Advertisement

Green Arrow – recenzja komiksu

„Run” to po naszemu okres, w którym konkretny tytuł tworzony jest przez dany zespół artystów. I tak w The New 52! od początku do końca za Batmana odpowiadał Scott Snyder, zaś Ligę Sprawiedliwości wziął pod skrzydła Geoff Johns. Zdarzały się jednak takie tytuły, w których twórcy zmieniali się wręcz periodycznie. Do takich zalicza się Green Arrow, który zaczynał w rękach J.T. Krula, a skończył pisany przez Benjamina Percy’ego. Gdzieś pomiędzy nimi był duet Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino. Po przeczytaniu tego tomu mogę bez wahania powiedzieć, że była to złota era dla ówczesnych przygód Zielonej Strzały.

Strona komiksu Green Arrow

Już na początku tomu widać, iż Lemire dostał swego rodzaju czystą kartę. Wydarzenia z poprzednich tomów nie są tak wiążące, jak na przykład w Batmanie. Niezbędne wiadomości można nadrobić kilkuminutowym googlowaniem. I tak wszystko zaczyna się od tego, że Oliver Queen wpada w potężne tarapaty i zostaje skazany na banicję. Kolejne wydarzenia pokazują, że wciągnięty został wbrew swej woli w znacznie większą kabałę, gdzie kluczową rolę odgrywają totemiczne bronie i starożytne klany praktykujące sztuki walki. Arrow w wykonaniu Lemire’a jest więc trochę jakby Hawkeye’em i Iron Fistem w jednej osobie. Czy to możliwe? Jak najbardziej. W końcu Green Arrow narodził się na egzotycznej wyspie, łącząc w sobie wielkomiejski spadek bogatego rodu z nutami pierwotnych sił z domieszką surowych reguł wschodnich sztuk walki.

Do czasu lektury Green Arrow sądziłem, że rozpoznam styl narracji Jeffa Lemire’a w każdym dziele. W swoich projektach Kanadyjczyk pozwala sobie fechtować po swojemu. Powyższy komiks jest zupełnie pozbawiony „lemire’owania”. Gdyby ktoś dał mi test, gdzie obok Lemire’a pojawiłyby się nazwiska powiedzmy Jasona Aarona i Scotta Snydera, to obstawiałbym prędzej któregoś z tej dwójki. Czemu? Część obyczajowa ma tu zupełnie inny, mniej melancholijny charakter, niż w innych komiksach twórcy Podwodnego spawacza. Przysłania ją też akcja, zaplanowana lepiej niż w innych komiksach z gatunku, nosząca pewne znamiona kina sensacyjnego. Nie bez przyczyny.

Strona komiksu Green Arrow

Serial stacji CW o przygodach Green Arrowa kompletnie mnie nie wciągnął. Szereg cech sprawił, że zniechęciłem się do niego i bodajże w drugim sezonie przestałem go śledzić. Nawet jak okazało się, że jest częścią większego świata nazywanego Arrowverse, gdzie istnieją inne postaci DC jak Flash czy Superman. Czemu o tym wspominam? Bo chwilami komiksowy Green Arrow przypomina serial, choć jest znacznie, znacznie lepszym dziełem. Ma wszystko to, co dobre było na szklanym ekranie, a równocześnie nie posiada absurdów tej produkcji. Jeśli jednak polubiłeś serial, to komiks tym bardziej wpasuje się w twe gusta.

Nie napiszę nic pochwalnego o pracach Andrei Sorrentino, bo prędzej czy później będę się powtarzał. Ma on wizję, pomysły i wiele więcej. Pozwolę sobie za to przygotować nowego czytelnika na to, co wyrabia ten artysta. Sorrentino w swej twórczości traktuje każdy element swego rysunku jako środek przekazu. Kadry, tło, onomatopeje przemawiają do odbiorcy, a same postaci są przy tym nieraz drugorzędnym elementem. Do tego intensywne, kontrastowe i nakładane cyfrowo kolory. I to ostatnie nie oznacza bynajmniej nieudolnego photoshopowania, a porządną robotę. Green Arrow wyróżnia się więc nie tylko lepszym scenariuszem, ale i rysunkami od pozostałych zeszytów serii z The New 52!.

Strona komiksu Green Arrow

DC Deluxe w ostatnim czasie ukazuje się co miesiąc i dotąd moja biblioteczka wzbogaciła się dzięki temu o szereg bardzo dobrych, a wręcz wspaniałych tytułów. Początkowo byłem pewien, że Green Arrow będzie wyjętym z kontekstu albumem, którego jedyną zaletą będzie kunszt autorów. Okazało się, że to najlepsze, co mogło ukazać się z przygód herosa z Seattle. Musimy powoli przestawiać się na myślenie, że klasyką DC staje się również czas The New 52!. Jeff Lemire jest u nas trochę kurą znoszącą złote jajka. Nawet mniej hitowe Extraordinary X-Men wzbudza zainteresowanie, a perspektywa premier kolejnych, znacznie lepszych jego tytułów wzbudza słuszny optymizm.


Okładka komiksu Green Arrow

Tytuł oryginalny: Green Arrow by Jeff Lemire and Andrea Sorrentino Deluxe Edition
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Andrea Sorrentino
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 480
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?