Ni No Kuni 2: Revenant Kingdom – recenzja wielkiego, baśniowego świata magii.

Tak to już jest na tym świecie, że nie na co dzień spotykamy się z ludzkim idealizmem. Śmiałbym nawet stwierdzić, iż ludzka szlachetność bywa towarem ze wszech miar deficytowym. Prostolinijność, uczciwość i bezinteresowne dobro oraz chęć służenia innym w celu zostawienia po sobie świata lepszym, niż go się zastało, cytując poczciwego Lorda Badena-Powella… Wszystko to występuje dziś nad wyraz rzadko. Może to tylko mój defetyzm, przecież już dawno temu mawiano o tempora, o mores. Ale nawet będąc tego świadomym, zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. Jednak nie będzie tu elaboratów o kondycji moralnej społeczeństwa czy brytyjczykach, którzy trafili na karty Czarnej Księgi za swój potencjał do czynienia świata lepszym. Wszystko powyższe jest wstępem recenzji. Recenzji, która powstała tuż po moim powrocie z wielobarwnego świata szlachetnych władców, ich wiernych przyjaciół oraz adwersaży, którzy chcą odebrać im owoc ciężkiej pracy jakim jest nowy, lepszy świat.

nnk21

Zobacz również: Ash of Gods: Redemption – Recenzja turowego RPG od Aurum Dust

Ni No Kuni 2: Revenant Kingdom to dzieło Level 5 – producentów serii Dark Cloud, Yo-Kai Watch oraz pierwszej części Ni No Kuni. Produkcja drugiej części serii jest w wielu spektach wyjątkowa. Po pierwsze – wyszła ona na peceta. Dotychczasowe tytuły od tego studia były nastawione głównie na konsole i urządzenia mobilne. Drugim faktem decydującym o wyjątkowości Drugiego Świata (tak w wolnym tłumaczeniu rozumieć można ni no kuni) jest to, że w przeciwieństwie do pierwszej części, nad drugą nie pracowało oficjalnie studio animacji Ghibli, a jedynie Yoshiyuki Momose (po pracy w Ghibli założył własne studio w 2005 roku), który odpowiedzialny jest za modele i koncepty bohaterów. Trzecim dowodem potwierdzającym wyjątkowość produkcji jest złożoność elementów rozgrywki i zręcznościowy charakter walki drużyny głównego bohatera – pierwsza część stawiała na walkę turową i nie oferowała możliwości budowy stolicy królestwa czy prowadzenia bitew. To wszystko składa się na jeden wniosek – czekaliśmy na grę długo, data premiery była dwukrotnie przesuwana, ale doczekaliśmy się naprawdę porządnej gry, w którą możemy wciągnąć się na wiele, wiele godzin!

nnk22

Zobacz także: PlayStation Plus na kwiecień – kolejny duży tytuł na PS4!

Twórcy zaoferowali nam wiele atrakcji, jeśli mowa o różnorodności elementów rozgrywki. Ale nie to wyróżnia Ni No Kuni 2: Revenant Kingdom najbardziej. Mimo wielu mocnych stron produkcji, niewątpliwie najmocniejszą jest… przedstawiona historia i postacie. Dialogi – przynajmniej w wersji angielskiej – zostawiają wiele do życzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że historia Evana i Rolanda, a także ich przyjaciół, po prostu wciąga bez reszty. Stoi za tym kilka powodów. Przez całą grę obserwujemy jak Evan dorasta – rzucony w wir przykrych wydarzeń mały chłopiec nadal zachowuje w sercu dobroć i determinację, by stworzyć królestwo, w którym wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Z dobrotliwego, ale naiwnego i nieporadnego chłopca, staje się dumnym, usamodzielniającym się młodzieńcem.

nnk23

Jest tu także Roland – imię nieprzypadkowe, znane wszakże ze słynnego chanson de geste – tajemniczy człowiek, który niespodziwanie przenosi się do świata Evana. Tu, w mgnieniu oka okoliczności skłaniają Rolanda do pokazania wszystkim z jakiej gliny jest ulepiony – mimo sytuacji równie irracjonalnej co kłopotliwej, staje się on przyjacielem, strażnikiem, głosem rozsądku i w pewnym stopniu przybranym ojcem młodego arystokraty, który utracił biologicznego ojca w wyniku spisku. Na początku gry wiemy o nim tylko tyle, że pochodzi on z innego, podobnego do naszej rzeczywistości wymiaru i jest tam prezydentem. Został magicznie przeniesiony do królestwa Ding Dong Dell (to jRPG, nie ja wymyślam tu nazwy) tuż po detonacji pocisku, który zrównał z ziemią całe miasto, do którego nasz bohater był transportowany w konwoju. Teleportacja zdaje się nie tylko leczyć rany Rolanda, ale i… znacznie go odmładza (i przyspiesza porost włosów – może dlatego wiedźmin Geralt nie lubi teleportów?…). U boku młodego króla stara się uczynić to, czego nie udało się uczynić w jego rzeczywistości – stworzyć zjednoczony, szczęśliwy świat, w którym ludzie żyją w dostatku i sprawiedliwości. Niebawem jednak okazuje się, że Evan, Roland i przyjaciele mają przeciwnika znacznie potężniejszego, niż mogłoby się wydawać, a starania o założenie nowego królestwa stają się początkiem karkołomnego szlaku, na którego końcu przyjdzie nam walczyć o losy całego świata!

nnk24

Zobacz również: Sonic Mania Plus od Cenega Polska już niebawem!

Fabuła oraz postacie to tylko jedna z wielu zalet produkcji. Jak już wspomniałem – tytuł oferuje wiele elementów rozgrywki. I tak w jednej chwili walczymy z przeciwnikami i wypełniamy zadania w jednej lokacji, aby chwilę potem podróżować po wielkiej mapie świata gry, napotykając drużyny przeciwników oraz zbierając zasoby niezbędne do rozwoju bohaterów jak i całego królestwa. Następnie wkraczamy na pole bitwy, a po zwycięskiej batalii wracamy do stolicy, aby ją rozbudować. Oprócz zręcznościowych zmagań przy użyciu miecza i magii mamy tu też doczynienia z odrobiną strategii i ekonomii. Istnieją tu także minigry logiczne, które jeszcze bardziej urozmaicają rozgrywkę. Nigdy nie sądziłem, że jakikolwiek jRPG będzie w stanie pochłonąć mnie bez reszty. A oto proszę – stało się!

nnk25

Grafika, bez dwóch zdań, jest także mocną stroną produkcji. Prosta, przywodząca na myśl przyjazne anime, pełna pastelowych barw. Mimo prostoty stylu efekty świetlne, animacje i ogólny całokształt strony graficznej sprawiają, że chce się brnąć głębiej w ten świat. Grafika – jak i cały tytuł – jest właśnie taka pastelowa i family-friendly. Ale pod fasadą tej lekkości i niewinności kryją się wartości oraz motywy, które wymagają dojrzałości od gracza, aby w pełni je zrozumieć. I to w wielkiej mierze sprawia, dlaczego gra jest tak czarująca.

nnk27

Okej, okej… Mnóstwo zalet. Fakt. Ale nie mogłoby być za słodko. Do wad, które mnie najbardziej drażnią, należy liniowość rozgrywki. W grze tak naprawdę mamy mało możliwości realnej decyzji, która będzie istotnie wpływać na dalszą rozgrywkę. Jesteśmy od początku prowadzeni za rączkę. Mamy pewien panel rozwoju postaci, ale to trochę mało. Zadań pobocznych tak naprawdę nie ma (aż się przypomniał nasz rodzimy Lords of the Fallen…). Na całe szczęście zalety nieco niwelują uporczywość tej wady, a charakter całej gry sprawia, że… ciężko tu o jakieś negatywne emocje, z irytacją włącznie. Mniejszą wadą są tutaj dialogi – mamy pełne rozmowy bohaterów, czytanki (gdzie tak naprawdę postacie coś odburkną, stękną albo prychną i to wszystko, jeśli chodzi o przekaz werbalny; raczej mowa tu o dźwiękowych emotkach niż o rozmowie) oraz sporadyczne wejścia lektora, które sprawiają, że czujemy się jak w opowiadanej baśni. Dialogi mają swoiste poczucie humoru – i to jest bardzo fajne – ale w wielu przypadkach są pisane bardzo topornie. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że to celowa zabawa językiem. Tak czy inaczej – to niestety trochę męczy. Ostatnią wadą jaka rzuciła mi się w oczy jest to, że nie mamy wielu możliwości bawienia się outfitem postaci, a już zwłaszcza na początku przygody. To mała niedogodność, dlatego zgodnie z gradacją przedstawiam ją jako ostatnią w tym zestawieniu. Jednak chciałoby się czasem na początku gry zmienić fatałaszki Evana w jakiś płaszcz godny młodego arystokraty. A i Roland – najpierw w garniturze, potem w mundurze królewskiego oficera – mógłby w końcu wdziać się w połyskujący płytowy pancerz. Może to tylko czepialstwo z mojej strony i przyzwyczajenie z niektórych zachodnich RPGów, ale tak czy inaczej – zostaje to jedynie w sferze marzeń. A szkoda.

nnk26

Zobacz również: Cenega zapowiada Yakuzę Kiwami 2 w edycji limitowanej

Jednak tak jak wspomniałem to wcześniej, tak i wspomnę na zwieńczenie recenzji – wady Ni No Kuni 2 dają się przyćmić zaletami. W świat się wnika, bohaterów zaczyna się rozumieć jeszcze przed wyświetleniem dialogów, a zarazem gra i tak wciąż zaskakuje. Nigdy nie byłem szalonym fanem jRPGów, a mimo to ten tytuł mnie po prostu kupił. Jest barwny, rozległy, ciekawy i przyjazny. To produkcja, która wciągnie tak samo małoletniego gracza jak i starego wyjadacza gier video. Nawet, jeśli nie przepadał on dotąd za jRPGami. Świat przedstawiony jest zarazem egzotyczny i magiczny, a jednak bardzo szybko staje się nam tak bardzo bliski. Może dlatego, że chcemy, aby bliska nam była uczciwość, sprawiedliwość, determinacja i pogoda ducha? Tu, po tej drugiej  stronie monitora?


Grę możecie kupić na Kinguin.net

kinguin.jpeg


Gra była recenzowana na platformie PC 

Mały, szary człowiek. Tak podsumowałby go pewnie Adam Ostrowski. Albo też "bardzo dziwny, zaczarowany chłopiec" jak zrobiłby to Nat King Cole. Niepoprawny politycznie obserwator współczesności - świata, kina, książek i gier wideo.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?