Advertisement



Invincible tom 5 – recenzja komiksu

Małoletni pomagierzy to stały element w superbohaterkich powieściach graficznych. Batman ma całą szkółkę podopiecznych, a i Kapitan Ameryka w swej walce z III Rzeszą wsparty został przecież przez  Bucky’ego. Jest ich tyle, że coraz częściej łączą się w zespoły i po latach tworzą swoją własną historię, wchodząc niekiedy w rolę swych dotychczasowych mentorów. Mark Grayson ledwo sam zaczął działać jako niezależny superbohater, a już u jego boku pojawił się pomocnik, acz dość niepokorny i mający duże predyspozycje do powtórzenia losów Jasona Todds lub nawet Kid Miraclemana. Invincible tom 5 to album przełomowy i dla mnie najbardziej wciągający.

Strona komiksu Invincible tom 5

Od samego początku kariery Invincible’a dla rządu wiedziałem, że nastąpi zgrzyt. Że władza będzie próbowała mu rękę uciąć, gdy ten będzie kręcił nosem. Później na jaw wyszły pewne eksperymenty Globalnej Agencji Obrony, przy której blado wypadały nawet wyczyny antagonistów Graysona. Na przykładzie tego zwrotu fabularnego widać jak umiejętnie działa Robert Kirkman. Niby stosuje chwyty znane wszystkim, bo czyż herosi nie stawiali się systemowi wiele razy? Mimo to utarte schematy są w jego komiksie świeższe, czyta się je bez poczucia déja vu i lekkiego przez to zażenowania. Dotyczy to niemal wszystkiego w Invincible, gdyż tytuł ten to jedna wielka gra na sentymentach. Piękna gra, warto dodać.

Oliver to ciekawa postać. A wiedzcie, iż mówi to człowiek, który pała wręcz chroniczną niechęcią do wszelkiej maści mini-pomocników. Kirkman niemal już tradycyjnie nie tworzy niczego nowego w relacjach między mistrzem i uczniem. Jest bunt, młodzieńcza brawura i równanie wielka moc = wielka odpowiedzialność. Wszystko to jest jednak niebywale bardziej autentyczne i przez to trochę przypomniały mi się czasy, w których Dick Grayson śmigał w krótkich szortach. Oliver ma w sobie więcej cech Damiana Wayne’a, niż dobrego i miłego pierwszego Cudownego Chłopca, ale pozbawiony jest tej irytującej pyskatości pokolenia Z.

Strona komiksu Invincible tom 5

Invincible tom 5 ponownie porusza stale powracające dylematy herosów. W szczególności te natury moralnej, związane z tym, co począć z recydywistami o supermocach. Bo sami przyznajcie, ile to razy głowiliście się nad tym, dlaczego genialni herosi pakowali łotrów ponownie za kraty, zamiast pozbyć się ich raz na zawsze. Kwestia ta targa często Batmanem, ale w głównej serii na razie zamiatana jest pod dywan. Kirkman i jego herosi stoją w rozkroku między postawą absolutnego altruizmu i radykalizmem Punishera. Niektórym jednak bliżej do metod Franka Castle’a i nie muszą przy tym sięgać po żaden arsenał, rozwiązując kwestię przestępczą własnymi piąstkami.

Niespodzianką była historia z pobocznej serii The Astouding Wolf-Man, rysowana przez Jasona Howarda. Seria co prawda nie ukazuje się u nas w oryginale, ale na podstawie pojedynczego zeszytu można domyślić się jakim typem postaci jest Wolf-Man i z jakimi problemami przychodzi mu się mierzyć. Tutaj jednoczy siły z Graysonem, który chwilowo nie należy do ulubieńców służb państwowych.

Strona komiksu Invincible tom 5

Piąty tom trzyma klasę serii, a nawet odrobinę podnosi średnią. Invincible to rozrywka, superbohaterska seria, która zagrała Wielkiej Dwójce na nosie. Nie pretenduje ona do konkurowania z ich ubersztosami jak Powrót Mrocznego Rycerza czy Vision, wyzywając za to na ring te regularne, niekończące się serie. Podczas batalii z nimi ma wyraźną przewagę. Wykorzystuje ich elementy, odrzuca głupotki i finalnie rozkłada je na łopatki. Wydawnictwo Image Comics nie ma tak szerokiej palety superbohaterów i myślę, że nawet sam Invincible byłby wystarczającą godną reprezentacją na rynku komiksów o superherosach.


Okładka komiksu Invincible tom 5

Tytuł oryginalny: Invincible The Ultimate Collection Vol. 5
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Jason Howard
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 352
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?