JLA: Amerykańska Liga Sprawiedliwości, tom 1 – Recenzja

Jeśli chodzi o historie superhero, żyjemy w komiksowym Eldorado, którego nie mieliśmy przynajmniej od połowy lat 90’. Rozpieszcza nas wydawnictwo Hachette ze swoją WKKM, rozpieszcza nas Mucha Comics z wielkimi nieobecnymi pozycjami na polskim rynku, wreszcie rozpieszcza nas i Egmont, z przebogatą ofertą komiksów od DC i Marvela,. Niektórzy czytelnicy sygnalizują jednak zmęczenie najnowszymi historiami spod znaku Nowego DC Comics (New 52), które wyraźnie odbiegają poziomem od przygód trykotów z lat 70’, 80’ czy nawet 90’. Może to zwykły sentyment, ale tęsknota za starszymi komiksami wciąż jest silna w narodzie. To właśnie dla tej grupy czytelników Egmont postanowił wydać „Amerykańską Ligę Sprawiedliwości” z 1997 roku, napisaną przez legendarnego Granta Morrisona (odpowiedzialnego m.in. za „Azyl Arkham”, „All-Star Superman”, „Batman i syn”, „New X-Men” z 2001).

JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #01

„Amerykańska Liga Sprawiedliwości” to jedno z tych dzieł Morissona, w które nie starał się wprowadzać wielkich rewolucji. Postaci Batmana czy Supermana są bardzo klasyczne, monumentalne, wielkie w swoim bohaterstwie. I jak na zbiór największych ikon DC przystało, muszą oni mierzyć się z zagrożeniami na międzyplanetarną skalę. To zrozumiałe, bo co niby Wonder Woman, Flash, Green Lantern, Aquaman czy Martian Manhunter mieliby robić z podrzędnymi przestępcami? Nie zmienia to oczywiście faktu, że sami bohaterowie, pomimo boskich mocy i wizerunków, wciąż pozostają ludźmi, będąc blisko nas i okazjonalnie przeżywając przyziemne dramaty.

Ciekawie wypada zestawienie obrońców Ziemi z nieznanym, zakamuflowanym zagrożeniem z kosmosu. Przybysze posiadają moc równą superbohaterom, na dodatek od samego początku utrzymują, że chcą nieść pomoc i pokój mieszkańcom naszej planety. Dzieli to oczywiście JLA na sceptyków i tych, którzy naiwnie wierzą w dobre intencje gości. Egmont zdecydował się na zbiorcze wydanie w twardej oprawie, więc lektury jest sporo (ponad 250 stron) – pojawia się też wiele innych wątków, takich jak rekrutacja kolejnych osób w szeregi Ligi czy spektakularny pojedynek z aniołami. Zdarzają się też typowe dla Morrisona, patetyczne dialogi i wygłupy niektórych bohaterów, ale nic z tego nie razi, mieszcząc się w ramach z góry obranej konwencji.

JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #01

Każdemu z klasycznych członków Ligi Morrison starał się poświęcić dostatecznie dużo czasu, żeby nikt nie był poszkodowany. Jak trudno jest równomiernie prowadzić taką grupę, wiemy doskonale (nie tylko w komiksach, ale i w filmach: patrz „Czas Ultrona”). Co najważniejsze, zabieg ten mu się prawie udaje, a fani prawie każdego z bohaterów będą mieli 5 minut z ulubioną postacią.

Za graficzną stronę albumu odpowiada w większości Howard Porter. Wiem, że są przeciwnicy jego rysunków, moim zdaniem jednak w pełni oddaje on moc i potęgę członków JLA. Męscy bohaterowie wydają się dosłownie wielcy, silni, umięśnieni, kobiety zaś jawią się jako smukłe i seksowne, co stanowi dodatkowy smaczek dla części czytelników. Plansze są ciasne, ale dość szczegółowe, chociaż dla tych, którzy mieli do tej pory do czynienia wyłącznie ze stylem współczesnych rysowników z New 52, wygląd komiksu może być zaskoczeniem.

JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #01

Run Morrisona to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów Justice League. Dzięki tej historii, grupa największych superbohaterów DC odzyskała dawny blask i należne jej miejsce w panteonie najbardziej znaczących komiksów tego uniwersum. Twórcy nie tylko podnieśli sprzedaż podupadającego tytułu, ale także serii pobocznych, w których występowali członkowie Ligi. I chociażby dlatego warto znać ten tom, zwłaszcza, że kolejny zapuka do naszych drzwi już w maju.

 

JLA – Amerykańska Liga Sprawiedliwości, tom 1

Tytuł oryginalny: JLA: Justice League of America volume 1

Scenariusz: Grant Morrison

Rysunki: Howard Porter, John Dell

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski

Wydawca: Egmont 2016

Liczba stron: 256

Ocena: 80/100

kliknij aby powiększyć zdjęcie

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?