Invincible tom 1 – recenzja komiksu

Superbohaterowie to motyw, którego chyba nie da się w pełni wyeksploatować. Pozwolę sobie nawet stwierdzić, że to kanwa, na której wyszyć można dowolną historię, od naiwnych, pełnych heroizmu, lecz wciąż ciekawych przygód autorstwa Stana Lee i Jacka Kirby’ego, poprzez ponure kryminały z udziałem Daredevila czy Batmana, czy kosmiczne odyseje Strażników Galaktyki i spółki.

Mógłbym wymienić jeszcze wiele twarzy, jakie przybierają komiksy z peleryną, lecz wniosek jest jeden – herosi mają jeszcze wiele do zaoferowania. Robert Kirkaman, twórca m.in. Żywych Trupów i Marvel Zombies pokazuje nawet, że używając wypróbowanych narzędzi można napisać świeżą i intrygującą opowieść. Oto pierwszy tom Invincible od Image Comics.

Strona komiksu Invincible tom 1

Nastolatek nie jest typem herosa, który lubię najbardziej. Są jednak chwalebne wyjątki. Mark Grayson, znany również pod dumnym pseudonimem Invincible, jest właśnie takim przypadkiem. Jego postać już na wstępie zdobyła moją sympatię. W życiu prywatnym chłopak z jednej strony jest indywidualistą, człowiekiem wyraźnie innym od swych niekiedy pospolitych rówieśników, a z drugiej boryka się ze wszystkimi problemami okresu dojrzewania. Szkoła i cała jej społeczna egzotyka, dziewczyny, że nie wspomnę o ojcu superbohaterze. Gdy Mark odkrywa, iż dziedziczy po swym staruszku zdolności, do jego skomplikowanego życia osobistego dochodzi jeszcze bardziej szalona kariera superczłowieka.

Nie byłoby jednak Marka Graysona, gdyby nie jego ojciec – Nolan, a zawodowo Omni-Man. Pseudonim jakże adekwatny do umiejętności, bo mimo podobieństw do mocy Supermana, to Ostatni Syn Kryptona wydaje się przy Nolanie trampkarzem fachu superbohaterskiego. Nolan służbę herosa łączy z życiem rodzinnym i trzeba przyznać, że jest rozsądnym panem domu. Zakochana w nim żona i syn, który zaczyna podążać jego śladem, tylko to potwierdzają. No i te tatuśkowe wąsy, zasługujące na osobną historię.

Znów powrócę do Supermana. Jego najnowsze przygody w Odrodzeniu wyróżniają się silnym naciskiem na wątek rodzinnych relacji, zwłaszcza na linii ojciec-syn. Brawa dla autorów tej serii, ale uważam, że Robert Kirkman nieco lepiej poradził sobie z tym zadaniem. Nolan jest dużo mniej heroiczny, pomnikowy, a Mark, z racji iż jest nieco starszy od Jona Kenta, jest lepszym odzwierciedleniem motywu młodego, początkującego superbohatera. Polecam jednak porównać sobie obie serie pod tym kątem i samodzielnie wybrać, który duet – Graysonowie czy Kentowie – jest lepszy.

Strona komiksu Invincible tom 1

Nie można nie wspomnieć o inspiracji Kirkmana, głównie postaciami ze świata DC. Coś podobnego ma miejsce w Czarnym Młocie, lecz cykl Invincible to historia o zupełnie innym klimacie, a co za tym idzie, autor nieco inaczej czerpie tu z klasycznego kanonu superherosów niż Jeff Lemire. Każdy jednak hołd dla złotych standardów komiksu jest dla mnie ogromnym plusem. Nie będę wymieniał, do kogo konkretnie nawiązuje Kirkman – każde wychwycenie podobieństw między znanymi herosami, a ich wariantami w innych opowieściach jest przednią zabawą i nie zamierzam wam jej odbierać.

Robert Kirkman to liczące się nazwisko w świecie komiksu. Dowodzi tego choćby jego seria Żywe Trupy, gdzie autor nie daje czytelnikowi absolutnej nowości, a tworzy konsekwentnie swoją wizję dość klasycznej apokalipsy z udziałem umarlaków, nadając jej oryginalny charakter. Podobnie jest i z Invincible. Znajdziecie tu typowe superbohaterskie motywy, kosmiczno-międzywymiarowych złoczyńców i absurdy typowe dla tej konwencji. Już sam Omni-Man jest wręcz archetypem bohatera w pelerynie. Dodanie do tego tygla problemów nastolatka i jego drogi do dorosłości, zarówno w wymiarze cywilnym, jak i służbowym, stanowi silnik cyklu.

Rysunki są bez wątpienia ciekawe, zwłaszcza biorąc pod uwagę nawiązania do popkultury. Mimo to nie mogę powiedzieć, aby Cory Walker mnie urzekł. Nie mogę pozbyć się bowiem uczucia dysonansu między treścią, a jej wizualizacją. Nie zrozumcie mnie pochopnie. Walker ma wiele ciekawych pomysłów, ale w wielu miejscach brakuje mi tego nieodgadnionego „czegoś”. Detale? Mimika twarzy? Myślę, że te i jeszcze inne drobne mankamenty razem zbierają się na odczucie, pomimo którego doceniam projekty postaci. Odpowiednie przerobienie kultowych bohaterów tak, aby zachowali swą pierwotną symbolikę, a przy tym nie byli kalką, nie należy do łatwych zadań, a Walker wywiązał się z niego po mistrzowsku. Bliższe memu sercu są natomiast plansze Ryana Ottleya, twórcy nieco mniej indywidualnego, ale przy tym lepiej pasującego do niezwykłego superbohaterskiego świata.

Strona komiksu Invincible tom 1

Egmont dołączył do grona wydawców udostępniających polskim czytelnikom co lepsze pozycje z Image Comics. Invincible należy do grupy komiksów superbohaterskich, które prezentują całą problematykę gatunku w sposób nieobrażający czytelnika. Co prawda wolę nieco mroczniejsze spojrzenie na herosów, bliższe Strażnikom czy serii Czarny Młot, ale lekki sposób Kirkmana również się sprawdza, przynajmniej na początku tej serii. Na koniec warto też wspomnieć, że wydawnictwo Egmont ponownie rozpieszcza czytelnika, dodając bardzo solidną porcję dodatków, wprowadzających czytelnika w niezwykłe uniwersum Invincible.


https://assets.gildia.pl/system/thumbs/000/370/554/370554/1532376502/800.jpg

Strona komiksu Invincible tom 1

Tytuł oryginalny: Invincible The Ultimate Collection Vol. 1
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Cory Walker, Ryan Ottley
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Wydawca: Egmont 2018
Liczba stron: 400
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?