Bractwo magów – recenzja komiksu

Gatunek urban fantasy jest nieograniczony w swej formie. Miasta i mniejsze aglomeracje różnią się od siebie i działający na ich terenie magowie i inne istoty nadnaturalne dostosowują się do nich. Mark Millar w Bractwie magów daje nam dość bezpieczną wizję, aczkolwiek w kilku momentach ekscytującą, a z pewnością narysowaną naprawdę znakomicie. Czy twórca Staruszka Logana może wpisać sobie tę pozycję w portfolio obok swoich największych dzieł, czy wręcz przeciwnie – powinien umieścić ją na końcu swej bibliografii?

Strona komiksu Bractwo magów

Podstawą wielu urban fantasy jest fakt, iż wszystko, co nadnaturalne, żyje w ukryciu przed społeczeństwem, często jednak na nie oddziałując. Nie inaczej jest w Bractwie magów. Jest trochę familijnie. Moonstone’owie są rodziną magów, którzy nie obnoszą się ze swymi zdolnościami, adekwatnie do swej potęgi. Jeśli ktoś zna Siergieja Łukjanienkę i jego Nocny Patrol z pewnością przypomni sobie niejakiego Siemiona, który odnalazłby się w tej familii. Nieco gorzej jest z ich wrogiem, któremu z kolei przyklasnąłby marvelowski Dormammu, z jego ambicjami i skłonnościami do teatralnego bycia złym. Starcie sił dobra i zła jest jednak emocjonujące i to właśnie motywy czystej dynamiki są tu najlepsze. Pierwszy plan prezentuje się ładnie, ale co z tłem?

Z Markiem Millarem jest dziwna sprawa. Osobnik ten potrafi napisać coś, co przez lata jest wspominane i zapisuje się do klasyki medium komiksowego. Przy tym nie tworzy dzieł ciężkich w swej sztukaterii jak Moore czy Bilal. Przykładowo Superman: Czerwony syn przedstawia ciekawą alternatywę, która prostotą swego założenia daje czytelnikowi rozrywkę, posiadającą jednak kilka intrygujących momentów i co ważniejsze – rodzącą kilka pytań. Z drugiej strony autor czasem idzie na łatwiznę i mając niezły pomysł tworzy dość blade odbicie tego, czym dzieło mogłoby się stać. Bractwo magów jest tego świetnym przykładem. Wszystkiego jest tu jakby za mało, widać wręcz pewną skrótowość. Dostajemy dobre dzieło akcji z motywami magii, których znajdziemy wiele i gdyby napisał to mniej znany autor, zapewne otrzymałby ode mnie wyższe noty. To jednak Mark Millar i nie mogę nie wymagać czegoś powyżej przeciętnej.

Strona komiksu Bractwo magów

Mark Millar ma okazję współpracować z naprawdę świetnymi rysownikami. Rafael Albuquerque, Sean Murphy czy Steve McNiven to tylko część z nich. Olivier Coipel to nazwisko, które jest pewnym gwarantem jakości. I choć autor scenariusza nie stara się tak, jakby mógł, to francuski rysownik pokazuje prawdziwą klasę. Jest magicznie, mrocznie, miejsko i niekiedy przerażająco. Bractwo magów jest dowodem na to, że rysunek może podnieść ogólne walory komiksu o kilka poprzeczek. Wpatrując się w kadry Coipela pomyślałem sobie nie o Millarze, a o Neilu Gaimanie i o tym, że gdyby kiedyś zechciał zilustrować swe opowiadania, bądź powrócić do Sandmana, to Francuz byłby idealnym współpracownikiem…

Strona komiksu Bractwo magów

Bractwo magów to typowy średniak. Mógłby być czymś znakomitym, gdyby autorowi zwyczajnie chciało się stworzyć coś więcej, niż nieskomplikowaną historię z miejskimi magami. No i gdyby przede wszystkim przyłożył się bardziej do przygotowania technicznego. Słynna wpadka z pomyleniem autora pewnego cytatu jest karygodna. Zwłaszcza że chodzi tu o dwóch gigantów rosyjskiej literatury i błąd ten jest autorstwa cenionego scenarzysty, a nie przeciętnego polityka, którzy są fabrykami niefortunnych wpadek i generatorami głupich wypowiedzi. Historia ta doczekać ma się ponoć serialowej adaptacji i gdzieś tam chodzą słuchy o komiksowej kontynuacji. Jeśli mają one być jak niniejszy tom, to czekam z umiarkowaną nadzieją. Jeśli jednak wykorzystają pełen potencjał idei Bractwa magów, to może nawet inaczej spojrzę na ten album.


Okładka komiksu Bractwo magów

Tytuł oryginalny: The Magic Order
Scenariusz: Mark Millar
Rysunki: Olivier Coipel
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Wydawca: Mucha Comics 2020
Liczba stron: 176
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?