Advertisement

Invincible tom 6 – recenzja komiksu

Invincible to najbardziej generyczna seria superbohaterska, jaka obecnie ukazuje się na rynku, będąc przy tym lepszą od konkurencyjnych tytułów, z których częstokroć czerpie inspiracje. Robert Kirkman ma luksus prowadzenia swej postaci od początku, nie obawiając się o ingerencje innych twórców, jak bywa to z większością herosów w ich nieskończonych odysejach. W szóstym już tomie w życiu Marka Graysona następuje przełom – zarówno w życiu prywatnym, jak i w służbie superbohaterskiej.

Strona komiksu Invincible tom 6

Jak pisałem wyżej – Robert Kirkman nie wymyśla scenariuszy do Invincible od zera. I tak kolejnym lejtmotywem w komiksie peleryniarskim są alternatywne wersje herosa z innych wymiarów. W Invincible tom 6 Markowi przychodzi zmierzyć się ze sprowadzonymi przez dość niejasną moralnie postać wariantami. To zdarzenie wystarczyłoby, aby wypełnić akcją jeden tom. Kirkman z manią palacza-piromana dorzuca do pieca i dodaje takie cudeńka, jak brutalna walka Invincible’a z Conquestem. Dodatkowo w życiu herosa wciąż pojawiają się przedstawiciele władzy gotowi przekraczać kolejne granice w razie stosownych okoliczności. Dodatkowo między akcjami znajduje miejsce na bardziej codzienne sprawy.

Strona komiksu Invincible tom 6

Pierwszy związek Marka nie przetrwał, między innymi z powodu jego drugiego życia. Kolejny, stworzony z rudowłosą Samanthą, jest o wiele bardziej perspektywiczny, choć nie pozbawiony ryzyka. O ile panna sama potrafi doskonale się bronić, a nawet uratować swego ukochanego, to kwestie dalszego rozwoju ich związku nie są tak oczywiste. Kirkman ma rękę do postaci i nastoletnia miłość bohaterów nie jest burzliwym romansem rodem z tanich komedii młodzieżowych.

W recenzji Nemezis pisałem o poziomie brutalności, jaką serwował tam Steve McNivem. Ryan Ottley dorównał koledze po fachu i w bitwie Marka z Conquestem wykracza daleko poza granice, które nieoficjalnie przyjęto w komiksie heroicznym dla mas. Powiedziałbym nawet, że niewiele brakowało, a dorównałby słynnym kadrom z wydarzeniem w Londynie w komiksie Miracleman. Przy czym zachowuje pewną komiksową stylistykę, bez anatomicznych pokazów. Ottleyowi partneruje tu Cory Walker, ale wspomnieć wolę tu o FCO Plascencii, znanemu u nas choćby z serii Batman Scotta Snydera i Grega Capullo. Artysta ten wykonuje tu naprawdę solidną robotę, nadając głębi planszom Ottleya i właśnie tacy ludzie powinni być cenieni nie mniej niż panowie od pióra i ołówka.

Strona komiksu Invincible tom 6

Invincible tom 6 potwierdził moje przypuszczenia, że Robert Kirkman z każdym kolejnym tomem będzie pozwalał sobie na więcej. Ma to swoje plusy i minusy. Dostajemy jeszcze więcej rozrywki i superbohaterkich starć, ale zabawa konwencją staje się nadużywanym narzędziem. Nie jest to absolutnie widoczna tendencja spadkowa, ale duża częstotliwość wydawania przez Egmont kolejnych tomów sprawia, że wszystko wydaje się dziać odrobinę za szybko. Nie oznacza to, że nie czekam na dalszy ciąg. Invincible to wciąż coś, co warto mieć na półce i sądzę, że będzie tak aż do końca. Siódmy tom zapowiedziany jest już na marzec.


Okładka komiksu Invincible tom 6

Tytuł oryginalny: Invincible The Ultimate Collection Vol. 6
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Wydawca: Egmont 2019
Liczba stron: 336
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?