B.B.P.O.: Piekło na Ziemi tom 4 – recenzja komiksu

Ekranizacja Hellboya z Davidem Harbourem jest dla postaci wykreowanej przez Mike’a Mignolę tym, czym najświeższa trylogia Gwiezdnych wojen dla całokształtu uniwersum Skywalkerów. Nie policzkiem, a porządnym sierpowym w twarz. Dlatego mimo wieku Rona Perlmana roję sobie, że aktor kiedyś powróci i zepnie historię Guillerma del Toro w piękną całość. Trochę to naiwne i wiem, że lepiej trzymać się komiksów z uniwersum Mignoli, które niezmiennie oferują świetny materiał. B.B.P.O.: Piekło na Ziemi tom 4 wprowadza kilka nowości i zaostrza apetyt na finał.

Mignola i Arcudi otwierają czwarty tom Piekła na Ziemi z przytupem. Liz, Fenix i grupa agentów wracają do Kolorado, by trafić na raban wywołany złem z czasów kadencji Bruttenholma. Przy okazji pojawia się nastoletni Hellboy i po raz kolejny przekonałem się, że twórcy wiedzą, jak stworzyć tło życia codziennego dla agentów Biura. Rodząca się przyjaźń między Liz i Fenix, czy całokształt damskiej załogi Biura nadają serii jeszcze większego kolorytu i są przeciwwagą dla panów, którzy też nie zostali pominięci.

Kolejne wydarzenia przenoszą czytelnika do grupy Johanna Kraussa, krzykliwego agenta Enosa i wciąż skupiającego moją uwagę Howardsa ze swoim hiperborejskim ostrzem. Ten ostatni dostaje kilka retrospekcji i staje się dla reszty kimś więcej, niż milczącym berserkiem. Charakter zagrożenia oddany został tu dobrze na przykładzie pewnego kelnera, który na swoją zgubę przekonuje się, że wielkie monstra to nie jedyne zagrożenie. Na pytanie, jakim cudem ostał się kelner w świecie będącym jednym wielkim polem walki, odpowiem nieco szerzej.

Dopiero teraz zauważyłem, jak dobrze jest tu zarysowany świat w czasie apokalipsy. Liczni twórcy zazwyczaj idą po bandzie, uproszczając co się da i powtarzając błędne schematy. W B.B.P.O. jest inaczej. Świat jest w kiepskim stanie, ale raczej jeszcze chwieje się na nogach, niż leży odliczony na deskach. Bestie wielkości drapaczy chmur zdecydowanie prą do przodu, ale nie są niezniszczalne, a system obrony przed nimi zdaje się działać. Wprawdzie pozlepiany taśmą i pobożnymi życzeniami, lecz wciąż sprawny. I dlatego gdzieniegdzie społeczności funkcjonują normalnie. Restauracje są otwarte, ludzie żyją i popijają kawę i może na horyzoncie majaczy coś w rozmiarach Godzilli, ale nie dajmy się zwariować… Przy okazji japońskiego jaszczura- chylę przed twórcami czoła za piękny hołd dla klasyki kina potwornego.

Duet Arcudi/Mignola nie daje zapomnieć o drugim planie. Dyrektor Niczajko i demoniczna pannica pod kloszem wciąż prowadzą ze sobą psychologiczną grę i napięcie wzrasta z każdą kolejną konfrontacją. Równie niespokojnie dzieje się w Nowym Jorku, wciąż okupowanym przez siły Czarnego Płomienia. Pewnej wpływowej wdowie nie podoba się fakt, że korporacja Zinco ucieka się do badań na żywych okazach. Z kolei sam Płomień z każdym kolejnym występem budzi coraz większy respekt, zwłaszcza że jego powiązania z Ogdru Jahad przestają być tylko symboliczne.

Pojawia się nowa postać i to w wątku schodzącym z tonu walki militarnej na walkę duchową. Agentka Ashley Strode, mimo młodego wieku, staje naprzeciw wyzwaniu dla doświadczonych egzorcystów. W starciu z piekielnym markizem pomaga jej co prawda weteran tego fachu, ale wyraźnie widać, że rośnie nowa gwiazda Biura. Dobrze się dzieje, że w B.B.P.O. znajduje się miejsce na historie o zupełnie innym klimacie, niż główna linia fabularna. Po wielu wydarzeniach twórcy nadal zaskakują i to nie idąc w tanią wybuchowość.

Piąty tom B.B.P.O. ukaże się planowo w listopadzie, a od niego już prosta droga do Devil You Know i powrotu sami wiecie kogo. Jestem przekonany, że poprzeczka nie zejdzie niżej i gdyby istniała możliwość pre-orderu, to pewnie już zamawiałbym finał Piekła na Ziemi. Jesteś fanem DC i Marvela, jednak masz dość w kółko powtarzających się motywów? B.B.P.O. jest dla ciebie. Występują tu ludzie o nadzwyczajnych zdolnościach i jeszcze bardziej niesamowitych osobowościach. Są wątki paranormalne, ale opowiedziane bez uogólniającej mgiełki. I wreszcie- detale są dopieszczone i nie ma mowy o niespójnościach. Poza tym seria ma szczęście do rysowników, a wydanie oferowane przez Egmont obfituje w dodatki będące czymś więcej niż tylko wariantowymi okładkami. Czego chcieć więcej?


Okładka komiksu B.B.P.O.: Piekło na Ziemi tom 4

Tytuł oryginalny: B.P.R.D. – Hell on Earth Vol. 4
Scenariusz: John Arcudi, Mike Mignola
Rysunki: Tyler Crook, Laurence Campbell, Cameron Stewart, Joe Querio, Mike Norton
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 420
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?