Flash tom 10 : Wyprawa po moc – recenzja komiksu

Wakanda to ciekawa lokacja w świecie Marvela. Jednak jeszcze ciekawiej i egzotyczniej jest w konkurencyjnym Mieście Goryli. Pierwsza myśl, jaka może przyjść po usłyszeniu tej nazwy, to dumne ruiny zapomnianej cywilizacji, zamieszkałe obecnie przez potężne ssaki naczelne, jakoby strzegące spokoju dawno zmarłych ludzi. Świat DC jest jednak bardziej zakręcony i Miasto Goryli jest monarchią zarządzaną przez króla Solovara, z którego pochodzi jeden z największych wrogów Flasha – Grodd. I chyba każdy wie, że są oni przedstawicielami dumnego i nad wyraz inteligentnego gatunku małp. Dlaczego wspominam o tej metropolii? Flash tom 10: Wyprawa po moc zaczyna się od wizyty właśnie tam.

Strona komiksu Flash tom 10: Wyprawa po moc

Flash wyrusza w podróż, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat Mocy Prędkości i jej równoległych potęg. Poprzedni tom pokazywał, że pomysł na nie był trafiony i Williamson potrafił go dobrze wykorzystać. Para postaci obdarzonych tymi mocami jest więcej niż interesująca. Fuerza, obdarzona Mocą Siły, stanowiłaby wspaniałą kandydatkę na żonę dla Bane’a, z kolei Psych, z niejasnymi motywacjami i Mocą Mędrca, odpowiednio rozwinięty może w przyszłości stać się świetnym arcyłotrem. Gdzieś pomiędzy nimi widzimy pewną bliźniaczą parę i ich zbrodnie, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to marne kopie Gotham Girl i jej brata.

Znacie serial Flash od stacji CW? Pomijając telewizyjny budżet, niepozwalający na efekty równe kinowym produkcjom, miejscami miał on potencjał na coś więcej, niż bycie produkcją tylko dla fanów dość szczególnego obrazu świata DC, znanego szerzej jako Arrowverse. Twórcy po prostu nie wykorzystali pełni postaci Flasha, co z kolei świetnie czyni Joshua Williamson. Flash tom 10: Wyprawa po moc jest na to przykładem, nawet lepszym, niż poprzednie albumy. Dostajemy tu jednocześnie nieco osobistych rozterek Allena, sporo relacji z młodszymi posiadaczami mocy (dla odmiany tym razem nie speedsterami) i akcji w stylu superhero w rozrywkowym, ale niegłupim wydaniu. I może dlatego, gdy serie z popularniejszymi herosami w czasie Odrodzenia i po nim zmieniły swych scenarzystów, tak Flash niezmiennie realizowany jest i będzie jeszcze przez jakiś czas przez Joshuę Williamsona.

Strona komiksu Flash tom 10: Wyprawa po moc

Flash od początku nie był zaniedbywany graficznie. Christian Duce pojawił się w serii wielokrotnie i to właśnie jego kreska kojarzy mi się najbardziej z Najszybszym Człowiekiem na Ziemi okresu DC Odrodzenie, ale i autorzy, którzy często występują jednorazowo, nigdy nie zawiedli moich oczekiwań. Ciekawa sprawa jest w tej serii z okładkami alternatywnymi. Choć nie zawsze Egmont umieszcza wszystkie w swoich wydaniach, to te, które się pojawiają, są lepsze od okładek właściwych. Polecam przeglądnąć sobie warianty, stanowią bowiem one również fajny motyw na plakaty, koszulki czy inne płaszczyzny niebędące samym komiksem.

Strona komiksu Flash tom 10: Wyprawa po moc

Dziesiąty już tom Flasha rozwija pomysły Williamsona, które subtelnie powiązane są z wydarzeniami z Batman Metal i tymi z udziałem Ligi Sprawiedliwości. Przy tym ponownie zostawia trochę miejsca na obyczajowość, choćby w kwestii postaci Iris. Run autora ma już wyznaczony termin zakończenia i przekonamy się, ile z jego pomysłów zostanie na stałe w świecie DC. Mam nadzieję, że bohaterowie mogący być świetnymi herosami/łotrami drugiego planu nie popadną w zapomnienie, a nawet odpowiednio dalej rozwinięci odświeżą wizerunek uniwersum wypełnionego ikonami, które swoje początki miały w zupełnie innych epokach. Jeszcze w tym roku premierę będzie miał tom jedenasty i choć Flash nigdy nie był oczekiwany przeze mnie na poziomie tytułów z Vertigo, to Egmontowi należy się pochwała za częstotliwość wydawania tej serii.


Okładka komiksu Flash tom 10: Wyprawa po moc

Tytuł oryginalny: Flash vol. 10: Force Quest
Scenariusz: Joshua Williamson
Rysunki: Christian Duce, Rafa Sandoval, Jordi Tarragona, Minkyu Jung
Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 132
Ocena: 70/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?