Invincible tom 8 – recenzja komiksu

Jedyną stałą w komiksach z herosami są ciągłe zmiany. Invincible, choć całkowicie niezależny od DC i Marvela, ulega uniwersalnym zasadom gatunku i Mark Grayson, niczym wielu jego kompanów po fachu, na chwilę zwalnia tempo. A konkretniej oddaje kostium Invincible’a w ręce kogoś, kto nie jest hamowany przez wiele czynników. Poznajemy też losy kilku postaci drugoplanowych, a i rodacy Omni-Mana nie dają o sobie zapomnieć.

Strona komiksu Invincible tom 8

Invincible tom 8 utwierdza mnie w przekonaniu, że to pozytywnie stabilna seria. No, może tym razem jeszcze silniej stabilna, bo Kirkman po brutalnych starciach z poprzedniego tomu jest tu niemal oszczędny w akcji. Co w jego skali oznacza tylko odrobinę mniej mordobicia i walk. Również pod względem sfery osobistej nie dzieje się spektakularnie wiele i kilka czynników służy głównie podbudowie pod dalsze wydarzenia.

Weźmy postać Olivera, która od początku mogła budzić pewne zastrzeżenia. Blisko mu do Damiana Wayne’a, który pomimo trudnego charakteru kieruje się pewnymi zasadami zaszczepionymi przez ojca. Oliver to z kolei prawdziwa czarna owca rodziny Graysonów, wychowana w nieco innych realiach niż Mark, przez co określenie go mianem „kosmita” nie oznacza wyłącznie jego korzeni. Nie tylko on zresztą pokazuje, że nie jest kimś do końca godnym zaufania. Pewien jednooki jegomość również ma swoje cele, postawione nieco wyżej od przyjaźni z niedawnymi sojusznikami w wojnie z Viltrum.

Niedawni przeciwnicy, = z Thraggiem na czele, nie zniknęli w cieniu. Czekałem, aż ten potężny osobnik powróci do swych pierwotnych planów względem Ziemi. Do pojedynku z Markiem, który ostatecznie wyklaruje, kto jest czempionem. Nic takiego się nie stało, ale to, co pan przywódca czyni, robi wrażenie. Czapki z głów przed Kirkmanem. Nie zresetował napisanych przez siebie postaci, tak aby pasowały mu do wygodniejszych scenariuszy, a napisał dla nich logiczny dalszy ciąg. I dlatego Invincible po ośmiu grubych tomach i z akcją, która nie dąży do rewolucji, ma się dobrze i perspektywa kolejnych czterech budzi wyłącznie entuzjazm.

Strona komiksu Invincible tom 8

Zamykając już ósmy tom Invincible’a doszedłem do wniosku, że żadna z wydawanych serii Marvela i DC nie przywiązuje tak mocno czytelnika. Robert Kirkman z całego kotła wątków wyciąga to, co chce i nie przejmuje się ograniczeniami, jakie mają poszczególne postaci DC i Marvela. Gdyby zechciał, aby Mark stał się herosem ulicy, z naciskiem na wątek detektywistyczny, to zapewne tylko by mnie to ucieszyło. Nawet gdyby Kirkman wpadł na pomysł kryzysu, który wszystko zmienia, to jego wizja wciąż byłaby dobra. Dlaczego? W recenzji któregoś z tomów pisałem, że seria ta nie jest ani typowym przedstawicielem swego gatunku, ani nie eksploatuje wątków z mroczniejszych wizji superbohaterów. To jakby nowa, autorska gałąź, rodząca dobre owoce. I nie zmienia się to ani na chwilę, nawet po sporym już jej rozwinięciu.

Problem z kolejnymi recenzjami Invincible’a polega na tym, że Kirkman trzyma stale niezły poziom. Potrafi zaskoczyć, ale czymś, co już znamy z innych historii z peleryniarzami. Przeładowuje swoją opowieść akcją, ale jego postaci dostają czas na rozwój. Ba! Same walki potrafią rozwinąć postać. Do tego większość plansz we wszystkich tomach narysował duet Cory Walker/Ryan Ottley. Monotonia? Invincible tom 8 nie ma jej ani grama, lecz równie mało znajdziecie w nim radykalnych zmian. Przerywnik przed większymi wydarzeniami? Tego dowiemy się niebawem.


Okładka komiksu Invincible tom 8

Tytuł oryginalny: Invincible The Ultimate Collection Vol. 8
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 296
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?