Coś zabija dzieciaki tom 1 – recenzja komiksu

Jest w życiu taki dziwny czas, gdy dziecięca naiwność i ufność znikają, lecz odpowiedzialność za decyzje wpływające na dalsze życie jest jeszcze pieśnią przyszłości. Okres ten to wspaniały czas wyobraźni i beztroski. W Coś zabija dzieciaki tom 1 niektórzy bohaterowie są właśnie w takim wieku. Nie mogą jednak pozwolić sobie na szczeniacką swawolę. W Archer’s Peak dziecięce fantazje ucinane są przez realne zagrożenie, trzymające całe miasto w szachu. Aż do przybycia pewnej jasnowłosej dziewczyny.

Strona komiksu Coś zabija dzieciaki tom 1

Myśląc o podobnych małych miasteczkach w USA, czuję ukłucie niepokoju i widzę twarz mistrza Lyncha. W Coś zabija dzieciaki tom 1 akcja ma miejsce w jednej z podobnych do setek innych mieścin, której mieszkańcy tworzą niemal hermetyczny mikroświat. I nie wyróżniałaby się ona niczym szczególnym, gdyby tytułowe małolaty nie zaczęły znikać w ilościach hurtowych. Te, które udało się odnaleźć, przynoszą dość ponure wieści o siłach znacznie niebezpieczniejszych niż szajka zaślinionych kidnaperów. Do tego mają one charakter nadnaturalny, daleki od małomiasteczkowego klimatu. Szczęśliwie zagrożenie to przyciąga kogoś, kto może mu zaradzić.

Erica Slaughter to może nie żeńska wersja Geralta z Rivii, ale z pewnością mogłaby wymienić się z nim wiedzą. Dziewczyna przybywa do Acher’s Peak by rozwiązać problem tego miasta. Podoba mi się, że ma w sobie badassowski urok chłopczycy, ale nie jest spełnieniem męskich fantazji jak Lara Croft. Tynion IV nieco lepiej radzi sobie z damskimi postaciami, co widoczne było już w jego runie Batman – Detective Comics. Sądzę nawet, że gdyby nieco pofantazjować, można by zrobić z Eriki bohaterkę nie tylko jednej, zamkniętej serii. Tym bardziej, że cieszy się ona popularnością.

Strona komiksu Coś zabija dzieciaki tom 1

Oprawa prowincji i małolatów próbujących walczyć ze złem z jedynym racjonalnym dorosłym na czele to nic odkrywczego. Przy tym to tak sprawdzony i sprawiający przyjemność przy każdym powrocie motyw, że nie da się nim znudzić. James Tynion IV nie sili się na jego rozbudowanie, nie jest też wybitny w tym, co robi. Nikt nie oczekiwał po dość lekkiej fabularnie serii czegoś wiekopomnego, ale wystarczył jakiś element, który nadałby temu komiksowi odrobinę charakteru. Pomimo tego niniejszy komiks uhonorowany został nagrodą GLAAD, co odczytuje bardziej jako pozytyw dla coraz lepszego wydawnictwa BOOM! Studios, niż do promocji komiksu nie do końca wykorzystującego w pełni swój potencjał.

Werther Dell’Edera. Rysownik o ciekawie brzmiącym nazwisku jest dla Tyniona IV nieocenioną pomocą. Ilustrator Loveless czy Briggs Land tworzy obraz typowej prowincji, pozwalając jednak unosić się nad nią gęstemu poczuciu niepokoju i zagrożenia. Nieco wyolbrzymiona mimika, sprawna gra cieniem i wygląd potworów sprawiają, że Coś zabija dzieciaki tom 1 jest lepszy wizualnie, niż fabularnie. Ale może o to chodzi w historiach z delikatnym dreszczykiem, którym niespieszno do tytułu kamienia milowego komiksu grozy? Całokształt dobrej jakości rysunków nie jest wyłącznie zasługą ilustratora. Kolorysta Miquel Muerto wart jest bliższego poznania.

Strona komiksu Coś zabija dzieciaki tom 1

Z samym umiejscowieniem komiksu Tyniona IV i Dell’Edery mam pewien problem. Nie określiłbym go jako typowego horroru. Ociera się o motywy grozy, ale bliżej mu do urban fantasy przyprawionego umiarkowanymi strachami. Jest przez to wspaniałym dziełem na tę porę roku. Urlopową, często niepozwalającą na rzetelne przyswajanie ambitniejszych dzieł. Jest standardowym tworem scenarzysty, który w duecie ze Scottem Snyderem przy seriach około-Batmanowych był tym drugim. James Tynion IV może nie jest drugoligowym pisarczykiem, ale wątpię, aby jego dzieła weszły do kanonu. Coś zabija dzieciaki tom 1 to tego najlepszy przykład.


Okładka komiksu Coś zabija dzieciaki tom 1

Tytuł oryginalny: Something is Killing the Children Vol. 1
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell’Edera
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Wydawca: Non Stop Comics 2020
Liczba stron: 120
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?