Fire Force tom 5 – recenzja mangi

Poprzedni tom przyniósł nam jak dotąd najlepszą walkę w mandze oraz spory progres fabularny, dlatego też w piątym akcja odrobinę zwalnia, jednocześnie poszerzając naszą wiedzę o nowe informacje o kolejnym Zastępie.

W czwartym tomie działo się naprawdę dużo. Walka Shinry z Hoshimiyą prezentowała się niezwykle efektownie, a jej następstwa skierowały dalsze śledztwo Ósemki w nowym kierunku. Dodatkowo główny bohater dowiedział się, że jego brat może nadal żyć, ale niestety prawdopodobnie należy do Białych Kapturów. Dostajemy dużo informacji i jeszcze więcej niewiadomych.

Fire Force

Fot. strona z tomu 5 Fire Force

Zobacz również: Fire Force tom 4 – recenzja mangi

Nowe poszlaki nakierowały jednak Ósmy Zastęp na obszar pod jurysdykcją Siódemki, gdzie też chcą kontynuować śledztwo. Siódmy Zastęp znany jest ze swojej niechęci do rządu oraz tradycjonalizmu. Kapitan Oubi chce to wykorzystać i nawiązać lepsze relację z Zastępem, by następnie razem pojmać odpowiedzialnych za sztuczne upłomiennianie ludzi. Oczywiście dopuścić do tego nie chcą członkowie Białych Kapturów, którzy doprowadzają do konfliktu miedzy zastępami. Kapitan Siódemki, Benimaru Shinmon, atakuje Shinrę i jego przyjaciół, będąc przekonanym, że to Ósemka odpowiada za upłomiennienie jednego z mieszkańców z obszaru pod jego ochroną.

Jeszcze chwilę wcześniej dostaliśmy pokaz zdolności Benimaru. Kapitan w ramach hucznego odprawienia płomiennego dosłownie zmiata dużą cześć miasta. Jak się potem dowiadujemy, jest to miejscowy, tradycyjny sposób na uszanowanie duszy zmarłego. Benimaru okazuje się jednym z najsilniejszych strażaków spośród Zastępów Specjalnych Sił Przeciwpożarowych. Może on używać zdolności zarówno drugiej, jak i trzecie generacji – jest wstanie generować ogień, a potem bez problemu go kontrolować. I właśnie z kimś tak silnym, w wyniku podstępu Białych Kapturów, przyszło się mierzyć członkom Ósemki. Na początku starcia Benimaru wygrywał bez większego wysiłku, jednak w obronie członków swojego zastępu stanął sam kapitał, Akitaru Oubi. Mimo że nie posiada on zdolności pirotechnicznych, dzielnie stawia czoło Benimaru. Na finał tego niefortunnego starcia musimy jednak poczekać do następnego tomu.

Fire Force

Fot. strona z tomu 5 Fire Force

Zobacz również: Dr. Stone tomy 5-6 – recenzja mangi

Czwarty tom Fire Force zaczyna się dość spokojnie – członkowie Ósemki analizują nowe poszlaki oraz udają się na przyjacielski zwiad na obszar pod jurysdykcją Siódemki. Niespodziewana ingerencja Białych Kapturów doprowadza jednak do konfliktu między zastępami i kolejnego widowiskowego starcia. Nie sposób się tu nudzić.


Fire Force

Tytuł oryginalny: Enen no Shouboutai
Scenariusz i rysunki: Atsushi Ohkubo
Tłumaczenie: Wojciech Gęszczak
Wydawca: Waneko
Liczba stron: 190
Ocena: 75/100

Redaktor współprowadzący działu Gry

Gra więcej, niż powinien. Od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego, co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?