Jessica Jones: Puls – recenzja komiksu

Jessica Jones: Alias, seria, w której zakochałem się od pierwszego tomu dobiegła końca, ale dziedzictwo prowadzonej przez Briana Michaela Bendisa bohaterki trwało jeszcze przez jakiś czas w postaci serii Jessica Jones: Puls, która doczekała się 14 zeszytów. Trzynaście z nich zostało zebranych w niniejszym albumie, który ukazał się właśnie nakładem Mucha Comics. Skąd brak jednego zeszytu? Zeszyt 10, o którym mowa, stanowił tie-in do historii Ród M i nie ma nic wspólnego z zebranym tu materiałem. Ale nie zawracajcie sobie głowy głupotami, bo przed Wami komiks, z którym spędzicie naprawdę miłe chwile.

Strona komiksu Jessica Jones: Puls

Na pierwszy ogień dostajemy pięciozeszytowy story-arc Thin Air, w którym to brzemienna Jessica otrzymuje od J. Jonaha Jamesona propozycję prowadzenia weekendowego dodatku o superbohaterach – tytułowego Pulsu. Linia redakcyjna nieco się zmienia i oprócz bezustannej i często nieuzasadnionej krytyki Daily Bugle ma teraz pokazywać życie herosów od nieco innej, bardziej przyjaznej strony. Jednak pomimo zmian życie toczy się dalej, a za bohaterami ciągną się reperkusję książki Bena Uricha, powstałej na podstawie przeprowadzonego śledztwa ujawniającego tożsamość Green Goblina. A kiedy w Oscorp zaczynają ginąć ludzie, będzie musiało dojść do konfrontacji.

Historia z gościnnym udziałem Spider-Mana i Luke’a Cage’a (który jako ojciec dziecka Pani Jones będzie gościł na kartach Pulsu regularnie) dała mi najwięcej frajdy, a to za sprawą rysunków jednego z moich ulubionych artystów – Marka Bagleya. Każdy czytelnik z pokolenia TM-Semic dobrze pamięta jego dynamiczne prace i chociaż Bagley ma notoryczne problemy z rysowaniem twarzy, to sceny akcji tworzy jak mało kto. Do tego Puls powstały w latach 2004-2006 to wciąż klasyczne kostiumy (zarówno Zielonego Goblina, jak i choćby Pajęczaka), bez udziwnień, usprawnień czy metalowych zbroi. Całość czyta i ogląda się wybornie, a wspomnienia z lektury przygód Petera Parkera w latach 90-tych powracają jak bumerang, nawet jeśli Spidey jest tu tylko jedną z postaci pobocznych. A to wartość nie do przecenienia.

Strona komiksu Jessica Jones: Puls

Druga historia zbiera trzy zeszyty i odnosi się do Tajnej Wojny Nicka Fury’ego, której lektura może nie jest obligatoryjna, ale zdecydowanie bym ją rekomendował (album został wydany przez Mucha Comics w 2010 roku, oraz wznowiony w lipcu 2013 jako 17 numer Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela). Jessica i Luke zostają zaatakowani w szpitalu przez tajemniczą kobietę. Partner naszej bohaterki ląduję w śpiączce i zostaje uprowadzony przez ludzi podających się dotąd za jego przyjaciół. Czy Jones uda się uratować ojca swojego dziecka, czy może oprze się pokusom Hydry, żeby przejść na „ciemną stronę mocy”?

Strach z kolei daje dojść do głosu Benowi Urichowi, który prowadzi śledztwo w sprawie D-Mana, trzecioligowego bohatera z problemami z głową, który przywdziewa coś na kształt połączenia kostiumu Daredevila i Wolverine’a. Wszystko to dzieje się w momencie, gdy Jessica zaczyna rodzić, a jej przyszłe losy w redakcji Bugle’a staną pod znakiem zapytania. Tom wieńczy sympatyczna ale nieco bezmyślna nawalanka z New Avengers Annual #1, zwieńczona miłym, spokojnym momentem z życia prywatnego Jessiki i Luke’a.

Strona komiksu Jessica Jones: Puls

Brian Michael Bendis jest jednym ze scenarzystów, którzy mają na koncie przełomowe historie, ale jednocześnie potrafi zapętlić się w swoich opowieściach, na co często zwracają uwagę czytelnicy. Puls spodoba się wszystkim fanom Alias, a konkretnie charakterystycznego stylu narracji, bardzo oszczędnego, opartego może nieco zbyt często na półsłówkach. Po jakimś czasie to męczy, ale historie i rysunki i tak się bronią. Szczególnie, że oprócz Bagleya, za warstwę graficzną odpowiadają też Brent Anderson, Michael Lark (znany między innymi ze świetnej serii Gotham Central) i Michael Gaydos (twórca Alias). Nie sposób nie wspomnieć o ślubie Jessiki i Luke’a, który narysował Olivier Coipel – wypatrujcie znanej osobistości w roli kapłana!

Puls to udany miks akcji, humoru, dziennikarstwa i romansu (ostatnie sceny wzruszają do łez!), na dodatek z gościnnymi występami takich tuzów uniwersum Marvela jak Spider-Man czy Kapitan Ameryka. Mamy tu Jessikę jako matkę, przyszłą żonę i superbohaterkę, a to odmienne spojrzenie urozmaica i uprzyjemnia lekturę. Obserwujemy wyraźne zmiany w zachowaniu naszej protagonistki, kiedyś nadużywającej alkoholu i rzucającej mięsem na prawo i lewo, obecnie narażonej na wpływ hormonów i zastanawiającej się, czy jej dziecko na pewno nie urodzi się potworem z supermocami. Te momenty, oprócz rysowanej przez Bagleya akcji, składają się na dzieło bardzo dobre, miejscami dorównujące nawet fenomenalnemu Alias. Jeśli więc zbieraliście tę czterotomową serię, na Waszej półce musi się znaleźć również miejsce dla tego komiksu.


Okładka komiksu Jessica Jones: Puls

Tytuł oryginalny: Jessica Jones: The Pulse

Scenariusz: Brian Michael Bendis

Rysunki: Mark Bagley, Brent Anderson, Michael Gaydos, Michael Lark

Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz, Marek Starosta

Wydawca: Mucha Comics 2018

Liczba stron: 360

Ocena: 85/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Więcej informacji o
, , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?