30 dni nocy tom 1 – recenzja komiksu

30 dni nocy to specyficzna seria podejmująca jeden z najbardziej wyeksploatowanych motywów świata – potyczkę ludzi z wampirami. Rozpoczęta w 2002 roku doczekała się wielu komiksowych sequeli, kilku nowelizacji, a w 2007 roku została nawet zekranizowana, z Joshem Hartnettem w roli głównej (polski tytuł brzmiał 30 dni mroku). Trzy lata później również film doczekał się kolejnej części. Seria przyniosła autorom trzy nominacje do nagrody Eisnera. W Polsce próbę jej publikacji podjęło wydawnictwo Mandragora w latach 2003-2004, udało się jednak wydać tylko dwie pierwsze historie. 30 dni nocy tom 1 to kolejne podejście, które tym razem na siebie wziął Egmont.

30 dni nocy tom 1 zbiera trzy opowieści stworzone przez scenarzystę Steve’a Nilesa i narysowane przez jednego z najbardziej charakterystycznych rysowników, Bena Templesmitha. Mamy tu więc  30 dni nocy, Mroczne dni i Powrót do Barrow. Pierwsza, a zarazem najkrótsza historia, osadzona została w Barrow na Alasce, najbardziej wysuniętym na północ mieście USA. Co ciekawe, nie jest to miejsce fikcyjne, chociaż od 2016 roku powróciło do swojej pierwszej nazwy… Utqiaġvik. Barrow to miejsce zimne i mroczne. Zimy trwają tam wiele miesięcy, a najniższa zanotowana temperatura to -52 °C! Bywa, że słońce nie wschodzi tam całymi tygodniami. Czy to zatem nie idealne miejsce na atak wampirów?

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/30-dni-nocy-Tom-1_Plansza_1.jpg

Strona komiksu 30 dni nocy tom 1

Szeryf Eben Olemaun wraz ze swoją żoną Stellą jako pierwsi doświadczą ataku ze strony sił piekielnych. A wampiry w 30 dni nocy tom 1 to stwory cyniczne, silne, bezkompromisowe i brutalne, a do tego całkiem nieźle zorganizowane. Bliżej im do stworów z The Strain, albo do tego, co na początku swojej twórczości wymyślał Brain Lumley, niż do czcigodnej klasyki. Wielkie elastyczne paszcze pełne zakrwawionych zębów, długie szpony, bieganie po ścianach. Templesmith mógł się tutaj wykazać. Wracając jednak do tytułowej historii, gdyby oceniać ją jako samodzielną opowieść, nie wypadłaby zbyt dobrze – ot niecałe 90 stron ukazujących pierwszą konfrontację i poświęcenie szeryfa w celu uratowania miasteczka. Jeśli jednak potraktować 30 dni nocy jako prolog do większej całości, wychodzi z tego całkiem przyjemne czytadło.

Bo tak naprawdę to drugi komiks – Mroczne dni – wykorzystuje potencjał historii z prologu. Jest ciekawie na kilku poziomach – po pierwsze mamy do czynienia z vendettą kobiet, które straciły swoich partnerów. Mowa tu nie tylko o Stelli Olemaun, która została wdową i stała się maszyna do zabijania wampirów – przecież krwiopijcy też łączyły się w pary i pary te mogły zostać rozdzielone. Mamy też romans człowieka z wampirem, ale nie taki jak w Zmierzchu, tylko bardziej brudny, gorzki, naznaczony cierpieniem. Środkowa opowieść jest najbardziej rozbudowanym i najlepszym elementem 30 dni nocy tom 1.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/30-dni-nocy-Tom-1_Plansza_2.jpg

Strona komiksu 30 dni nocy tom 1

Najmniej podobał mi się natomiast Powrót do Barrow. Rodziny ofiar masakry w miasteczku znów pojawiają się na miejscu kaźni, by przetrwać kolejny atak wampirów. Całość jest wymuszona, skromnie powiązana z głównym wątkiem, a także do bólu przeładowana akcją. To ponownie świetna okazja dla rysownika, ale finał niespecjalnie prowokuje do zadumy. Zatrzymajmy się na moment przy autorze warstwy graficznej. Templesmitha polski czytelnik może kojarzyć z pierwszej edycji niniejszego komiksu, ale też z Abra Makabra, Detektyw Fell czy serii Silent Hill, do której jego rysunki pasowały zresztą najlepiej. Spójrzcie zresztą na przykładowe plansze.

Stylu Bena Templesmitha nie sposób pomylić z warsztatem innych rysowników. Plamy czerni i czerwieni, chaotyczny dobór pozostałych barw, pozorna nieczytelność kadrów – większość jego dzieł wygląda jak żywcem wyjęte z najgorszego koszmaru. Rysunki przytłaczają, dzierżą palmę pierwszeństwa, a udział Steve’a Nilesa staje się drugorzędny. Bo scenarzysta i tak darował sobie głęboką psychologię postaci – tutaj bohaterowie są zazwyczaj jednowymiarowi, a ich interakcje służą przede wszystkim jako pretekst do pozwolenia rysownikowi się wyszaleć. Mimo tej całej prostoty 30 dni nocy tom 1 to jednak szalenie klimatyczny horror, bombardujący zmysły niecodzienną i wcale niełatwą w przyswojeniu estetyką.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/30-dni-nocy-Tom-1_Plansza_3.jpg

Strona komiksu 30 dni nocy tom 1

Seria Nilesa i Templesmitha ma swoich przeciwników, ale nie sposób zignorować jej roli we współczesnej popkulturze. Owszem, to wciąż tylko albo aż opowiastka o wampirach, na dodatek na dość małą skalę, a jej największym grzechem jest nieskomplikowany scenariusz i miejscami przeładowanie akcją, ale czyta się to wszystko bardzo dobrze. To mroczny, klaustrofobiczny horror, miejscami nastrojowy, a miejscami groteskowo brutalny, zupełnie niczym film klasy B, za który zabrał się niedoświadczony, ale gorliwy i pełen młodzieńczego zapału miłośnik grozy.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/410/600/410600/1568325581/800.jpg

Okładka komiksu 30 dni nocy tom 1

Tytuł oryginalny: 30 days of night Omnibus vol. 1
Scenariusz: Steve Niles
Rysunki: Ben Templesmith
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 367
Ocena: 70/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?