w obsłudze. Tworzymy swoją drużynę i walczymy na arenie z innymi graczami. Za wygrane pojedynki otrzymujemy „chwałę”, która jest swego rodzaju punktacją rankingową oraz złoto, które możemy wydawać na targu. Na targu znajdziemy różne ciekawe przedmioty, karty, czy też bohaterów. Dodatkowo w przyszłości zostaną odblokowane wyzwania, a także Jaskinia, o której jeszcze nic nie wiadomo. Cały ten tryb wygląda bardzo solidnie i gwarantuje zdecydowanie długie godziny porządnej rozgrywki z innymi graczami. Zapowiedź kolejnych ciekawych możliwości, które mają pojawić się w multiplayerze w przyszłości napawa dość sporą nadzieją.

AoG sc1

Zobacz również: Cenega zapowiada Yakuzę Kiwami 2 w edycji limitowanej

Zdecydowanie najlepiej w całej produkcji wypada aspekt audiowizualny. Grafika jest bardzo przejrzysta i przyjemna dla oka, a muzyka to wręcz arcydzieło. Już od pierwszego uruchomienia gry zostałem oczarowany świetną ścieżką dźwiękową, która jest bardzo klimatyczna, a charakterem bardzo przypomina tą znaną z Wiedźmina 3. Każdy fan muzyki filmowej lub też ścieżek dźwiękowych z gier będzie wręcz zachwycony.

Podsumowując: Ash of Gods to dość solidnie wykonana gra pod względem gameplay’owym i audiowizualnym, która zwyczajnie cierpi na słabo wykonaną kampanię. Przyczyną tego, w głównej mierze, są fatalne dialogi. Tutaj wina zapewne leży po stronie tłumaczy, gdyż szczerze wątpię, aby tak autor książki wykreował swoich bohaterów. W grze na każdym kroku widać podobieństwo do The Banner Sagi, jednak produkcja Aurum Dust ma też sporo własnego podejścia do rozgrywki. Jest to mimo wszystko tytuł, który warto polecić. Wciągające potyczki zarówno z NPC, jak i z graczem, w trybie sieciowym, przy akompaniamencie cudownej oprawy muzycznej to jest to, czym tak naprawdę stoi Ash of Gods: Redemption.


Grę kupicie na stronie Kinguin.net

kinguin.jpeg

Gra była recenzowana na platformie PC

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?