Cage – recenzja komiksu

W pierwszej połowie ubiegłego stulecia Marvel powołał do życia pierwszych czarnoskórych bohaterów, a biorąc pod uwagę realia społeczne, panujące wówczas w USA, był to odważny krok. Jednym z pierwszych takich herosów był Luke Cage, występujący też pod pseudonimem Power Man. Postać ta była silnie przekoloryzowana i nawiązywała do kina blaxpoitaition – co widać było po dość krzykliwym ubraniu i pewnych cechach charakteru. W Cage scenariusza Briana Azzarello tytułowy bohater daleki jest od postaci noszącej koszulę koloru kanarkowego i metalową tiarę na głowie. Marvel MAX to bowiem seria dla czytelnika dorosłego, wymagającego czegoś więcej, niż przygodowego nastroju i heroizmu, a Cage jest ciekawym przykładem jej zamysłu.

Strona komiksu Cage

Podobnie jak w głównej linii fabularnej, Luke Cage jest tu bohaterem do wynajęcia. Kimś, kto wykona za ciebie brudną robotę, oczywiście za stosowną cenę. Postać Power Mana pozbawiona jest jednak większości superbohaterskich naleciałości. Cage kieruje się pewnym kodeksem, lecz ściśle powiązanym z gotówką. Tak było i ze sprawą przypadkowo zastrzelonej dziewczyny, która miała nieszczęście znaleźć się w ogniu walki dwóch gangów. Luke jednak złamał swój finansowy kodeks i wziąwszy sprawę, trafił na coś większego, co mogło mieć niebagatelny wpływ na całą lokalną społeczność. Gangi walczące o wpływy, rozbita, patologiczna społeczność i policjant, który zapomniał o swej powinności – można by rzec klasyka gatunku. Lecz Azzarello sprawnie wymieszał to, co klasyczne, z tym, co można przestawić w świeży sposób.

W komiksie jest wszystko, do czego przyzwyczaił czytelnika twórca 100 naboi: ponura, dosłowna narracja, czasami ocierająca się wręcz o słowny naturalizm i gangsterski klimat, daleki od jakiejkolwiek cenzury. Tym samym Azzarello kolejny raz pokazuje, że w klimatach kryminalnych czuje się doskonale. Jego wersja Luke’a Cage’a przypomina bardziej lokalnego, nieoficjalnego stróża prawa, niż superbohatera, choć opinia, jaką cieszy się w swojej społeczności, syntetyzuje te dwa pojęcia. Autor ciekawie przedstawił też wątek supermocy Power Mana. Jak wiemy, jest on, między innymi, kuloodporny i ma ogromną siłę. To drugie można zauważyć – sam jego wygląd sugeruje, że nie jest cherlakiem. Z tym pierwszym jest natomiast znacznie ciekawiej – Azzarello igra tu z czytelnikiem dosłownie do ostatniej strony. Momentami jednak odnosiłem wrażenie, iż scenarzysta na siłę próbuje stworzyć nastrój kosztem dynamiki, przez co chwilami komiks dłuży się, a chwilami pozostawia niedosyt.

Strona komiksu Cage

Świat stworzony przez Richarda Corbena obfituje dekadenckim klimatem. Nieco przerysowane twarze poszczególnych postaci czy ich mimika przywodzi na myśl prawdziwie uliczne indywidua, rodem z kroniki kryminalnej. Tło, w jakim przychodzi im żyć, też nie należy do sielankowych – porównanie do przedstawiania Harlemu w kinie lat 80. będzie chyba najbardziej trafne. Same okładki poszczególnych zeszytów już wiele mówią o klimacie komiksu. Ogromną rolę odegrał tu również kolorysta Jose Villarrubia. Szarości i wyblakłe barwy mieszają się z kolorami wyrazistymi i uwypuklającymi poszczególne elementy.

Strona komiksu Cage

 

Cage to zdecydowanie pozycja dla dojrzałego czytelnika. Przemoc, seks, niewybredne dialogi i ukazanie faktu, iż superbohater nie musi wcale być harcerzykiem w pelerynie, trafi lepiej do starszych czytelników, którym znudziły się kolejne crossovery czy inne eventy o mniejszej skali. Autorzy świetnie poradzili sobie z ukazaniem w odmienny sposób postaci będącej stałym elementem klasycznego uniwersum Marvela.  Cage jest tytułem wartym przeczytania, swoistą odtrutką od komiksów, w których trykoty są zbyt nachalnym zjawiskiem. Warto przy okazji wspomnieć, iż duet Azzarello/ Corben odpowiada za znakomitego Bannera, wydanego przez nieodżałowanego wydawnictwo Mandragora.


Okładka komiksu Cage

Tytuł oryginalny: Cage

Scenariusz: Brian Azzarello

Rysunki: Richard Corben

Tłumaczenie: Piotr Czarnota

Wydawca: Mucha Comics 2017

Liczba stron: 128

Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?