Advertisement



Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze – recenzja komiksu

Jedna z najbardziej szalonych serii komiksowych, jakie miałem okazję czytać, ma się ku końcowi.  Chew John Laymana i Roba Guillory’ego może nie powala fabułą, ale jako seria absurdalnych historyjek po brzegi wypchanych gagami sprawdza się wyśmienicie. Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze to niestety przedostatni album tego abstrakcyjnego komiksu.

Jeden z najważniejszych wątków całej serii został wprawdzie zamknięty w poprzednim tomie, ale kilka tajemnic wciąż pozostaje nierozwiązanych. Jeśli pamiętacie poprzednie tomy, z pewnością dręczy was kwestia tajemniczych znaków pojawiających się na niebie. Wreszcie dowiemy się, co oznaczają i czym mogą grozić. Oczywiście wciąż główną niewiadomą pozostaje geneza ptasiej grypy, która odmieniła świat przedstawiony.

Na kartach Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze wydarzy się naprawdę dużo. Spotkamy między innymi prezydenta USA, którego chcąc nie chcąc przed pewnym zagrożeniem ratuje Oliwka. Rzucimy też okiem na miejsce, w którym przebywa teraz Toni i tak – nie mylicie się – jest to niebo. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda, to będziecie mieli okazję rzucić okiem na jego wyobrażenie w wersji Laymana i Guillory’ego. Muszę przyznać, że jest zabawnie.

Po dość lekkim wstępie przystępujemy do (nomen omen) dania głównego, którym jest zamknięcie historii jednej z najbardziej charakterystycznych postaci w całej serii. Mowa oczywiście o Savoyu, którego trudno jednoznacznie określić jako dobrego lub złego. Wiadomo jednak, że jego relacja z Tonym staje się coraz bardziej zaogniona, szczególnie kiedy na Savoya pada podejrzenie o brutalny atak na osobę bliską naszemu protagoniście – Amelię.

https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/401/461/401461/1560770458/800.jpg

Strona komiksu Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze

Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze wyraźnie sugeruje, że ostatni, dwunasty tom tej wydawanej u nas od pięciu lat serii może być spektakularny, oczywiście jak na standardy tej historii. Jestem pewien, że autorzy zakończą swoją opowieść z hukiem – na pewno będzie zabawnie i podejrzewam, że absurdalnie. Chociaż jest to absurd tego rodzaju, którego nie można nie lubić. Niepodrabialny styl Guillory’ego urzeka właściwie od pierwszego zeszytu, a Layman wydaje się mieć nieprzebrane pomysły. Pomimo 55 zeszytów „na karku”, wciąż poznajemy nowe kulinarne zdolności – tym razem np. podróż w czasie do chwili, kiedy dane danie zostało przygotowane.

W niniejszym albumie mamy jeszcze jedną ciekawostkę – zeszyt stanowiący crossover z wydawaną u nas przez Non Stop Comics (skądinąd świetną!) serią Revival – Odrodzenie. To oczywiście tylko ciekawostka, nie mająca żadnego wpływu na fabułę, ale zobaczyć bohaterów Chew w świecie Dany Cypress, jej siostry i pozostałych Odrodzonych to coś wspaniałego, szczególnie dla fanów obu opowieści.

Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze to więcej tego samego – doskonałego humoru, ukrytego nawet w najmniej oczywistych miejscach, nierzadko groteskowo brutalnych scen, czy wreszcie tego niespotykanego luzu, którzy mają tylko artyści tworzący dzieła autorskie, nastawione na niczym nieskrępowaną rozrywkę. I nawet jeśli zdarzają się dłużyzny (a zdarzają się), to są ukryte pod postacią wątków pobocznych, i to takich, że każdy z osobna mógłby zasłużyć na własny spin-off.

Seria dobiegła końca, ale niewykluczone, że prędzej czy później doczekamy się jej kontynuacji w jakiejś postaci, prawdopodobnie z Oliwką na pierwszym planie. Już niebawem nadarzy się okazja, by zapytać o to Johna Laymana, który ma być gościem 30 Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, już pod koniec września.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/401/462/401462/1560770458/800.jpg

Okładka komiksu Chew tom 11 – Ostatnie wieczerze

Tytuł oryginalny: Chew vol.11 – The Last Suppers
Scenariusz: John Layman
Rysunki: Rob Guillory
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawca: Mucha Comics 2019
Liczba stron: 136
Ocena: 70/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?