Star Wars Komiks – nr 3/16 – recenzja

Seria Star Wars Komiks słynie z tego, że podrzuca fanom różne epizody z wybranych w danym numerze wydarzeń z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jest to o tyle fortunna strategia, że pomaga wielu osobom zapoznać się z mniej znanymi przez nich wycinkami dziejów związanych z powiększającą się sagą – co istotne, na samym początku numerów pokazuje się dokładnie, w którym momencie na linii czasu rozgrywa się dana przygoda.

Pierwsza krótka historia – Z dzienników Bena Kenobiego – to po prostu pisemne wspominki słynnego Jedi z czasów, gdy Luke Skywalker był jeszcze dzieckiem. Służy ona za swoiste wprowadzenie, po czym na stałe powracamy do odpowiedniej linii czasowej – niedługo po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci. Potem fabuła dzieli się na dwa główne wątki. Po pierwsze, Luke zawzięcie poszukujący jakichś śladów związanych ze swoją tożsamością. W innym miejscu Han Solo i Leia Organa podczas swojej podróży trafiają na kobietę tytułującą się żoną najsłynniejszego przemytnika w Galaktyce. Ten niespodziewany problem kuriozalnie zbiega się ze ścigającymi ich siłami Imperium.

O ile do dość interesującej historyjki Bena – dającej światło na życie rycerza Jedi na wygnaniu – raczej nie ma większych uwag, właściwe epizody, choć pełne swoistego uroku starej trylogii, pozostawiają całkiem sporo do życzenia. Najmocniej chyba drażni Luke, który na czas szukania zaginionej wiedzy zostawił chyba zdrowy rozsądek i doświadczenie zdobyte podczas wydarzeń z Nowej nadziei w X-wingu. By odnaleźć to, czego szuka, wyrusza do Nar Shaddaa – stolicy wszelakiej maści przemytników. Pierwszą rzeczą, jaką tam robi, jest dziecinne zwrócenie na siebie uwagi przez miejscowych. Skutkuje to dla niego takimi konsekwencjami, że nawet siły Rebelii – zdające sobie przecież sprawę z jego wartości! – nie odważają się zainterweniować osobiście. Przez to wszystko młody Skywalker wychodzi na nieroztropnego szczeniaka, żyjącego dalej tylko dzięki ciągle wspierającemu go losowi, ratującego go w ten czy inny sposób w ostatniej chwili.

Wcale dużo lepiej nie wygląda kwestia wątku Hana i Lei. Choć sytuacja z Saną „Solo” ma pewien potencjał, nie został on jednak należycie wykorzystany. Prawda, owo niekonwencjonalne spotkanie obfituje w liczne komiczne momenty, lecz brakuje nieco charyzmy Hanowi, który mimo wszystko powinien brylować w tym tercecie. Zamiast tego zachowuje się jak zbity piesek, przegrywając każdą wymianę zdań praktycznie bez walki. To zupełnie niepodobne do niego. Dodatkowo reakcja Lei na sytuację Hana jest nieco przeszarżowana. Człowiek, który w finałowej batalii przy pierwszej Gwieździe Śmierci zaryzykował tak wiele, choć ewidentnie nie musiał, powinien bądź co bądź otrzymać trochę więcej zaufania.

Ale jest też sporo ciekawych elementów. Same starcia – gdy już do nich dochodzi – są dynamiczne i pełne zwrotów akcji. I jakkolwiek mierzić może samo zatrzęsienie deus ex machina (nawet jeśli mówimy o wybrańcu Mocy, trochę tego zbyt wiele), w ogólnym rozrachunku fan serii powinien być zadowolony. Szczególnie, gdy w jednej z sekwencji kilku bohaterów jak jeden mąż uruchamiają będące jedynym dostępnym na horyzoncie orężem miecze świetlne. Pochwalić warto również postać Grakkusa Hutta – niezwykle usprawnionego pod względem fizycznym przedstawiciela swojego gatunku, który w przeciwieństwie do Jabby i innych, swoje bogactwa przeznacza na kolekcjonowanie dawnych artefaktów związanymi z upadłymi Jedi. Bardzo ciekawy jest również enigmatyczny Mistrz Igrzysk, czempion na arenie Grakkusa. Gdy ujawni swoje prawdziwe zamiary, wywoła to istną bombę w szybkiej końcówce. No i nie należy zapominać także o krótkim, acz wyrazistym udziale słynnego najemnika Dengara gdzieś w środku historii.

Najnowszy numer Star Wars Komiks jest bardzo nierówny, aczkolwiek zalety minimalnie przebijają wady. Nie należy spodziewać się po tym albumie niesamowitych historii ani czegoś innowacyjnego – raczej przygotować się na sporo mielizn fabularnych tudzież głupich zachowań ze strony protagonistów. Wciąż jednak to dość solidna dawka rozrywki, przede wszystkim dla fanów gwiezdnej sagi.


Tytuł oryginalny: Star Wars 7: From the Journals of Old Ben Kenobi; Star Wars 8-12: Showdown on the Sumggler’s Moon

Scenariusz: Jason Aaron

Rysunki: Simone Bianchi, Stuart Immonen

Tłumaczenie: Maciek Drewnowski

Wydawca: Egmont 2016

Liczba stron: 148

Ocena:  55/100

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?