Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill – recenzja komiksu

Witajcie w Pleasant Hill – miasteczku będącym spełnieniem amerykańskiego snu i wyobrażeń o prowincjonalnej utopii. Tu sąsiad zna sąsiada i z uśmiechem mu pomoże. Zaufać mu może. Czy aby na pewno? Czy może mała mieścina w Connecticut kryje w swym cieniu liczne zbrodnie i tym samym, zbrodniarzy? Przed wami Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill, crossover, który pokazuje, że jak Marvel chce, to potrafi.

Strona komiksu Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill

Punktem wyjścia w tej historii jest Maria Hill, kobieta, która zastąpiła Nicka Fury’ego na stanowisku szefa S.H.I.E.L.D.. W przeciwieństwie do zawadiackiego Irlandczyka jest jednak osobą o chłodno kalkulującym umyśle, dla której nie liczą się honorowe czyny herosów, a tym bardziej jakiekolwiek z nimi przyjaźnie. Tu pragnę przypomnieć Wojnę Domową. Tym razem pani naczelnik posunęła się jeszcze dalej. Widząc nieskuteczność więzień dla superłotrów, stworzyła miejsce, w którym zapominają oni o swoich kryminalnych korzeniach i stają się dobrymi obywatelami. Tym właśnie jest Pleasant Hill. Nie tyle więzieniem, ile miejscem odosobnienia. Trzymanie jednak w jednym miejscu tylu szerszeni, chociażby nie wiem jak otumanionych, może skończyć się źle i tak też się dzieje. Jak właściwie udało się jej poskromić tak wielu złoli?

Tu pojawia się postać Kobik, z pozoru kilkuletniej, miłej dziewczynki, której zamiary są naprawdę dobre. Sęk w tym, że posiada ona moce, z którymi konkurować mogliby Beyonderzy lub Doktor Manhattan, a jakiekolwiek stresujące okoliczności doprowadzają do ich rozchwiania. Myślicie zapewne, że skoro pojawia się ktoś o boskiej mocy, to otrzymacie kolejny wielki i wybuchowy „hit”? Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill spełnia wszystkie kryteria rasowego crossoveru, charakter wydarzeń jest jednak zgoła inny. Herosi nie stają naprzeciwko kosmicznego/międzywymiarowego zagrożenia, a zmuszeni są stawić czoła dość subtelnemu, uderzającemu także w ich sumienia incydentowi. Tajne więzienie, które choć jest całkiem humanitarne, jest zarazem dwuznaczne moralnie i niebezpieczne ze względu na specyfikę Kobik. Kojarzy mi się to nieco z Rodem M, gdzie obok superbohaterskich zapasów dostaliśmy zagadnienia, które skłaniały do przemyśleń. Warto poznać tę historię również ze względu na to, że stanowi fundament pod równie interesujące Secret Empire.

Strona komiksu Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill

Na Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill składa się wiele serii. Część z nich to flagowe pozycje, jak Avengers, a część to serie, które raczej nie mają większych szans ukazać się na naszym rynku. Plusem takowego składaka jest to, że mamy okazję ujrzeć bohaterów, którzy gdzieś tam zostali zapomniani wśród wydarzeń o dużej skali. Należą do nich między innymi Wyjący Komandosi z Dum Dum Dugganem na czele czy Wrecker ze swoim łomem imieniem Barbara. Właśnie ci bohaterowie, nienależący do elit Domu Pomysłów, nadają całości oryginalnego klimatu. Bez patetycznego heroizmu, bez filmowego humorku. Ci pośledni herosi, z kuriozalnymi gadżetami i mocami, są solą ziemi świata łotrowskiego. I mimo siły nieporównywalnej do Thanosa czy innego Apocalypse’a, w grupie stanowią silną bandę, zdolną zająć nawet Kapitana Amerykę i to w trzech wariantach.

Co ja mogę napisać o rysunkach w albumie złożonym z wielu różnych pozycji? Całość stoi na poziomie dobrym, bez większego eksperymentowania. Nie znajdziecie tu plansz z poziomem heroizmu w stylu Jima Lee, ale komiks pozbawiony jest też samodzielnej rysunkowej narracji. Mam jednak kilku faworytów. Pierwszym z nich jest Mike Henderson, który skupił się na postaci Absorbing Mana, złoczyńcy z trzeciej, no może drugiej ligi, który nie budził moich emocji. Ilustracje Hendersona sprawiły jednak, że zacząłem mu odrobinę współczuć. Nie można też zapomnieć o nazwiskach takich jak Acuna, Kubert czy Bagley. Na specjalny medal zasługuje też kultowa okładka pierwszego numeru Kapitana Ameryki w interpretacji Alexa Rossa.

Strona komiksu Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill

Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill jest komiksem, który umknął mej uwadze w chwili premiery za oceanem. Po Tajnych Wojnach odpuściłem sobie nowo powstające serie, licząc na ich pojawienie się u nas i dopiero Secret Empire skłoniło mnie do ponownego bieżącego śledzenia rynku. I tak do końca nie byłem pewny poziomu tej historii. Wyszło jednak na to, że Atak na Pleasant Hill to naprawdę solidny komiks, zdecydowanie plasujący się w czołówce współczesnych crossoverów Marvela. Stanowi też argument na to, że tego typu opowieść nie musi być oparta na huraganowych walkach, a swą siłę opierać na solidnym pomyśle. Historia ta została stworzona niejako na 75 urodziny Kapitana Ameryki i z lekkim opóźnieniem pozwolę sobie życzyć mu kolejnego jubileuszu i równie wspaniałych historii.


Okładka komiksu Avengers – Impas: Atak na Pleasant Hill

Tytuł oryginalny: Avengers Standoff
Scenariusz: Nick Spencer, Gerry Duggan, Mark Waid, Mark Guggenhaim i inni
Rysunki: Daniel Acuna, Mark Bagley, Mike Henderson, Adam Kubert i inni
Tłumaczenie: Marek Starosta

Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 420
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?