Doktor Strange tom 1 – recenzja komiksu

Zbiorcze wydania Marvel NOW! 2.0 od Egmontu są dla mnie czymś idealnym z dwóch powodów. Po pierwsze – jestem niecierpliwy i oczekiwania na kolejny tom lubianej serii jest dla mnie istną katorgą. Po drugie – jestem chciwy. A dwa tomy w jednym zawsze kosztują trochę mniej, jak mawiają bankierzy, pieniążków. A poważniej: wydania te są po prostu wygodniejsze. Pozwalają szybciej wrócić do ulubionych momentów, bez rozgrzebywania kilku albumów i sama ich prezencja na półce jest jakby dostojniejsza. Dlatego cieszę się, że Doktor Strange tom 1 nie został podzielony na kilka albumów i pełna historia mieści się w zintegrowanym tomiszczu, który trzyma czytelnika więzami silnymi niczym szkarłatne wstęgi Cyttoraka.

Strona komiksu Doktor Strange tom 1

W świecie Marvela magia nie kolidowała z zaawansowaną technologią, a w niektórych przypadkach obie te dziedziny wzajemnie się uzupełniały. Coś jednak zaczyna szwankować, gdyż nawet w rękach tak sprawnego czarodzieja, jak Stephen Strange, magia zaczyna wymykać się spod kontroli. A uściślając – zanikać. Pamiętacie Thora Gromowładnego i Gorra Bogobójcę? Tu sytuacja jest podobna. Magiczne światy kolejno upadają pod siłą technologicznych Empirikulusów, prowadzonych przez Imperatora. Łotr ten nie jest jednak typowym złoczyńcą, no może prócz tytułu. Ma swoje całkiem zrozumiałe motywacje i genezę nieco kojarzącą się nawet z konkurencyjnym herosem z Metropolis. Na jego przykładzie jasno widać poziom, na jakim tworzy twórca Bękartów Południa. Mamy ciekawą fabułę, o wiele lepszą od superbohaterskich standardów. Z drugiej strony całość to jedna wielka przygoda, bez wyciągania finalnych wniosków, choć zawartość piwnicy rokuje na nieco ambitniejsze ciągoty Aarona.

Jason Aaron pozwolił sobie na zupełnie nowe ukazanie Doktora Strange’a. Nie, nie obawiajcie się, że na jego miejsce wskoczy nowy bohater innej płci. Mag pozostaje na swoim miejscu, lecz pokazuje tu bardziej ludzkie, niedoskonałe oblicze. W klasycznych opowieściach jawi się on jako autorytet od magii, owiany jej aurą, do którego z prośbą o radę przychodzą najtęższe umysły Marvela. Przy tym wszystkim bywa odrobinę snobistycznym sztywniakiem. Aaron pozwolił sobie przypomnieć o jego pyszałkowatości z czasów, gdy był wziętym lekarzem. Bo cała ta buta nie zniknęła, mimo magii, z którą styka się na co dzień. Kryje się gdzieś w zakamarkach jego duszy niczym pajęczyna na strychu.

Strona komiksu Doktor Strange tom 1

Obok uwypuklenia przywar Stephena, autor podkreślił pewien aspekt, całkowicie pomijany przez lata jego kariery. Magia ma bowiem swój ciężar i tak, jak Spider-Man musi zszywać rany, a mutanci liczyć się z wrogą opinią publiczną, tak pierwszy mag Marvela ponosi dotkliwe konsekwencje wieloletniego rzucania zaklęć. Mowa tu o urazach, których nie wyleczy klasyczna medycyna, powodujących długotrwałe, niecodzienne dolegliwości. Przykład? Doktor Strange zmuszony jest odżywiać się dość paskudnymi papkami, częstokroć żywszymi niż on sam, których fizjonomii nie powstydziłaby się wyobraźnia Lovecrafta. Ponadto magiczne wersje klasycznych chorób to wyzwanie nawet dla doktora medycyny i magii.

Największy wkład w wizerunek Strange’a i magicznych krain, po których ten podróżuje, miał niezapomniany Steve Ditko. Jego psychodeliczne wojaże na granicy percepcji sprawiły, że niegdysiejszy chirurg stał się idolem zbuntowanej młodzieży odzianej w kwieciste koszule. Choć Strange’a u nas wciąż za mało, to starałem się śledzić jego rozwój na przestrzeni lat. Chris Bachalo, tak jak Frank Brunner czy P. Craig Russel, nie zatracił ducha mistycyzmu Ditki. Autor ten na przestrzeni lat zmieniał swój styl, w ostatnich latach nieco go cementując. W Uncanny X-Men pokazał jednak tylko namiastkę tego, co potrafi. Doktor Strange tom 1 to istne szaleństwo połączenia magii i technologii. Autor świetnie poradził sobie z wyczuciem klimatu opowieści Aarona i z godnością dodał swoją cegiełkę do historii naczelnego maga uniwersum Marvela.

Strona komiksu Doktor Strange tom 1

Doktor Strange tom 1 jest tym, czym powinna być współczesna wersja przygód tego bohatera. Opowieścią dynamiczną, ale nie typowo heroiczną. Ogromnym jej atutem jest fakt, że gdyby zmienić kilka szczegółów, całość fabuły mogłaby być zupełnie samodzielna, istnieć poza światem Domu Pomysłów. Jedyni herosi tu występujący to ci władający magią, a klimat komiksu ma znamiona bliższe urban fantasy. Jason Aaron dał nam ciekawą historię i kolejny raz pokazał, że można napisać absorbującą opowieść o superludziach, bez uciekania się do tanich zagrywek i banałów. Drugi tom został już zapowiedziany i gorąco liczę, iż Egmont nie porzuci przygód Doktora Dziwago, gdyż wiele jest jeszcze do nadrobienia z jego obszernej bibliografii. Rodzimy rynek komiksowy ma się nieźle, ale wyraźnie potrzeba nam doktora, który zaleci prawdziwie magiczną kurację.


Okładka komiksu Doktor Strange tom 1

Tytuł oryginalny: Doctor Strange Vol. 1: The Way of the Weird, Doctor Strange Vol 2: The Last Days of Magic
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Chris Bachalo
T³umaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 300
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?