Wiedźmin: Dom ze szkła – recenzja

Zaiste zacnie, iż „Wiedźmin” stał się polską marką eksportową, którą podbija świat. Audaces fortuna iuvat timidosque repellit. Dlatego też jej dysponenci dbają, by podsycać ogień popularności, a za grami i książkami idzie cała masa dodatkowych gadżetów i innych produktów. Wśród nich oczywiście nie zabrakło komiksów. Już w „Racji stanu” nasi rodzimi twórcy udowodnili, że w tym medium opowieści o Geralcie z Rivi świetnie się sprawdzają, to teraz czas porównać, jak z naszą dumą narodową poradzili sobie Amerykanie.

CD Projekt nie sprzedał licencji byle komu, bo wydawnictwu Dark Horse, które akurat na mrocznej fantastyce się zna i zarządza już chociażby postaciami Obcego, Predatora czy Conana. Do „Wiedźmina” przydzielono co prawda mało znanych twórców, ale ci podeszli do otrzymanego zadania cum debita reverentia i zgrabnie odnaleźli się w uniwersum stworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego, tworząc elegancki, kameralny horror, przesycony mrocznym klimatem i trzymający w napięciu aż do ostatnich stron.

Potwierdza to prosty i surowy w swoich założeniach scenariusz. Podczas podróży po opuszczonych bezdrożach Geralt natrafia na lokalnego myśliwego, który ma nietypowy problem. Jego żona przemieniła się w wampiropodobną istotę i teraz prześladuje swojego małżonka, nie zabijając go, lecz jednocześnie nie pozwalając mu o sobie zapomnieć. Amantes amentes. Czyżby wciąż tliła się w niej małżeńska miłość? Szary Wilk oferuje umęczonemu człowiekowi pomoc i tak w dwójkę wyruszają w podróż, by uwolnić się od tragicznych zdarzeń z przeszłości.

Zobacz także: Josh Holloway nie wcieli się w Geralta z Rivii

Fabuła zaskakuje in plus swoją skromnością oraz minimalizmem. Wszystkich bohaterów można policzyć na palcach jednej ręki, ale to w żadnym razie nie wada. Zwłaszcza, że pamiętano o potworach. Prócz klasycznego topielca czy ghula prym wiedzie też baba cmentarna. Główną rolę odgrywają jednak osobnicy ci możliwie najbardziej ludzcy, którzy w tytułowym Domu ze szkła, niczym w Azylu Arkham walczą o pozostanie przy zdrowych zmysłach, przy okazji odkrywając ponure tajemnice, ukryte za zamkniętymi drzwiami. Scenarzysta stworzył nieziemsko intrygującą lokację wykorzystując motyw z witrażami opowiada jej historię w sposób wizualny i nienachalny. Co ważniejsze, po mistrzowsku buduje napięcie, ustawia wszystkie elementy, a następnie powoli odsłania fakty, żeby na sam finał zabłysnąć niespodziewanym zwrotem akcji. Historię łyka się z zapartym tchem i mocno bijącym sercem. Jak na klimaty uniwersum przystało, całość ma realistyczno-fatalistyczny charakter, a wszystko opiera się na silnie zarysowanych postaciach i ich dylematach, a nie tanich magicznych sztuczkach (chociaż gdyzachodzi konieczność Geralt rzuca znakami na prawo i lewo).

Widać też przy tym, że obcujemy z amerykańskim komiksem. Mimo iż postacie wyznają zasadę aut bibat, aut abeat, czyli alkohol leje się litrami, to jednak przecież nie tylko na tym stoi słowiański charakter. Zabrakło nieco gore, mięsistych dialogów, fantazyjnych przekleństw, moralnego relatywizmu i pewnego dystansu do wszelkich wydarzeń. Klimat gęsty, że można mieczem ciąć, skłania się w kierunku ogólnego generycznego archetypu horrorowych prawideł i w ostatecznym rozrachunku swoisty wyróżnik mógł zostać bardziej zaakcentowany. Mimo to nie trwóżmy się, to wciąż Wiedźmin, co śmiało wyznaje aut viam inveniam aut faciam. Również za bardzo ukierunkowano komiks na całkowitych laików, osoby niezaznajomione w ogóle z marką. Dlatego też dostaniemy sztucznie wypadające, lekko łopatologiczne oraz ogólnie zbędne wyjaśnienia tego, kim jest Geralt i co potrafi. Aczkolwiek nie są to poważne mankamenty, no i zapewne nie powrócą w kontynuacji.

Zobacz także: „Wiedźmin: Racja Stanu”

Największym i najpoważniejszym defektem „Domu ze szkła” jest jednakże szata graficzna. Z jednej strony, kapitalnie spełnia swoją rolę, bo buduje odpowiedni klimat i przez świetnie nałożony tusz nie raz może przyprawić czytelnika o gęsią skórkę. Z drugiej jednak strony, jak to w Stanach bywa, nie ma tego przywiązania do detalu, które stanowiło o sile chociażby recenzowanej już „Racji stanu”. Rysownik Joe Querio Markiem Oleksickim nie jest. Plansze jako całość ładnie się z sobą komponują, a warsztatowo wzorowo opowiadają historię. Niestety, nie ma na czym zawiesić oka. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, czytelnik dojrzy pozbawione wszelkich szczegółów kadry oraz twarze z dziwnymi grymasami. Brakuje obrazków zwyczajnie dobrych samych w sobie, a najbardziej w tym wszystkim cierpią oczywiście sceny walk, gdzie całą robotę robią świetnie położone kolory, a zupełnie zawodzi chaotyczna i uproszczona kreska. Kulturowa purytańskość wydawcy sprawiła również, że scena seksu ostatecznie przypomina raczej totalną biedę z nędzą i zasadność jej umieszczenia na wieki pozostanie nieznana.

Non nova, sed novae. „Dom ze szkła” jest absolutnie w każdym calu produktem warunków, w których powstał. Łączy perfekcję warsztatową z odpowiednio dobranymi twórcami, którzy adaptuję dzieło na modłę amerykańską, czyniąc je bardziej przystępnym dla szerszego grona odbiorców. Jednocześnie zachowano odpowiednią proporcję cech charakterystycznych oryginału, by opowieść wyróżniała się nad przeciętne dark fantasy i nie można jej było pomylić z żadną inną marką. Lektura tego komiksu była dla mnie świetną rozrywką, niczym seans naprawdę klimatycznego horroru. Drobny niedosyt jednak pozostaje. Wciąż marzę, iż kiedyś scenarzysta pokroju Pata Millisa czy Neila Gaimana weźmie się za ten tytuł, a rysunki stworzy mu Szymon Kudrański. Lecz w myśl sentencji artificem commendat opus do Paula Tobina i Joe Querio pretensji mieć nie można i chętnie przeczytam ich kolejną historię ze świata Wiedźmina – „Dzieci lisicy”. Recenzja tego albumu wkrótce.

„Wiedźmin: Dom ze szkła”

Scenariusz: Paul Tobin

Rysunki: Joe Querio

Kolory: Carlos Badilla

Okładka: Mike Mignola i Dave Stewart

Tekst polski: Karolina Stachyra, Karolina Niewęgłowska

Wydawca: Egmont Polska 2014

Ocena: 78/100

wiedzmin, witcher, komiks, dom ze szkla, egmont,

Dziennikarz

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.
Jeśli masz ciekawy temat do opisania, pisz tutaj - [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?