Batman: Ostatni rycerz na Ziemi – recenzja komiksu

DC Black Label z założenia miał być duchowym spadkobiercą Vertigo, może z nieco większą ilością herosów. Co czytać należy, że z większą ilością Batmana, bo to on i postaci wokół niego orbitujące nadają się najbardziej do mroczniejszych, poważnych opowieści. I tak po raz trzeci Mroczny Rycerz gości solowo u nas w ramach tego imprintu, tym razem w historii postapokaliptycznej. Scott Snyder i Greg Capullo ponownie łączą siły i dają nam trochę Mad Maxa i Staruszka Logana, a trochę jakby niewykorzystanych pomysłów ze swojego runu z The New 52!.

Strona komiksu Batman: Ostatni rycerz na Ziemi

Historia już od początku jest mocna. Oto Bruce Wayne budzi się w psychiatryku, a cała jego nietoperzowa kariera okazuje się majakiem szaleńca. Inni pacjenci i personel do złudzenia przypominają jego kanonicznych antagonistów, a jedyną osobą najbliższą oryginałowi jest Alfred. Dalej fantazja Snydera tylko nabiera rozpędu. Batman budzi się na pustyni, odnajdując po chwili słój z głową Jokera. Na dodatek nadzwyczaj żywą i rozmowną, co więcej, udzielającą się jako przewodnik po upadłym świecie, w którym na każdym kroku czai się zagrożenie.

Batman w sercu Scotta Snydera musi zajmować szczególne miejsce, gdyż nawet po oddaniu tytułu w ręce Toma Kinga nie puścił peleryny Mrocznego Rycerza. Batman Metal to co prawda crossover, ale ze sporym naciskiem na Gacka, a recenzowany właśnie komiks to dowód na to, że pomysły na tę postać w głowie nowojorczyka są cały czas żywe. Jeśli lubicie manierę i styl twórcy Amerykańskiego wampira, to nie możecie odpuścić Ostatniego rycerza na Ziemi. Jest tu kilka mocnych pomysłów, jak Lex Luthor i jego farma czy flashowe tornado, nie zabrakło też nawiązań do przeszłości. Przy okazji – czy zauważyliście, że konie u Snydera i Capullo zazwyczaj nie mają wiele szczęścia…?

Strona komiksu Batman: Ostatni rycerz na Ziemi

O ile Scott Snyder i to, jak postrzega postać Obrońcy Gotham może być dla niektórych czymś nie do przyjęcia, o tyle nie można narzekać na oprawę wizualną. Greg Capullo już w Trybunale Sów pokazał, co potrafi, nadając Gotham nową energię. Bez usilnego zmieniania pewnych stałych miasta i jego dobrych i złych obywateli. W Ostatnim rycerzu na Ziemi jest odważniej. Diana z prawdziwie amazońskim irokezem na głowie i hermetycznie opakowany łeb Jokera to widoki, których nie da się zapomnieć. Batman z The New 52! może i nie miał tak cierpliwie rozłożonego zamysłu fabularnego, jak ten pióra Toma Kinga, ale zawierał masę elementów, które cieszą. Nawet zbroja Gordona z czasów jego „batmanowania” ma swój urok.

Strona komiksu Batman: Ostatni rycerz na Ziemi

Batman: Ostatni rycerz na Ziemi zapewne przejdzie niezauważony przy tuzach, jakimi są dwa tomy Batman: Black & White. A byłoby to niesprawiedliwe, bo choć nie jest to pozycja wybitna wśród alternatywnych wizji Mrocznego Rycerza, to widok nowego Jokera czy spojrzenie na postaci herosów DC w stylu Millara i jego Staruszka Logana mają swój urok i kupują mnie o wiele bardziej, niż zdecydowanie zbyt krótki Batman: Przeklęty również wydany w DC Black Label. Mam też szczególny sentyment do prac Snydera i Capullo z Batmanem w roli głównej. Sama historia ma potencjał na kontynuację. Może Snyder niczym Sean Gordon Murphy wypracuje swój mikroświat, w którym nie będzie musiał oglądać się na innych autorów? Na razie Batman: Ostatni rycerz na Ziemi to lektura warta poznania i polecenia.


Okładka komiksu Batman: Ostatni rycerz na Ziemi

Tytuł oryginalny: Batman: Last Knight On Earth
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Greg Capullo
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 184
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?