Hitman tom 1 – recenzja komiksu

Bardzo cieszy mnie to, że Egmont adoptował osierocone przez Mandragorę serie takie jak DMZ, Transmetropolitan czy 100 naboi i doprowadził lub dopiero doprowadzi je do końca. Teraz do tego zacnego grona dołączyła seria o Hitmanie, jednym z tych mniej znanych (anty)bohaterów ze świata DC. Całość zamknie się w pięciu obszernych tomach w twardej oprawie, a pierwszy z nich trafił właśnie w nasze ręce. Na okładce, oprócz tytułowego bohatera znajduje się – a jakże by inaczej – Batman. Mroczny Rycerz wystąpi bowiem gościnnie w tej historii, ale nie ma to… żadnego znaczenia.

Jeśli Hitman kojarzy Wam się głównie z grą wideo, musicie koniecznie poznać Tommy’ego Monaghana, który swoje supermoce nabył w wyniku dziwacznego incydentu – ataku kosmicznej istoty. Kiedy tylko wyszedł ze szpitala, okazało się, że dysponuje rentgenowskim wzrokiem i potrafi czytać w myślach. Zamiast pójść na łatwiznę i zostać klasycznym superbohaterem, postanowił stać się kimś na kształt marvelowskiego Punishera – niezwykle brutalnym i skutecznym mordercą na zlecenie, ale takim z zasadami, który eliminuje tylko szumowiny, a ludzi, których uzna za dobrych, zostawia w spokoju. Trochę w nim Johna Hexa, Deadpoola i całkiem sporo z samego… Lobo (panowie zresztą spotkali się na łamach wydanego u nas komiksu Hitman/Lobo – Ten głupi wał).

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/009_HM01.jpg

Strona komiksu Hitman tom 1

W kreacji postaci wyraźnie czuć piętno autora – legendarnego już irlandzkiego scenarzysty Gartha Ennisa. Każdy, kto czytał serie takie jak Kaznodzieja czy Chłopaki z łatwością będzie mógł sobie wyobrazić świat przedstawiony w Hitman tom 1. Mamy tu twardych facetów lubiących pograć sobie w pokera czy w bilard, żłopiących piwsko lub whisky i nigdy nie rozstających się ze swoimi giwerami. Mamy też ich przeciwników – przybyszów z kosmosu, pozbawionych zmysłów mutantów, zwykłych ulicznych bandziorów, mafiozów, skorumpowanych gliniarzy, czy wreszcie prawdziwych złoczyńców pokroju Jokera. To w końcu Gotham City…

Rysownikiem serii, która zadebiutowała jeszcze w pierwszej połowie lat 90. jest John McCrea, który współpracował z Ennisem m.in. przy wspomnianych już The Boys, ale tworzył też komiksy ze świata Star Wars. Jego kreska nie ma wiele wspólnego z realizmem, świetnie oddaje za to cartoonową groteskę i karykaturalną przemoc. Jeśli lubicie rysunki np. Steve’a Dillona, z pewnością i prace rysownika Hitman tom 1 przypadną wam do gustu. Szczególnie, kiedy McCrea realizuje szalone pomysły Ennisa, takie jak mafijni bracia syjamscy, z których jeden ginie podczas strzelaniny (!), a drugi pragnie krwawej zemsty.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/141_HM01.jpg

Strona komiksu Hitman tom 1

Hitman tom 1 nie skłoni do refleksji, nie zmieni naszego postrzegania świata, nie wzruszy też do łez – nie po to powstała ta lektura. To przede wszystkim komiks rozrywkowy, pełen absurdalnej przemocy, szorstkich odzywek, strzelanin i humoru – nie zawsze mądrego, ale zawsze zabawnego. Brakuje tylko erotyki i mielibyśmy męską fantazję pełną gębą. Nie muszę dodawać, że jest to komiks przeznaczony dla dorosłych czytelników, chociaż głębi i dojrzałości, które chciałbym widzieć w albumach spod znaku DC Black Label tutaj nie uświadczymy.

http://alejakomiksu.com/gfx/plansze/305_HM02.jpg

Strona komiksu Hitman tom 1

Hitman tom 1 to zabawa konwencją superbohaterską, balansowanie gdzieś na jej krawędzi, bo przecież nie spotkania z Mrocznym Rycerzem, Demonem Etriganem czy zielonowłosym księciem zbrodni są tutaj najważniejsze. Tommy Monaghan najbardziej da się lubić w tych przyziemnych sytuacjach – kiedy podrywa kobiety, spędza czas z kumplami, czy wspomina sceny z dzieciństwa, które ukształtowały to, kim dzisiaj jest. Ten komiks to powrót do lat 90., kiedy styl pisania był inny, bohaterowie niekoniecznie byli złożonymi osobowościami, a za ostry humor nikt nikogo nie ganił. Czysty hedonizm zamknięty w twardej oprawie.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/423/504/423504/1581461562/800.jpg

Okładka komiksu Hitman tom 1

Tytuł oryginalny: Hitman vol. 1
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: John McCrea
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 328
Ocena: 80/100

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?