Kaznodzieja tom 4 – recenzja komiksu

No i rozpoczęła się już druga połowa meczu Czytelnik vs Kaznodzieja. Wraz z wydaniem przez Egmont czwartego tomu zbiorczej edycji opus magnum Gartha Ennisa i świętej pamięci Steve’a Dillona, chyba wszyscy są już przekonani, że nie jest to historia z niewykorzystanym potencjałem. Wręcz przeciwnie – każdy kolejny zeszyt, każdorazowo zdobiony fantastyczną okłądką autorstwa Glenna Fabry’ego, coraz bardziej zagęszcza całość i współtworzy niepowtarzalne dzieło, które trudno z czymkolwiek w ogóle porównać.

Strona komiksu Kaznodzieja tom 4

O ile tom trzeci skupiał się na poszerzeniu biografii Świętego od Morderców i Cassidy’ego, tak czwarty powie nam dużo więcej o równie wyrazistych postaciach: Herr Starze oraz Gębodupie. Ten pierwszy, zimnokrwisty i pozbawiony skrupułów dowódca, mający ewidentną obsesję na punkcie seksu, to w gruncie rzeczy dość złożony portret psychologiczny mężczyzny obarczonego trudną wojskową przeszłością. Dowiemy się między innymi dlaczego został przyjęty w szeregi Graala, organizacji ślepo dążącej do ujawnienia światu prawdziwych potomków Jezusa.

Opowieść o Gębodupie to natomiast zupełnie inna para kaloszy. Z pozoru jest to postać absurdalnie komiczna, bo jak inaczej można określić kogoś z taką ksywką, szczególnie jeśli ma problemy z mówieniem, a marzy mu się kariera muzyczna? W praktyce jednak Gębodupa to postać naznaczona ogromnym tragizmem, do której zresztą scenarzyści podeszli z należytą powagą. W czwartym tomie Kaznodziei prześledzimy jego młodzieńcze losy, czyli czasy przed tym jak włożył sobie lufę strzelby do ust i pociągnął za spust. Młody chłopak wychował się w rodzinie, w której konserwatyzm mocno miesza się z patologią, co doprowadziło do upadku kogoś, kto być może w innym okolicznościach mógłby wysoko zajść. Muszę przyznać, że bardzo podobało mi się podejście twórców do tego rozdziału – wyważone, poważne i trafiające w punkt, a do tego chwytające za serce.

Strona komiksu Kaznodzieja tom 4

Dzieje się również u naszych głównych bohaterów, chociaż zeszytów ruszających fabułę do przodu jest niewiele. Po wydarzeniach z ostatniego tomu wampir Cassidy próbuje odkupić swoje grzechy w oczach Tulip, która wciąż chroni Custera przed informacją o tym, co naprawdę siedzi w duszy żądnego krwi i whisky Irlandczyka. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami, w tym skazanym na porażkę trójkącie musiało w końcu dojść do tragedii. Zanim ona jednak nastąpi, będziemy świadkami dosłownej wojny z udziałem batalionu żołnierzy i czołgów. Ten epizod służy do pokazania, że Święty od Morderców jest postacią nie do ruszenia i show z nim w roli głównej czyta i ogląda się po prostu znakomicie.

Zaraz potem dochodzi do tragicznej w swojej wymowie sceny w przestworzach, która ma potencjał, by na zawsze odmienić oblicze relacji pomiędzy Custerem, Cassidym i Tulip. Innymi słowy, kiedy już twórcy stawiają kolejną cegiełkę do głównej fabuły, robią to umiejętnie. W ogóle zespół twórców pracujących przy Kaznodzei został dobrany wyjątkowo starannie. Scenariusz Gartha Ennisa doskonale współgra z rysunkami Steve’a Dillona, ale w czwartym tomie możemy też zobaczyć prace Petera Snejbjerga (historia Starra), z którym Ennis pracował przy opowieści Drogi Billy oraz przy Hellblazerze. Polscy czytelnicy mogą kojarzyć jego kreskę również z takich dzieł jak Byłem bogiem czy Świetlista brygada. To nie koniec niespodzianek – różnorodność albumu podbija także Richard Case (historia Gębodupy), oraz Carlos Ezquerra, znany z pracy przy historiach z uniwersum Sędziego Dredda oraz przy Opowieściach Wojennych. Styl tego ostatniego z pewnością jest warty uwagi, szczególnie, że snuta przez niego opowieść uzupełniająca o rodzince brutalnych dzikusów-kanibali to wyjątkowo mocne zakończenie albumu. Ciarki przechodzą po plecach, bo takie indywidua spokojnie mogliby adoptować członkowie rodziny Sawyerów. Tudzież Hewittów, jak twierdzi remake Teksańskiej masakry piłą mechaniczną.

Strona komiksu Kaznodzieja tom 4

Garth Ennis nie przestaje mnie zadziwiać jako scenarzysta. Zacząłem ostatnio rozglądać się za innymi jego dziełami, nawet tymi, które tematycznie średnio mnie interesują. Dlaczego? Bo wiem, że jego nazwisko na okładce przeważnie oznacza znakomitą zabawę, a Kaznodzieja jest tego najlepszym dowodem. Ten popkulturowy miszmasz z pozoru może odrzucać, no bo pokażcie przypadkowej osobie rysunek Gębodupy, powiedzcie jak się nazywa i co robi w komiksie, a potem zróbcie zdjęcie miny swojego rozmówcy. Ale to wszystko jest nieistotne: ważne, że niniejsza seria to jeden z najlepszych komiksów swoich czasów, który na dodatek prawie się nie zestarzał. Pozycja obowiązkowa.


Okładka komiksu Kaznodzieja tom 4

Tytuł oryginalny: Preacher vol 4
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Steve Dillon, Peter Snejbjert, Richard Case, Carlos Ezquerra
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawca: Egmont 2018
Liczba stron: 372
Ocena: 90/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?