The Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie – recenzja komiksu

Życie wyższych sfer od wieków rozpalało wyobraźnię i przyciągało uwagę społeczeństwa. Od plotkarskich magazynów, poprzez rzetelniejsze źródła informacji, aż po książkowe biografie, niejednokrotnie autoryzowane przez samego zainteresowanego. Fakt, iż elity często sporo skrywają, stwarza pole do popisu dla najbardziej szalonych teorii spiskowych. Jonathan Hickman nie kreuje jednak kolejnej loży, której członkami są jaszczury z kosmosu – tka za to przesiąkniętą mrocznymi rytuałami rzeczywistość, w której najwięksi i najbogatsi tworzą struktury, dzięki którym kontrolują szarych obywateli w dwojaki sposób – poprzez ruchy polityczno-ekonomiczne i powiązaną z nimi… magię.

Strona komiksu The Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie

Organizacją Caina-Kankrin wstrząsa śmierć jej prominentnego członka – Daniela Rotshchilda. Zgon wygląda na okrutny mord, ocierający się o okultystyczny rytuał. Pozwala on jednak na powrót Grigoriji Rotshchild, siostry denata. Młoda kobieta, z tajemniczą towarzyszką u boku, wydaje się zagubiona wśród niechętnych jej członków organizacji. Do tego na scenie pojawiają się władze, pragnące wyjaśnić sprawę mordu bogatego i zwracającego uwagę mediów człowieka. Przewodzi im detektyw Theodore Dumas, posiłkujący się momentami dość tajemniczymi metodami śledczymi rodem z Haiti. Nic nie jest tu oczywiste, a to, co zostaje na chwilę odsłonięte, szybko staje się jedynie domysłem i marną poszlaką.

Magia to istotny, jeśli nie najistotniejszy element komiksu Hickmana i Cokera. Magia przez duże M, pozbawiona miłego i jowialnego uroku i klimatu książek pani Rowling czy nawet mroczniejszych wersji z innych dzieł fantasy. Magia The Black Monday Murders to ociekający krwią okultyzm, dający prawdziwą potęgę, lecz żądający również ofiar. Obrzędy, w jakich uczestniczy elita, przywodzą na myśl mroczne rytuały, mające swe korzenie u zarania ludzkości, gdy imiona demonicznych istot nie były jedynie reliktem.

To, co mrozi krew w żyłach to fakt, iż elity nie należą do grupy zblazowanych bogaczy o zbyt wielkim ego. To konsekwentni, bezlitośni i opanowani magnaci, świadomi tego, że działanie w ukryciu przyniesie im więcej korzyści, niż otwarte afiszowanie się z majątkami. Bliżej im do mrocznych bogów, spoglądających na ludzkość z wysokości drapaczy chmur niczym z mitologicznych siedzib. A najgorsze jest w tym wszystkim to, że te podłe i bezlitosne bestie mają charakter i ciężko jest ich nie polubić – senior rodu Rotshchild to najlepszy tego przykład.

Strona komiksu The Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie

Od dawna nie widziałem w komiksie tak realistycznie narysowanych twarzy. Można chwalić rozmaitych artystów za ich pomysłowość i artystyczną wizję, lecz tutejszy realizm pokazuje, że wierne przedstawienie ludzkiej mimiki nie jest nudne i szablonowe. Pierwsza postać, na którą należy koniecznie zwrócić uwagę, to Wiktor Erasko. Wpływowy, potężny człowiek, rodak Dostojewskiego, posiadający twarz tak cudownie pełną pogardy i wyższości nad maluczkimi śmiertelnikami, iż nie sposób nie zatrzymać się na chwilę nad kadrami z jego udziałem. Szczególnie tymi związanymi z przesłuchaniem i jego nieszczęsnym prawnikiem. Druga postać to Grigorija Rotshchild. Atrakcyjna kobieta o szlachetnych, subtelnych rysach, która wydaje się nie pasować do nasiąkniętego mrokiem świata, sama skrywa w sobie prawdziwy chłód. Coker świetnie operuje motywami znanymi z kina noir – jedna z nielicznych pozytywnych postaci, detektyw Dumas, sam bardziej przypomina śledczych z lat prohibicji, niż współczesnego policjanta. Główny nurt wydarzeń ma miejsce w roku 2016 – brak jednak jakichkolwiek oznak, iż są to czasy współczesne. Całą rzeczywistość ograbiono jakby z zabawek codzienności, autorzy pozwolili sobie na ukazanie jedynie elementów najistotniejszych, jakby ponadczasowych, stanowiących o sile i wiekowości Cainy- Kankrin.

Pomiędzy kolejnymi planszami pojawiają się materiały takie jak rozmowa Erasko ze swoim obrońcą, krótkie opisy obrzędów i struktur Cainy- Kankrin oraz przemyślnie porozmieszczane niemal puste strony, stopniujące napięcie, którego ten komiks nie jest pozbawiony. Nie mogę też nie pochwalić kolorów – nie są to jaskrawe barwy, większość tomu oscyluje w szarościach i kolorach pełnych chłodu, zaś bardziej nasycone barwy podkreślają tylko niektóre zdarzenia – tu znów przywołam przesłuchanie Wiktora Erasko.

Strona komiksu The Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie

Wydarzenia retrospektywne mają na celu pokazać, jaką tradycję ma organizacja Caina- Kankrin i jak doszło do fuzji dwóch akademii pochodzących z USA i Rosji. Ten zdawać by się mogło niemożliwy do realizacji mariaż jest nader udany, a przedstawiciele obu stron nie ustępują sobie wzajemnie pola. O ile Amerykanie mają w sobie pewien sznyt ludzi sukcesu z Wall Street, o tyle Rosjanie to surowi, mający sporo wspólnego z władzą ludową jegomoście, z którymi żarty skończyć mogą się losem wielu innych głupców, którzy nie docenili synów Moskwy.

Pierwszy tom The Black Monday Murders odebrał mi dech w piersiach. Może i będzie to lekka przesada, a może słuszne docenienie, ale od czasu cyklu Sandman nie czytałem czegoś równie ponurego i zarazem bezlitośnie fascynującego. Przed finalną oceną komiksu staram się czytać go ponownie i spokojnie przyswoić każdy szczegół jego treści. Chwała mamonie za drugim razem zrobiła wrażenie większe niż przy pierwszym czytaniu. Non Stop Comics wydało tytuł, który może czuć się równy pozycjom z udziałem Daredevila, Hellboy’a czy Jessiki Jones z innych wydawnictw. Seria ta nie jest tak popularna, jak powinna i powyższe zestawienia z tytułami cenionymi zarówno przez fanów, jak i krytyków mogą zakrawać o herezję, ale jeśli ktoś ma wątpliwości, prędko niech sięga po ten tytuł. Ja tymczasem z niecierpliwością czekam na kolejny tom.


Okładka komiksu The Black Monday Murders tom 1: Chwała mamonie

 Tytuł oryginalny: The Black Monday Murders Vol 1: All Hail God Mammon
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Tomm Coker
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Wydawca: Non Stop Comics 2017
Liczba stron: 240
Ocena: 90/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?