Liga Sprawiedliwości tom 1 – Maszyny zagłady – recenzja komiksu

Liga Sprawiedliwości z DC Rebirth, czyli z Odrodzenia, miała ogromny potencjał. Po całkiem udanej serii przygód z Nowego DC Comics, nasi protagoniści odnaleźli się w niecodziennej sytuacji: oto Superman, którego znali, został unicestwiony, a jego miejsce zajmuje starszy, bardziej doświadczony bohater, który do tej pory pozostawał w ukryciu. Relacje pomiędzy preFlashpointowym Człowiekiem ze Stali, który jako jedyny zachował wspomnienia sprzed restartu uniwersum, a resztą drużyny z nieufnym Batmanem na czele, mogły się wyśmienicie rozwinąć. Jednak już od pierwszego tomu scenarzysta postawił na inny kierunek.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 1 - Maszyny zagłady

Stery serii o Lidze Sprawiedliwości po Geoffie Johnsie przejął Bryan Hitch, który współtworzył między innymi Erę Ultrona z Marvel Now, a także rysował Ultimates pisane przez Marka Millara. Hitch już wcześniej miał styczność z grupą, będąc samodzielnym twórcą Justice League of America Vol. 4, jednak pomiędzy sierpniem 2015 a styczniem 2017 seria doczekała się jedynie 10 zeszytów, z których ostatni zadebiutował już po starcie Rebirth. Z kolei rysownikiem został Tony S. Daniel, który miał spory udział w powstaniu serii Batman – Detective Comics z The New 52.

Jak prezentuje się fabuła? Dokładnie tak, jak mogliśmy się tego spodziewać. Ziemi oczywiście grozi zagłada, a przebudzeni do życia, ogromni kosmici rozpoczynają swoją pieśń (!), infekując ludzi, odbierając im wolną wolę, a także pobierając moc naszych superbohaterów. W sumie nic nowego – potężny antagonista, konflikt na światową skalę i nazbyt proste rozwiązanie, tym razem opracowane przez odstawionego nieco na boczny tor Aquamana.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 1 - Maszyny zagłady

Niewiele tu z kolei interakcji pomiędzy poszczególnymi członkami drużyny i nawet nieufność jej członków względem nowego Supermana niespecjalnie wybrzmiewa w dialogach. Szczególnie, że ten od razu rzuca się w wir akcji i tradycyjnie poświęca wszystko dla ludzkości. Liczyłem wprawdzie, że dłużej będzie wkupiał się w łaski Ligi Sprawiedliwości, ale wygląda na to, że tym razem pójdzie mu gładko. W szeregach pojawia się też duet (!) Green Lanternów, jednak Jessica Cruz i Simon Baz, nieopierzeni następcy Hala Jordana, póki co niespecjalnie dają się poznać czytelnikom.

Lektura przebiega dość chaotycznie i tak naprawdę nie do końca wiadomo, co się dzieje na poszczególnych kadrach. Niespecjalnie pomagają w tym rysunki Tony’ego Daniela, schludne i przyzwoite, ale mam wrażenie, że nieco gorsze w porównaniu do jego poprzednich prac. Nadal jednak wypadają zauważalnie lepiej, niż warstwa scenariuszowa, która na razie prowadzi donikąd i stawia głównie na akcję. Szkoda, że w gorszym wydaniu, niż to znane z poprzedniej inkarnacji tej drużyny.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 1 - Maszyny zagłady

Wciąż jednak mam nadzieję, że Bryan Hitch wykorzysta potencjał, jaki drzemie we współpracy Batmana, Supermana, Wonder Woman, Flasha, Cyborga, Aquamana i Green Lanternów. Pierwsza historia jest bełkotliwa i zwyczajnie mało ciekawa, jednak jest szansa, że zespołowi twórców uda się wyprowadzić serię na prostą. Wystarczy, że zrezygnują z bełkotliwych dialogów i bezsensownej akcji, a rozwiną relacje pomiędzy superherosami, chociażby tak, jak ma to miejsce w Batman – Detective Comics.


Okładka komiksu Liga Sprawiedliwości tom 1 - Maszyny zagłady

Tytuł oryginalny: Justice League Vol. 1: The extinction machine
Scenariusz: Bryan Hitch
Rysunki: Tony S. Daniel, Jesus Merino
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2017
Liczba stron: 144
Ocena: 55/100
 

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?