Fear Agent tom 1 – recenzja komiksu

Wychowałem się na SF i niemal każda pozycja z tego nurtu budzi moje zainteresowanie. Od osadzonego nieco w klimatach noir Blade Runnera, poprzez sagę Lucasa, aż po ambitniejsze pozycje spod pióra Lema czy Dicka. Nigdy nie uważałem za niedorzeczność powszechnego w tym gatunku łamania praw fizyki i czasem nawet logiki. Liczyła się po prostu przygoda, a czasem filozoficzna zaduma. Fear Agent tom 1 to lektura mieszcząca się gdzieś pośrodku, ale której warto się przyjrzeć.

Strona komiksu Fear Agent tom 1

Główny bohater to kosmiczny awanturnik pełną gębą. Niedbały, niechlujny i przypominający połączenie wielu podobnych mu herosów kina akcji, ze szczególnym wyróżnieniem dwóch kreacji Harrisona Forda – Hana Solo i Indiany Jonesa. Niemal każde jego działanie wygląda na całkowitą improwizację, a sukces z niego wynikający zdaje się spowodowany cudem. Do tego ani myśli o wyciąganiu wniosków z popełnionych błędów i dalej działa w podobny sposób. Huston był kiedyś jednak inny. Należał do elitarnej jednostki Agentów Strachu, broniących Ziemi przed zakusami ufoludów. Błękitna Planeta odparła inwazję, lecz jej defensorzy zaczęli kolejno ginąć. A ci, którzy nadal żyją, prowadzą żywot bliski głównemu bohaterowi. Tak właściwie jest on ucieleśnieniem całego nastroju komiksu, a wręcz go definiuje.

Huston to bohater smutny, topiący swe żale w alkoholu i ryzykanckim stylu życia. Powierzchownie wydaje się opojem i lekkoduchem w dość szczególnej rakiecie, w głębi to jednak człowiek pełen bólu i chęci odwetu na istotach, które zniszczyły jego życie. Heath jest niebywale magnetyczną postacią. Wolimy bowiem antybohaterów od wyidealizowanych zbawicieli mas. A bohater ten daleki jest od bycia kolejnym kosmicznym człowiekiem ze stali. Podoba mi się też nienachalny wątek romantyczny, niezwykle ludzki, bez akrobacji fabularnych rodem z literatury dla płci pięknej.

Strona komiksu Fear Agent tom 1

Fear Agent tom 1 jest komiksem dla miłośników tej gałęzi gatunku SF, która po prostu cieszy dynamiką wydarzeń i pomysłowością autorów. Nie ma tu miejsca na międzygwiezdne rozmyślania czy refleksje nad ludzkością pośród pustki kosmosu. Co nie znaczy, że Remender dał nam jedynie pustą historyjkę o ludziach i kosmitach z laserowymi pukawkami w rękach i innych odnóżach. Jego bohater to złożona osobowość, a wydarzenia, w jakie jest wrzucany, są równie niejednoznaczne, jak on sam. Bo czy cała fantastyka naukowa jest prosta? Liczni autorzy pokazali wiele razy, że pod futurystyczną powłoczką kryje się cały wszechświat. Zarówno dosłownie, jak i w przenośni.

Rysunki mógłbym określić krótko – coś między Moebiusem a Skottiem Youngiem. Sęk w tym, że między tymi dwoma artystami jest ogromna przestrzeń, którą można różnie interpretować. Aby lepiej uchwycić kwintesencję plansz duetu Moore/Opena, przytoczę filmowych Strażników Galaktyki. Mamy więc trochę retro, odrobinę klimatu lat 80 i nieco śladów zużycia wszelakiego kosmicznego sprzętu. I to ostatnie tyczy się przede wszystkim Hustona. Fear Agent tom 1 miejscami zawiera w sobie nawet egzotykę kosmosu Jima Starlina. Cała ta różnorodność i barwność z pewnością oczarują fana gatunku.

Strona komiksu Fear Agent tom 1

Istnieje różnica między odmóżdżającą rozrywką a taką, do której chce się wracać. Ta pierwsza to banał, coś, co cieszy jednorazowo i przelotnie. Paradokument, kicz, tysięczny odcinek telenoweli. Ta druga to coś znacznie więcej. Zakotwicza się i mimo iż nie zawsze niesie wiekopomne przesłania, to nie wylatuje z pamięci i skłania do ponowienia z nią przygody, pozornie zatopionej w coraz to nowych odkryciach literackich czy filmowych, lecz mimo to trzymającej się solidnie. Taki właśnie jest Fear Agent tom 1. Rick Remender stworzył bardzo dobre SF, klasyczne w swej strukturze, ale i idealne dla współczesnego, o wiele bardziej wymagającego niż niegdyś odbiorcy.


Okładka komiksu Fear Agent tom 1

 Tytuł oryginalny: Fear Agent: Final Edition Volume 1
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Tony Moore, Jerome Opena
Tłumaczenie: Marta Bryll
Wydawca: Non Stop Comics 2019
Liczba stron: 248
Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?