Injustice 2: Legendary Edition – recenzja bijatyki z bohaterami uniwersum DC

Moje growe doświadczenie zbieram już dobrych 20 lat, a wszystko zaczęło się pewnego pięknego dnia, gdy to starszy brat przyniósł do domu szary, plastikowy prostopadłościan z napisem Sony PlayStation. 20 lat grania w gry; szmat czasu i naturalnym jest pytanie, czy mi to jeszcze nie zbrzydło, szczególnie dzisiaj, w czasach gdy branża zaczyna zjadać swój własny ogon. Przyznam się Wam szczerze, że mam momenty zwątpienia. Dla przykładu, od czasu zagrania w Mortal Kombat X, nie sądziłem, że zagram w lepszą bijatykę i pozostaje mi się czuć spełnionym pod tym względem. A już dwa lata później wyszło Injustice 2

NetherRealm Studios swój romans z uniwersum DC zaczęło dość dawno, bo dekadę temu, gdy to światło dzienne ujrzało Mortal Kombat vs DC Universe, tytuł raczej średnio przyjęty przez gamingową społeczność. 5 lat później, Ed Boon wraz ze swoją ekipą powrócił do komiksowych herosów w bardzo udanym Injustice: God Among Us. Może nie była to żadna rewolucja w świecie bijatyk i początkowo traktowano to jako ciekawostkę – grzeczną alternatywę dla krwawej Smoczej Serii, ale swojego sequela się jednak doczekała. Kontynuacja, nazwana po prostu Injustice 2, osiągnęła w moim odczuciu coś, co nikomu nawet przez myśl nie przeszło – dorównała MKX, a w niektórych kwestiach nawet go przebiła.

https://www.youtube.com/watch?v=pyjyw0U7vJk

Zobacz również: Byliśmy w Monachium na prezentacji nowego auta, które trafi do Gran Turismo Sport i na tory wyścigowe!

Rozwiejmy wszelkie wątpliwości tudzież niedowierzania – w czym, tak na dobrą sprawę, bijatyka z bohaterami DC przewyższa absolutne cudo, jakim jest dziesiąta część Mortal Kombat? Podstawową sprawą okazuje się być grywalność. Injustice 2 jak na pozornie zwykłą, fightingową grę, mocno angażuje gracza, w zasadzie już z chwilą pojawienia się menu na ekranie telewizora. System, jaki twórcy zastosowali w swojej produkcji, opiera się na niczym innym, jak na znanych i kochanych lootboxach! NetherRealms nie poszło jednakże w ślady swoich kolegów z branży i swój skrzynkowy system stworzyli w bardzo przystępny, nieinwazyjny sposób. Skrzynki Macierzy, bo tak nazywają się tu skrzynie z lootem, wypadają praktycznie za każdą naszą aktywność w grze. Skrzyneczki zawierają wyposażenie przeznaczone dla zawodników z roosteru. Gear ten nie tylko zmienia wygląd postaci, ale również w większości przypadków podnosi jej statystyki – voila, w ten prosty sposób, z komiksowej bijatyki robi nam się… komiksowa bijatyka z elementami rasowego RPG-a.

hellboy

Zobacz również: Zemsta Spartiaty Albinosa – historia serii God of War!

Przejdźmy do trybów gier. Oczywiście, w Injustice 2: Legendary Edition znajdują się wszystkie podstawowe tryby, które przyzwyczaiły nas do swej obecności na przestrzeni lat w innych bijatykach. Tak więc mamy klasyczne story mode (z całkiem niezłym scenariuszem zresztą) czy pojedynkowanie się online jak i offline, ale czymś, co sprzedaje ten tytuł, okazuje się być tryb nazwany Multiwersum. Zabawa w sumie nieskończona, bo codziennie czekają na nas nowe zadania oraz nagrody do wywalczenia. Sam system walki zaś przeszedł mały lifting. Powracają znane z poprzedniczki unikalne umiejętności dla każdej z postaci, a także paski, umożliwiające (po ich naładowaniu) wzmocnienie lub sparowanie podstawowych ataków czy też wykonanie ciosu specjalnego, na wzór X-Rayów z Mortala. Co najważniejsze, rozgrywka stała się bardzo szybka. Wymiana ciosów następuje w zastraszającym tempie, a zawodnicy przemieszczają się z jednego końca areny na drugi w bardzo krótkim odstępie czasowym. Dynamizacja tego aspektu rozgrywki była doprawdy strzałem w dziesiątkę; każde kolejne starcie jest oddzielną przygodą, obfitującą w sporą dawkę adrenaliny, jak i piękne krajobrazy plansz, na których toczone są pojedynki.

multiwersum

Zobacz również: TOP 2018 – Najlepsze Gry Roku! Ranking aktualizowany!

Podstawowy skład zawodników opiera się na trzonie dobrze znanym z poprzedniej części – znajdziemy tu Batmana, Supermana, Wonder Woman czy Jokera. Niemniej, kilka znanych osobistości (Hawkgirl, Raven, Lex Luthor) zostało zastąpionych sporo mniej znanymi postaciami. Z jednej strony to bardzo fajne rozwiązanie, bo mamy szansę zapoznać się z ciekawymi bohaterami, którzy dopiero czekają na swoje pięć minut – z drugiej, odczuwalny jest brak tych paru kultowych herosów i złoczyńców. Legendary Edition zawiera jednak ośmiu wojowników, wydanych pierwotnie w formie DLC, tym samym podnosi liczbę grywalnych postaci do 37 (!). Lekki niesmak pozostawia brak Darkseida, dołączanego oryginalnie do zamówień przedpremierowych. Wciąż, i bez niego jest w czym przebierać.

Najwięcej przyjemności sprawiła mi walka Atomem, Hellboyem i Wojowniczymi Żółwiami Ninja. NetherRealm słynie z niezwykle udanych wyborów przy wprowadzaniu dodatkowej zawartości do swych gier i niewątpliwie przekłada się to także w sequelu God Among Us. No, może poza dwoma wyjątkami… Raiden i Sub-Zero, znani z serii Mortal Kombat, zaliczają tu swoje gościnne występy. Co tu dużo mówić – wydają się być naprawdę niepotrzebni tej grze, mającej już bądź co bądź swoją renomę i grono oddanych fanów. Zrozumiałbym jeszcze upchnięcie jednej tuzy Smoczej Serii (w tym wypadku Raiden wypada znacznie lepiej od człowieka-zamrażarki), ale to wciąż nic innego jak zablokowanie miejsca dla wielu innych postaci z teoretycznie większym, ciekawszym potencjałem.

injustice 2 lootbox

Zobacz również: 2K pracuje nad kolejnym BioSchockiem? Pojawiły się pierwsze wskazówki!

Trochę to do mnie nie dociera, jak to jest możliwe, że każda kolejna bijatyka spod szyldu NetherRealm Studios jest coraz lepszym tytułem. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by stworzyli coś lepszego od dziesiątego Mortala czy recenzowanego tu Injustice 2, a jednocześnie mam stuprocentową pewność, że tego dokonają i raz jeszcze mnie zaskoczą. Nic, tylko czekać na pogłoski i plotki o następnej grze studia, a w międzyczasie jedyne co nam pozostaje, to ogrywanie Injustice 2: Legendary Edition. Niby zwykła bijatyka, ale jej pokłady grywalności są doprawdy niewyczerpalne. Masa funu, naprawdę warto.

Grę zakupicie na stronie muve.pl w wersji na PS4 oraz PC-ty.

Gra była recenzowana na platformie Playstation 4 

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?