Avenegers tom 5 – Tajne imperium – recenzja komiksu

Z tie-inami bywa różnie. Niektóre są nieodłącznym elementem głównego eventu i pogłębiają jego sens. Inne znowu to na szybko sklecone przybudówki, na siłę ciągnące wątek, jak i samą serię do przodu. Tajne imperium jest historią, która nie miałaby sensu bez fabularnego supportu w postaci cyklu Kapitan Ameryka – Steve Rogers. W przypadku Mścicieli w wykonaniu Marka Waida sytuacja jest nieco inna, ale nie oznacza to, że Avengers tom 5: Tajne imperium to jedynie dodatkowy ciężar na półkę.

Strona komiksu Avengers tom 5: Tajne imperium

Tom otwiera historia pokazująca, że na dziewczęcych obozach mogą istnieć większe zagrożenia, niż przemykający w cieniu chłopcy i używki. Grupa herosów trafia na dość bojowo nastawione nastolatki, na szczęście mając u boku sojusznika. Kolejny rozdział przywraca do akcji dawno zapomnianą antagonistkę Avengers. Mowa tu o Cressidzie, z którą grupa miała do czynienia, gdy jej podstawę stanowili Quicksilver, Hawkeye i Scarlet Witch. Tu również Avengers dostają wsparcie od niespodziewanego towarzysza. Kim on jest? Po wydarzeniach z II wojny domowej Tony Stark chwilowo wypadł z gry. Jego tytuł przejął Doktor Doom. I jeśli macie wątpliwości, czy taki zwrot na jasną stronę mocy był dobry, to polecam nadrobić serię Infamous Iron Man, niestety nieobecną na naszym rynku.

Kolejno zaczynają się wątki związane z Tajnym imperium. Wspierające, uzupełniające, ale na pewnie nie niezbędne dla samego wydarzenia. Widzimy Avengers od Hydry, w którego skład wchodzą między innymi Octopus i Odinson. Dalej mamy Thor, która wygnana na obcy świat pokazuje, że nie jest boginią młotków. I bodaj najciekawszy rozdział z prawdziwymi Mścicielami, mający miejsce już po aferze z faszystowskim Capem. Zespół ponosi konsekwencje upadku firmy Parkera i z dobrze zorganizowanej grupy staje się grupą pół-amatorską. W tym rozdziale widać talent Waida do prowadzenia opowieści.

Strona komiksu Avengers tom 5: Tajne imperium

Dobre dialogi to klucz do sukcesu dzieła literackiego. Fabuła może wołać o pomstę do nieba, a cały zamysł być wtórny jak reklamy suplementów diety, ale jeśli autor ma nawijkę, to nawet najbardziej surowy czytelnik przymknie oko na jego braki. W końcu też to właśnie zapadające w pamięć cytaty sprawiają, że twórca zdobywa nowych odbiorców. Mark Waid na pewno jest takim autorem, choć jego słowa w ustach postaci nasączone są raczej dobrym humorem i ironią, niż patosem i skłonnościami do rozwodzenia się nad sprawami uniwersalnymi. Taki jest właściwie cały jego run Avengers. Przyjemny, mający nawet swoje momenty, ale jakoś bez skłonności do przewrotów i historii epokowych.

Mike del Mundo od startu Avengers w tym składzie powinien być głównym rysownikiem, zmienianym jedynie na pojedyncze zeszyty przez równie ciekawych twórców, jak Phil Noto. Jego rysunki miejscami przywodzą na myśl twory z plastycznej masy, w barwach znacznie szerszych, niż podstawowa paleta kolorów. Taki styl pewnie nie pasowałby do innego charakteru opowieści, ale przy wzajemnych przytykach Spider-Mana i Wasp czy różnicach charakteru Visiona i Herkulesa jest idealny.

Strona komiksu Avengers tom 5: Tajne imperium

Tajne imperium zamknęło okres Marvel NOW! 2.0. Rozpoczynamy powoli Marvel Legacy i tym samym powolny powrót do dawnych bohaterów. Nad sensem pewnych zmian personalnych można by trochę podyskutować, ale lepiej skupić się na superlatywach tego okresu. A jednym z nich jest Avengers Waida. Run ten nie dobiegł jeszcze końca, ale na pewno nie można o nim powiedzieć, iż miał rozmach na miarę poprzedniego okresu czy że zapisze się trwale jak przełomy z ery hegemonii Bendisa. Jeśli chcecie poznać Avengers w nieco mniej klasycznym wydaniu i obcować z czystą i przyjemną rozrywką, to Avengers tom 5: Tajne imperium, jak i również pozostałe tomy są dla was. Kolejny album to crossover z grupą Champions, która pojawi się u nas bodajże pierwszy raz na dłużej niż kilka kadrów.


Okładka komiksu Avengers tom 5: Tajne imperium

Tytuł oryginalny: Avengers: Unleashed vol.2: Secret Empire
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Mike Del Mundo, Phil Noto
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 108
Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?