Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów – recenzja komiksu

Czasami scenarzyści z sobie tylko znanych powodów dokonują rewolucji w biografii mocno zarysowanej postaci. Tak było z Lexem Luthorem, który w ostatnich latach czynił po swojemu dobro w kombinezonie z wielką literą „S” na piersi. I o dziwo, było to dobre. Jeszcze lepszy natomiast okazał się jego powrót do starych nawyków. Zły Luthor to coś, czego potrzebował cały świat DC.  Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów pokazuje jeszcze dobitniej, że Scott Snyder nie bawi się w półśrodki i rękami Lexa i jego Legionu Zagłady solidnie daje się we znaki herosom.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów

Oryginalnie historia Zatopiona Ziemia ukazała się mniej więcej w okresie premiery filmowego Aquamana. Fabuła jest zbudowana jednak na tyle dobrze, że jej lektura nie podbudowana żadnym dodatkowym czynnikiem jest przyjemnością. Kolejnym etapem działań Luthora i jego ferajny jest uderzenie metodami podmorskimi, z użyciem zapomnianych bóstw oceanu. Nie muszę chyba nadmieniać, że są one złe i żądne zemsty, a Aquaman nie stanowi dla nich wielkiej przeszkody. Skala zniszczeń świetnie obrazuje, jaki rozmach ma Scott Snyder. A bywa on zarówno pozytywny, jak i negatywny.

Twory pokroju Krakena Śmierci są w mojej opinii mocną przesadą, ale już cała mitologiczna otoczka w tym komiksie jest całkiem przyjemna. Generalizując – Snyder ma pomysły, ale czasami idzie o krok za daleko. Szybko orientuje się jednak, co narobił i stara się odwrócić uwagę czytelnika ciekawymi elementami. Jednym z nich jest ten związany ze Starro, czy raczej Jarro, poniekąd poszerzający Bat-Rodzinę. Autor też dobrze rozumie postaci, o których pisze i nie zauważyłem, aby ktoś został zmarginalizowany, nawet przy dominującym Batmanie i istotnym dla historii Aquamanie.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów

Po Batman Metal wszyscy zastanawiali się, co stało się z Batmanem, Który Się Śmieje.  Odpowiedź jest nader prozaiczna. Lex Luthor trzymał go w piwnicy, do tego w tajemnicy przed swymi konfratrami i w sobie tylko znanym celu. I tu zaczyna się powoli rozwijany wątek, w którym kluczowym punktem jest imię Perpetua. Wszystko zmierza do kolejnego punktu przełomu świata DC, niebudzącego u mnie żadnych obaw. Dlaczego? Trochę dlatego, że po The New 52! niewiele da się zepsuć, a widząc skłonności włodarzy DC do powrotu na stare tory, prędzej spodziewać możemy się pewnej stabilizacji, niż dolania oliwy do ognia i to pomimo małego chaosu logicznego związanego z Doomsday Clock.

Cmentarzysko Bogów ilustrują między innymi rysownicy znani już z innych dzieł DC, jak Francis Manapul czy Mikel Janin. Artyści to pomysłowi, nie mamy więc nudnego szablonu na każdą superbohaterską okazję. Do morskiego klimatu najlepiej pasuje stylistyka Manapula, ale w Aquaman/Justice League: Drowned Earth Special #1  dotrzymuje mu kroku Howard Porter, przy okazji budząc tęsknotę za przerwaną serią o Władcy Mórz. Swoją pracę dobrze wykonują też Frazer Irving i Bruno Redondo.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów

Liga Sprawiedliwości według Scotta Snydera to w końcu ten typ przygód grupy, który nie budzi uczucia niedosytu czy nawet zażenowania. Snyder zbudował sobie mocną podstawę już w Batman Metal i jak donoszą plotki zza oceanu, jego run nie zmierza donikąd. Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów jest albumem bardziej spójnym, pozbawionym rozpoczynających nowy rozdział mankamentów. Może i czasem ogromem wydarzeń ociera się o wybujałą skalę eventową, ale dzięki innym czynnikom to odczucie niknie i ogólna poczytność jest całkiem niezła. Kolejny tom zapowiedziany został na marzec, co doskonale pokazuje, że Egmont stara się nadrabiać zaległości.


Okładka komiksu Liga Sprawiedliwości tom 2: Cmentarzysko Bogów

Tytuł oryginalny: Justice League vol.2: Gravevard of Gods
Scenariusz: Scott Snyder, James Tynion IV
Rysunki: Francis Manapul, Howard Porter, Mikel Janin i inni
Tłumaczenie: Maciej Nowak-Kreyer
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 204
Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?