Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie – recenzja komiksu

Czytając poprzednie trzy tomy Deadly Class można pomyśleć, że główny bohater nie może mieć już gorzej. Życie uczuciowe Marcusa to porażka, na dodatek plasuje się on na dnie hierarchii Kings Dominion, a finał ubiegłego tomu wskazuje, że następnym przystankiem jest bolesny zgon. Rick Remender postanawia dokręcić śrubę, wrzucając go w sam środek szkolnej rzezi i to w roli smakowitej dla myśliwych ofiary. Czy zahartowany ulicznym życiem i szkolnymi bataliami Marcus tym razem wyjdzie z tego cało?

Strona komiksu Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie

Egzamin końcowy w Kings Dominion polega na grupowej walce. A właściwie na eliminacji tak zwanych szczurów – uczniów bez koneksji, którzy dostali się do tej placówki często przypadkiem, właściwie tylko po to, by szybko zostać mięsem armatnim. Należący do tej grupy Marcus i część jego towarzyszy zwierają szyki, starając się uniknąć ofensywy najbardziej wpływowych wrogów ze szkolnej ławy. A ci stanowią realne zagrożenie. Ot Viktor, będący potomkiem siepacza z KGB (choć dla mnie raczej Ivana Drago…) czy Shabnam – niepozorny, manipulujący wszystkimi mały człowiek. Ot szeregowy uczeń, w odpowiedniej chwili wychodzi na pozycję demiurga całego zamieszania. Jakoś jednak zapamiętałem Pauly’ego, którego wszyscy znają i kochają, w jego czerwonej, szczęśliwej koszulce…

W Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie lepiej ujawnia się pewien talent autora. Remender świetnie wprowadza postaci epizodyczne i przypadkowe, mające za zadanie być jedynie przerwami między akcją z głównymi bohaterami. Scena w sklepie muzycznym czy niezbyt uczciwym gliną wzmacniają gwałtowne pojawienie się bohaterów. Podkreśla też bezpardonowość wychowanków mistrza Lina i tego, czego są w stanie dokonać dla szkolnego awansu. Antagoniści nie przyćmiewają jednak najważniejszych bohaterów. Mimo iż nie każdemu wiedzie się najlepiej, to pechowe wydarzenia w ich życiu są napisane z większym do nich szacunkiem, niż robią to autorzy łagodniej traktujący swych bohaterów.

Strona komiksu Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie

Mord, mord, mord. Na stronach czwartego tomu Deadly Class trup ściele się gęsto i niespodziewanie. Rick Remender zaserwował nam reset swego świata w błyskawiczny sposób. Bo po Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie nic nie będzie takie samo. Scenarzysta nie poszedł w przewidywalnym, bezpiecznym kierunku, naciskając pedał gazu i mknąc w nieznane. I choć chciałoby się dostać w tym przypadku więcej sztampy, to dla przyszłości serii wyjdzie to na plus. Tym bardziej, że jest ona wciąż tworzona i kolejne tomy od Non Stop Comics to tylko kwestia czasu, mam nadzieję, że jak najkrótszego.

To, co robi Wes Craig w kolejnych tomach, podoba mi się coraz bardziej. Czerpie on sporo z Millera i Risso, przy tym sam jest niezwykle indywidualny. Wszystko, co najlepsze z poprzednich tomów, zostało zachowane i pomnożone. Z kolei finał tomu, jakby zupełnie z innej historii, czyni z serii jedną z najciekawszych opcji w kategorii rysunków na rynku. Ciekawie Craig operuje też dymkami. Zwykle ich pokaźna ilość kojarzona jest z dawno minioną narracją. Tu jest ich sporo, jak na tak dynamiczną historię, ale odpowiednie ich umiejscowienie, zgrywanie się z planszami i treść sprawiają, że nie czujemy żadnej dłużyzny.

Strona komiksu Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie

Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie zmienia wiele w historii Ricka Remendera. Gdyby chodziło o ludzi w maskach i pelerynach napisałbym, że to kolejny event, burzący dotychczasowy status quo. W przypadku brutalnej historii o szkole nastolatków-zabójców to przejście na kolejny etap, którego ostateczny obraz zobaczymy w przyszłych tomach. Zwykle nawet największe serie zachowujące ten sam charakter w czwartym już tomie troszkę nudzą. Deadly Class to nadal dawka nieokiełznanej energii, a twisty fabularne tylko zaostrzają apetyt.


Okładka komiksu Deadly Class tom 4: Umrzyj za mnie

Tytuł oryginalny: Deadly Class Vol.4: Die for me
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Wesley Craig
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Non Stop Comics 2020
Liczba stron: 136
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?