Strażnicy Galaktyki tom 5: Grzech pierworodny – recenzja komiksu

Konsekwencje Grzechu pierworodnego dotknęły niemal każdego herosa, który przebywał w samym centrum wydarzeń. Powyższy komiks pokazuje, że perturbacje związane ze śmiercią Watchera dosięgły i bohaterów znajdujących się daleko od epicentrum działania Orba – Strażników Galaktyki. Kosmiczna wersja Avengers również ma swoje grzeszki do ukrycia i może zabójstwo Uatu nie przyczyniło się do ich ujawnienia, ale sam fakt ich wyjścia na światło dzienne wpisuje się w motyw przewodni eventu. Piąty tom Strażników Galaktyki składa się z dwóch historii. Pierwsza z nich jest wyjaśnieniem dalszych losów Star-Lorda i Novy po wydarzeniach z Imperatywu Thanosa, druga z kolei skupia się wokół Venoma, który w poprzednim tomie zniknął swoim towarzyszom z pola widzenia.

W dziewięćdziesiątym pierwszym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela o tytule Imperatyw Thanosa doszło do istotnych wydarzeń, niknących jednak w blasku Anihilacji czy War of Kings, w których finale duet Star-Lord/Nova, będąc w alternatywnym wszechświecie, zamknął przejście do swojego, co wydawało się samobójstwem, biorąc pod uwagę, że naprzeciw nich stał Thanos. Po jakimś czasie Peter Quill i Thanos powrócili, a wraz z nimi Drax, który zginął nieco wcześniej. Tylko co z Novą? Na to pytanie Star-Lord będzie musiał znaleźć odpowiedź i to przed samą Gamorą, w której kobiecy upór łączy się z wychowaniem przez swego przybranego ojczulka.

W drugiej opowieści pierwsze skrzypce gra symbiont. Niegdysiejszy strój Petera Parkera okazuje się mieć korzenie daleko wśród gwiazd, a on sam nie miał być tylko żywymi gaciami chroniącymi przed obrażeniami i dającymi dodatkową siłę. Jego gatunek to nie tylko cywilizacja inteligentna, ale też nastawiona pokojowo, a nawet wpisująca się w szlachetną ideę zespołu Star-Lorda.

O ile początki runu Bendisa były dość chwiejne, o tyle już od dwóch poprzednich tomów sytuacja zaczyna robić się coraz ciekawsza. Rozwiązanie kilku kwestii związanych z Rakowersum i Novą była kwestią czasu i na szczęście nie było to wyjaśnienie mieszczące się w kilku kadrach. BMB ukazał dramatyczną opowieść, wskrzeszając przy tym spaczone wersje członków Avengers. Pełna akcji i fantastycznych batalii historia jest jednym z najciekawszych momentów w Strażnikach Galaktyki z Marvel NOW!. Scenarzysta odważył się też ujawnić kilka szczegółów na temat symbionta i jego pobratymców z rasy Klyntar. Bendis nie skupił się jedynie na przeszłości bohatera, ale pozwolił sobie na całkiem zabawne motywy, jak ten, w którym symbiont miał okazję połączyć się z niektórymi członkami Strażników Galaktyki.

Ed McGuinness to doświadczony rysownik, który przez lata swej działalności artystycznej ewoluował, co przyniosło korzystne dla niego i oczywiście jego fanów efekty. Superbohaterowie w jego wykonaniu są zrównoważeni – wyglądają na przedstawicieli swej profesji, ale nie cierpią na przerost masy mięśniowej, co zdarza się często w komiksie peleryniarskim. McGuinness fantastycznie radzi sobie też ze scenami walk, wspierając nimi narrację. Nie są to po prostu efektowne rąbanki z udziałem kilkunastu postaci, a zabiegi przemyślane i na dodatek niezwykle estetyczne. Rysownik, którego spotkać mogliśmy też na łamach serii Superman/ Batman jest też niezwykle pomysłowy – jego symbiotyczni Strażnicy Galaktyki wyglądają bardzo dobrze do tego stopnia, iż kibicuje się nawet kosmicznej części Venoma.

Piąty tom Strażników Galaktyki powinien znaleźć się na półce nawet tego, kto nie śledzi wydarzeń z Marvel NOW!. Nawiązania do Imperatywu Thanosa i przede wszystkim historia pochodzenia symbionta to silne argumenty, przemawiające na korzyść tego albumu. Strażnicy Galaktyki tom 5: Grzech pierworodny to kawał solidnej akcji, jednocześnie niebędący bezsensownym pędem do przodu bez jakichkolwiek refleksji. Jeśli miałbym polecić Jamesowi Gunnowi komiks z udziałem bohaterów jego filmów, to bez wątpienia ten znalazłby się na takiej liście.’


Okładka komiksu Strażnicy Galaktyki tom 5: Grzech pierworodny

Tytuł oryginalny: Guardians of the Galaxy: Original Sin

Scenariusz: Brian Michael Bendis

Rysunki: Ed McGuinness, Valerio Schiti

Tłumaczenie: Paulina Braiter

Wydawca: Egmont 2017

Liczba stron: 132

Ocena: 80/100

Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?