Invincible tom 3 – recenzja komiksu

Wraz z zagłębianiem się w daną dziedzinę, zaczyna się dostrzegać pewne szczegóły, które umykały na początku. Ulubiony pisarz i jego bohaterowie nie są już tak doskonali. Kontrowersyjny artysta przestaje być kontrowersyjny, a staje śmieszny i zwyczajnie głupawy. Nie inaczej jest z komiksem. Sam pamiętam, że tytuły, które wynosiłem na piedestał we wczesnym okresie poznawania tego medium, dziś niekoniecznie są przeze mnie uważane za arcydzieła. Czytając Invincible Roberta Kirkmana przypominały mi się stare opowieści z herosami z czasów, gdy superbohaterowie stanowili po prostu niezłą rozrywkę. Czy to dobrze, czy może wprost przeciwnie?

Strona komiksu Invincible tom 3

Mark Grayson zdobył ciepłą, rządową posadkę i tym samym jako heros zapewnił sobie możliwość rozwoju. Taki stan rzeczy w świecie superludzi jest nie do pomyślenia na dłuższą metę, więc zaczynają się pojawiać problemy. Najwidoczniejszym są konsekwencje działalności Marka, które ponoszą jego bliscy. Obok oczywistego zagrożenia ze strony wszelkiej maści złoli pojawiają się kłopoty natury emocjonalnej. Bo jak myślicie, czy taki sobie heros to ma czas na popołudniowy spacer i randkę w kawiarence? Czy może jest tak zajęty i funkcjonuje na takich płaszczyznach, że codzienne rytuały związku miłosnego są dla niego coraz bardziej obce? Do tego dochodzi trudna relacja z ojcem, którego czyny nie są łatwe w osądzie.

Seria Invincible to szczególny komiks superbohaterski. Podobnie jak Czarny Młot, jest autorskim pomysłem sążniście czerpiącym z obu wielkich uniwersów. Lemire stawia jednak na psychologiczne dramaty postaci, idzie w stronę ukazania ich słabości, jak miało to miejsce w Strażnikach. Kirkman również silnie opiera się na wewnętrznych aspektach swych postaci, lecz nie interesuje go wyłącznie ich mroczna strona. Grayson senior to postać niejednoznaczna, a i samo postępowanie protagonisty jest coraz bardziej odległe od podręcznikowej moralności Supermana. Wszystko jednak wpisuje się jeszcze w konwencję komiksu z herosami sprzed Mrocznej Ery. Kolorowe, niedzisiejsze kostiumy i ta kosmiczna atmosfera, trochę kojarząca mi się z Fourth World Jacka Kirby’ego i całym kosmicznym Marvelem Jima Starlina.

Strona komiksu Invincible tom 3

Na komiksach widniał kiedyś znaczek Comics Code Authority, który świadczył między innymi o tym, iż komiks pozbawiony jest scen nadmiernej brutalności. Nie lubię tępego rzeźnictwa, ale brak posoki w historiach z bohaterami w pelerynach to poważna wada. Bohater z siłą Invincible’a po zadaniu powinien odczuć jego skutki. A te bywają tu o wiele większe, niż sądził. Ottley w dwóch istotnych dla Marka sytuacjach dosłownie unurza go w krwi. Tych, dla których jej widok nawet na stronach komiksu jest odstręczający, pragnę uspokoić. Rysownik wie, co robi. Wytacza ją tylko w dawkach usprawiedliwionych fabularnie. A że fabuła Invincible tom 3 jest miejscami dość brutalna, to proszę z pretensjami do scenarzysty…

Strona komiksu Invincible tom 3

Invincible tom 3 nie zawiedzie fanów serii. Sam z całą szczerością muszę przyznać, że nie jestem jej wielkim miłośnikiem, a mimo to lektura sprawiała mi frajdę. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że Egmont regularnie wydaje kolejne tomy i z ostatnich zapowiedzi wynika, że nic w tej materii się nie zmieni. Kirkman pokazuje, że superbohaterowie to wciąż żywy materiał i nie trzeba wstrząsać czytelnikiem coraz bardziej szokującymi dokonaniami herosów. Invincible to cykl dla fanów superbohaterów, którzy znają ich przygody nie tylko z kinowego ekranu. I mówię tu o obu uniwersach, gdyż wygląda na to, że Kirkman lubi jedno i drugie w podobnym stopniu. Wciąż jednak jest indywidualny i nie przekracza cieniutkiej granicy kopiowania. Wystarczy postawić na rozsądną i wyważoną akcję, mocne wątki personalne i przyjemny humor, by stworzyć ciekawy świat, posiadający sporą rzeszę fanów.


Okładka komiksu Invincible tom 3

Tytuł oryginalny: Invincible The Ultimate Collection Vol. 3
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 336
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?