Moon Knight tom 2: Z martwych powstaną – recenzja komiksu

Początkowo Egmont postawił na najpopularniejsze tytuły z Marvel NOW! i szczęśliwie ta linia wydawnicza przyjęła się na tyle dobrze, że teraz możemy czytać mniej znane tytuły. Jednym z nich jest Moon Knight, za którego pierwsze zeszyty odpowiadał legendarny Warren Ellis.

Drugi tom wyszedł spod ręki Briana Wooda, nie mniej docenianego scenarzysty takich tytułów jak Ludzie Północy czy Briggs Land. Biorąc pod uwagę dość wybuchowe zakończenie poprzedniego albumu, można się zastanawiać co dalej z karierą niestabilnego herosa w śnieżnej bieli?

Strona komiksu Moon Knight tom 2: Z martwych powstaną

Do Nowego Jorku przybywa przywódca afrykańskiego państewka o nazwie Akima, generał Aliman Lor, przez wielu uważany za zbrodniarza wojennego, który przez lata zmienił swe oblicze, pragnąc również akceptacji i zaistnienia jego kraju na arenie międzynarodowej. Szkopuł tkwi w tym, iż generał ma wielu wrogów i to na tyle wpływowych, że stać ich na wynajęcie wyszkolonych zabójców. W mniemaniu Moon Knighta, mimo obiegowej opinii watażki, Lor jest kimś, kogo należy chronić. Kłopot w tym, że osoba najbardziej pragnąca śmierci generała jest nader blisko Spectora.

Jak poprowadzić fabułę, aby zachowywała spójność i jednocześnie pokazywała niestabilność psychiczną głównego bohatera? Brian Wood postawił na dość swobodny tok akcji. W kilku momentach odpływa ona nieco, zagłębiając się w psychikę głównego bohatera, łączącą się niekiedy z retrospekcjami, po to, by chwilę później wrócić w sam środek iście wybuchowych wydarzeń. Widowiskowy skok z samolotu i okoliczności rozmów z Khonshu najtrafniej pokazują tego typu sytuację. Prawdziwe szaleństwo według Wooda to nie miotanie się w kaftanie bezpieczeństwa, a postrzeganie świata w zupełnie inny sposób.

Strona komiksu Moon Knight tom 2: Z martwych powstaną

Wood porusza dość ważną kwestię, związaną z terroryzmem i interpretacją historii. Generał Lor to nawrócony zbrodniarz, człowiek, który w przeszłości nie bał się sięgać po drastyczne środki dla dobra swej ojczyzny. Jednak owo „dobro” jest subiektywne, szczególnie w kontekście Afryki, czego przykładem może być życiorys Mandeli czy cesarza Sallasje. Kontynent targany syndromem postkolonialnym to zarzewie wielu rewolucji, pięknych w swej wyzwoleńczej teorii, lecz zabójczych w praktyce. Autor w historii o superbohaterze poruszył kwestię niejednoznaczności postaci historycznych, będących dla jednych mężami stanu, a dla innych okrutnikami.

Bogowie to nadzwyczaj kapryśne istoty. Wystarczy jeden fałszywy ruch, a ich ulubiony śmiertelnik natychmiastowo traci łaskę, a jeśli jest szczególnym pechowcem, kończy żywot w mało delikatny sposób. Khonshu co prawda nie ciska gromów, lecz chwilowe kaprysy nie są mu obce. Boleśnie przekonuje się o tym tytułowy bohater, który przez chwilę znajduje się w sytuacji niemal równie tragicznej, co biblijny Hiob.

Strona komiksu Moon Knight tom 2: Z martwych powstaną

Declan Shalvey narzucił serii pewną konwencję rysunku, wymykającą się utartym normom komiksu superbohaterskiego. Greg Smallwood nie zbacza z tej drogi. Kadry, które w milczący sposób opowiadają historię, akcja, która nie zawsze trzyma się ram rozsądku i przede wszystkim wyróżniający się wśród tego jaśniejący bielą Moon Knight. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest to jeden z najciekawszych wizualnie komiksów z Marvel NOW!, jakie zagościły na naszym rynku. Wrażenie robią tu szczególnie sceny z terrorystą przetrzymującym zakładników, widziane z perspektywy dronów należących do Spectora i cykl dobowy chwilowo uwięzionego herosa.

Z martwych powstaną jest jednak nieco mniej porywający od pierwszego tomu. Moon Knight to postać niezwykle złożona i dosłownie szalona, co lepiej prezentuje się w opowieściach Ellisa. Brian Wood, stawiając na bardziej spójny scenariusz, poruszający kwestie często pomijane w konwencji superbohaterskiej, nie traci na szczęście samej esencji postaci. Marc Spector to nadal ten sam wątpliwie zdrowy psychicznie osobnik, który nocami przywdziewa swój rzucający się w oczy strój i pod patronatem egipskiego bóstwa działa jako heros. Liczę, iż Egmont nie ograniczy się tylko do trzech tomów Moon Knighta, za który to ostatni odpowiadać ma Cullen Bunn i będziemy mieli okazje poznać szaleństwa Pięści Khonshu pióra Jeffa Lemire’a. Na razie wypatrujmy kolejnego tomu, gdyż jest to jedna z najciekawszych pozycji superbohaterkich na rynku.


Okładka komiksu Moon Knight tom 2: Z martwych powstaną

Tytuł oryginalny: Moon Knight Vol. 2: Dead Will Rise

Scenariusz: Brian Wood

Rysunki: Greg Smallwood

Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski

Wydawca: Egmont 2018

Liczba stron: 132

Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?