Grass Kings tom 3 – recenzja komiksu

Słowo „komiks” w naszym społeczeństwie kojarzone jest z opowiastkami dla najmłodszych, przeważnie naiwnymi i prostymi. Z kolei pojęcie „powieść graficzna” brzmi dość egzotycznie, a nawet podejrzanie dla przeciętnego Kowalskiego. Jeśli jednak miałbym zaprezentować Grass Kings osobie niezorientowanej, użyłbym tego drugiego określenia. Czemu? Gdyż czytając poważną i dojrzałą historię Matta Kindta, z rysunkami Tylera Jenkinsa, nieuświadomiony potęgi komiksu śmiertelnik pojmie, iż jest to literatura, a nie jej rozwodniona pochodna. Oto finał historii Królestwa Traw. O ile poprzednie tomy cyklu charakteryzowały się wyważonym napięciem, tak Grass Kings tom 3 to pierwszorzędna akcja.

Strona komiksu Grass Kings tom 3

Królowie są skłóceni. Każdy z nich dźwiga ciężar zbyt wielki, nawet jak na ich koronowane głowy, a co gorsza na ich niewielkie włości czyha coraz większe niebezpieczeństwo. Szeryf Humbert tylko czekał na tak dogodną okazję do pogrążenia Bruce’a i jego braci. Sytuacja dochodzi do linii, która ostatni raz została przekroczona podczas oblężenia Ruby Ridge. Nie muszę też chyba wspominać o depczących im po pietach kłopotach, ciągnących się już od pierwszego tomu. Czy Królestwo Traw również skazane jest na zagładę?

Szeryf miasta Cargill od początku jawił się jako negatywny bohater. Brodaty stróż prawa ma dość obcesowe podejście do ludzi, zwłaszcza tych z Królestwa Traw, jednak Kindt nieco go tu usprawiedliwia. Po raz kolejny w Grass Kings przeszłość okazuje się istotnym elementem teraźniejszości. Zachowania szeryfa mają swe podstawy i są one solidnie przez autora zbudowane. Nie ma w tym szczypty banalności, jest tylko smutny realizm, którego najtwardszą emanacją jest ojciec wspomnianego.

Strona komiksu Grass Kings tom 3

W popkulturze istnieje wiele typów czarnych charakterów. Jeśli miałbym porównać Humberta Starszego do jakiejkolwiek innej postaci, byłby to Raymond Tao z mangi Heat. Ojciec szeryfa zapewne stworzyłby z nim znakomity duet. Podłość tego człowieka wydaje się wpisana w jego DNA. Połączenie drobiazgowej złośliwości z inteligencją zdolną wyrządzać wielkie zło. Humbert Senior wydawał się więc najczarniejszą postacią Grass Kings. Kindt pokazał jednak, że obok wielkiego zła istnieje jeszcze większe zło.

Malarstwo akwarelowe jest niesamowicie lekkie i eteryczne. Tyler Jenkins, ilustrując Grass Kings, którego akcja osadzona jest w mało sielankowym środowisku, mógł solidnie się poobijać. Półdzikie pejzaże przeplatane lichymi miastami i będący się w podobnej kondycji ludzie nie mają w sobie ani odrobiny delikatności. Jenkins jednak wykorzystał niedoskonałości otoczenia. Oto zwiewny sen płynnych barw zmienia się w hipnotyczny trans, a sporadyczne skoki w przeszłość tylko umacniają wrażenie nierealności w całej serii. Uwielbiam komiks malowany, a w Grass Kings widzimy jasno, że może on mieć jeszcze ciekawsze oblicze.

Strona komiksu Grass Kings tom 3

Grass Kings tom 3 przeczytałem, przypominając sobie dwa poprzednie albumy. Nie dlatego, że zapomniałem, co w nich się działo, ale dla zasmakowania pełni mocy serii Matta Kindta i Tylera Jenkinsa. Tytuł kojarzył mi się początkowo z Briggs Land i innymi komiksami, których akcja osadzona jest na peryferiach USA. Po trzech tomach widać już jednak różnice. Grass Kings wyróżnia się spośród innych tytułów pewną hermetycznością, która nie trąci żadną negatywną ideologią i nie niesie moralizatorskiego przesłania. Grupa nieco zmęczonych ludzi pragnie po prostu żyć po swojemu, właściwie nikomu nie wadząc, gdy na drodze do ich spokoju staje wielki świat w postaci dość podłych jednostek. Oto opowieść o trzech samozwańczych monarchach z Królestwa Traw i ich walce z samostanowieniem, którą toczyć muszą nie tylko z wrogami z zewnątrz, ale i z własnymi demonami. I mimo iż tym królom daleko do dworskiego splendoru, z chęcią chwilami odetchnąłbym w ich krainie.


Okładka komiksu Grass Kings tom 3

Tytuł oryginalny: Grass Kings Vol. 3
Scenariusz: Matt Kindt
Rysunki: Tyler Jenkins
Tłumaczenie: Grzegorz Drojewski
Wydawca: Non Stop Comics 2019
Liczba stron: 128
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?