100 naboi tom 5 – recenzja komiksu

W okolicach trzeciego tomu 100 naboi byłem pewien, że Brianowi Azzarello powinie się noga na finiszu i nie uda mu się utrzymać poziomu, jaki dotąd prezentował. Wystarczającym argumentem ku tym obawom była zmiana osi fabularnej. Dotąd scenariusz skupiał się na motywie walizek zawierających pistolet i setkę niewykrywalnych pocisków. Dopiero gdzieś w połowie autor skupił się na wyjaśnieniu, skąd wzięła się ich moc i o co właściwie chodzi Gravesowi. Miejscami jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszystkiego jest tu za dużo. Czy finał w 100 naboi tom 5 nieco naprostuje sytuację?

Strona komiksu 100 naboi tom 5

Wraz z biegiem wydarzeń agent Graves przestaje być tak tajemniczy, jak miało to miejsce na początku. Starszy pan, któremu daleko do oblicza miłego nestora, okazuje się twardym graczem, rozstawiającym swoich ludzi na odpowiednich pozycjach. Scenarzyście do końca udało się utrzymać enigmatyczność agenta. Jego działania nie wrzucały go ani do szufladki dobrych, ani złych. Posługiwanie się nieokiełznanymi Minutemenami, intrygi, gierki i wszelakie manipulacje przechylają szalę na stronę negatywną, lecz szeroko pojęty styl bycia i estyma stylowego i opanowanego pana w jesieni życia kierowały ogólny bilans na jasną stronę. W efekcie niemal do ostatnich zeszytów niejasne były motywy kierujące Gravesem, za co Azzarello powinien dostać brawa.

Po lekturze 100 naboi tom 5 zadałem sobie rymujące się nieco pytanie – walizki czy spiski? Myślę, że oba motywy przewodnie wzajemnie się wsparły. Pierwszy z nich dał całości kopa, który to paradoksalnie pozwolił Azzarello wprowadzić bohaterów obu zwaśnionych stron. Problem zaczął się jednak, gdy neseserki poszły całkowicie w kąt i plączące się wątki myliły krok nawet samego twórcy. Azzarello czasem lubi przeładować swoje postaci i to w sposób, który ciężki do zaakceptowania byłby nawet w komiksie trykociarskim. O ile Minutemeni z założenia mieli być grupą przerysowanych zabijaków o niemałych umiejętnościach bojowych, o tyle członkowie Trustu i ich potęga miejscami raziły ekshibicjonizmem i przesadą.

Strona komiksu 100 naboi tom 5

Łapię się na tym, że chwalę ciągle głównych bohaterów 100 naboi, lecz uczciwie muszę przyznać, że drugoplanowe postacie związane z Trustem są dużo mniej ciekawsze, niż postaci niemal poboczne. Bo to właśnie w ich przypadku, kryjących się w cieniu Gravesa, Lono czy Cole’a Burnsa, najbardziej widoczne jest gawędziarstwo i pomysłowość autora. Nie wiem, skąd autor czerpał na nie pomysły, ale byłbym gotowy przyjąć setkę kul za tę wiedzę. Twórca ma też niesamowity talent do tworzenia dialogów, zwłaszcza jeśli chodzi o twardzieli. Giwery i gorzała to nie jedyne elementy pokazujące, że 100 naboi to komiks dla dorosłych. Dużo w nim golizny niczym z rozkładówki i odradzam czytanie komiksu w miejscu publicznym. W końcu w takim kryminale muszą być i „gerlsy”, czyż nie?

Pisałem to już wcześniej, przy okazji recenzji któregoś z poprzednich tomów, lecz teraz powtórzę: 100 naboi to najważniejsze dzieło Briana Azzarello. Możecie preferować inne pozycje z jego bibliografii, lecz historia agenta Gravesa, zarówno od strony walizek, jak i wojny z Trustem, to opus magnum autora wybitnego Jokera czy Księżycówki. Ma ono swoje wady i nie jest dla każdego, lecz całokształt wypada wręcz wybitnie, a rysunki Eduardo Risso czy okładki Dave’a Johnsona również należą do ekstraklasy. Mocno zirytował mnie jednak finał i długo walczyłem ze sobą, czy nie wylać z tego powodu na ostatni tom wiadra pomyj. W porę przypomniałem sobie, że serie z imprintu Vertigo, czy raczej teraz już DC Vertigo nie są optymistyczną, niekończącą się opowieścią, jednak po setce zeszytów liczyłem na coś więcej. Ostatni zeszyt jest zaskakujący, jest wręcz prawdziwą petardą. Szkopuł w tym, że jej wybuch jednocześnie ogłuszył i oślepił, burząc całą misternie tkaną fabułę.

Strona komiksu 100 naboi tom 5

Seria 100 naboi to jeden z najlepszych kryminałów, nie tylko w medium komiksowym. To tytuł tak obfity w ciekawe postaci i wątki, iż Azzarello śmiało mógłby zrobić z niego dwie równoległe serie, jedną dotyczącą walizek, drugą starcia Minutemenów i Trustu. Powiem nawet więcej – wówczas całość byłaby strawniejsza, a i można by jeszcze coś dopisać. Bo na przykład 100 bullets: Brother Lono nie tylko nie odcina kuponów, a poszerza wątek jednego z ciekawszych bohaterów. Do rzeczy jednak. Pięć opasłych tomów zdobiących półkę i ich lektura dały mi satysfakcję i na pewno powrócę do całości, tym razem wiedząc, że Brian Azzarello lubuje się w twistach fabularnych. Myślę, że tak należy traktować ten tytuł. Jako cykl posiadający główną oś fabularną, lecz urozmaiconą małymi dobudówkami pobocznych historii i postaci. Finalnie pozostaje mi tylko gorąco polecić 100 naboi, zasłużenie równych moim zdaniem legendarnej serii Sin City Franka Millera.


Okładka komiksu 100 naboi tom 5

Tytuł oryginalny: 100 Bullets Book Five
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Eduardo Risso
Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 496
Ocena: 90/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?