Advertisement



Doom Patrol tom 2 – recenzja komiksu

Istnieją tytuły, które nie mają szans na większy rozgłos, dopóki nie trafią pod opiekę w zdolne ręce. Swamp Thing zyskał mocno na popularności po przejęciu go przez Alana Moore’a. Hawkeye zaś zawsze był pozycją daleką od topowej oferty Marvela, lecz od czasu runu Matta Fractiona i Davida Aji jej główny bohater przestał być „tym gościem z łukiem”. Podobnie było z Doom Patrolem, gdzie początkowy pomysł irracjonalnej drużyny superludzi przemienił się w standardowe przygody trykociarzy i przez to sporo stracił. Dopiero gdy z otchłani niebytu za kark wyciągnął go Grant Morrison, seria odzyskała dawny blask. Doom Patrol tom 2 to porcja kolejnych przygód Najdziwniejszych Bohaterów Świata, tak odmiennych od nudząco normalnych kolegów z innych zespołów.

Strona komiksu Doom Patrol tom 2

W pierwszym tomie pokręconym herosom Nilesa Couldera dane było mierzyć się między innymi z Bractwem Dada. Tutaj grupa trafia w sam środek wojny dwóch abstrakcyjnych cywilizacji, które toczą boje od niezliczonych lat. Zadzierają też z siłami wprost z Pentagonu. Nie mógłbym też pominąć solowego starcia Couldera z Łowcą Bród, szaloną wizją Punishera, pałającego nienawiścią do nieogolonych mężczyzn. Poruszają się w domenach tak dziwacznych, że czytanie ich przygód wymaga skupienia, ale też dużego dystansu. To, co wyrabia Morrison, nawiązuje wprost do prac Arnolda Drake’a, które nie przetrwały niestety tak dobrze próby czasu.

Pisząc tę recenzję zastanawiałem się, jak najlepiej oddać słowami rodzaj absurdu, jakim raczy nas szkocki scenarzysta. I najlepszą odpowiedzią będą dwie postaci tu debiutujące. Pierwszą z nich jest Danny Ulica, kolorowy osobnik, transwestyta posiadający wielu przyjaciół, błąkający się od miasta do miasta. Klucz w tym, że jest on ulicą. Budynkami z jezdnią pośrodku. Kolejnym niezwykłym bohaterem jest Flex Mentallo. Na pozór kanoniczny heros – gładkolicy, umięśniony, z lekkim przerostem ego. Najlepsze jednak w nim jest to, że oprócz zamiłowania do własnej sylwetki i kulturystyki, jego mięśnie kształtują rzeczywistość. Odpowiednia ekspozycja bicepsa może położyć kwartał miasta lub doprowadzić do masowego orgazmu. Morrison łamie tabu w każdy możliwy sposób i czyni to niezwykle zmyślnie.

Strona komiksu Doom Patrol tom 2

W trakcie runu Granta Morrisona stale zmieniali się rysownicy. W tym albumie pojawiły się prace Mike’a Dringenberga i Kelley’a Jonesa, budzące moją nostalgię do Sandmana. Ilustracje w Doom Patrol tom 2 nie są jednak wyłącznie dziełem tej dwójki. Vince Giarrano, Scott Hanna i reszta twórców kreują zupełnie inną rzeczywistość, która istnieje tylko na granicy jawy i snu lub roi się w umyśle szaleńca. Ponowne pojawienie się pewnego łotra jest niemal najlepszym powrotem w świecie DC, a lokacje, jak choćby Owadzia Sieć, powinny zostać przeniesione na płótno. „Sztuka na śniadanie! Sztuka na obiad! Sztuka na podwieczorek!” – jak wesoło głosi jedna z postaci.

Strona komiksu Doom Patrol tom 2

W zalewie klasycznych serii z etykietką superbohaterską Doom Patrol tom 2 jest jak papuga wśród ptactwa miejskiego. Do tego gadającą do samej siebie i uważającą się za antyczne bóstwo. Początkowo obawiałem się, że będzie to pójście w totalny, surrealistyczny chaos i tylko dziwaczność będzie jedynym atutem tego dzieła. Po takim twórcy jak Morrison mogłem spodziewać się czegoś więcej. Twórca We3 tworzy dzieło racjonalne w swej irracjonalności. Porządnie zbudowane, bez odchyleń w niezrozumiały bełkot czy tym bardziej w heroiczny standard. Doom Patrol tom 2 jest czymś, co wiecie, że będzie dobre, a okazuje się jeszcze lepsze. Komiksem, którego koniec zasmuca, ale i cieszy, gdyż zawsze można do niego wrócić i odkryć nowe elementy jego złożoności.


Okładka komiksu Doom Patrol tom 2

Tytuł oryginalny: Doom Patrol Book 2
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Richard Case, Scott Hanna, Mike Dringenberg, Kelley Jones, Vince Giarrano, Simon Bisley i inni
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 424
Ocena: 90/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?